Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 czerwca 2025

„Ostatni zdrajca” – Krzysztof Koziołek

Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Data wydania: 2025-04-03 
Liczba stron: 442 
ISBN: 9788397187177

Nigdy nie ukrywałam, że Krzysztof Koziołek jest jednym z moich ulubionych lubuskich pisarzy. W zasadzie, jak dotąd, jego książki albo mnie zachwycały, albo „zaledwie” mi się podobały. Sporadyczne przypadki, które można policzyć na palcach jednej ręki, nie trafiły w mój gust. Z najnowszą książką znowu jest problematycznie. Próbując ją ocenić, musiałabym wyciągnąć średnią, gdyż mniej więcej od połowy akcja wciągnęła mnie jak zazwyczaj. Wcześniej było ciężko…

Fabuła powieści dotyczy aktualnych wydarzeń politycznych w Polsce, czyli wyborów prezydenckich. Niespodziewanie nową głową państwa zostaje skrajnie prawicowy kandydat, co kolosalnie wypływa na sytuację polityczną w kraju. Wychodzi na to, że historia może się powtarzać i na ulicach Polski znowu pojawiają się „przyjaciele” ze wschodu. Na szczęście, prawe i szlachetne jednostki myślące inaczej biorą sprawy w swoje ręce i tak powstaje ruch oporu. Czy będzie jednak w stanie przeszkodzić błyskawicznie rozpowszechniającemu się absurdowi i złu?

„Ostatni zdrajca” to thriller polityczny, chociaż w moim odczuciu mogłoby to być political ficition. Może nie posiadam tak ogromnej wiedzy i zamiłowania do polityki jak Krzysztof Koziołek, ale podczas lektury odniosłam wrażenie, że przedstawione tam wydarzenia jednak nie są prawdopodobne i nie stanowią realnego zagrożenia dla polskich obywateli. Ale może „nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem”? Na pewno są w tej dziedzinie bardziej kompetentni, więc nie polemizuję. Jednakże, pomijając powyższe, w stuprocentowym pozytywnym odbiorze przeszkadzało mi coś jeszcze. Otóż, polityka zbyt mocno przytłoczyła fabułę i zdecydowanie zdominowała pierwszą połowę książki, uniemożliwiając wciągnięcie się w akcję i nawiązanie jakiejś nici sympatii z bohaterami, których przedstawiono dość pobieżnie. Zazwyczaj historia głównych bohaterów ciekawi tak mocno, że nie można oderwać się od książki, tym razem musiałam mocno wytężać wzrok, by ją dostrzec pomiędzy politycznymi przepychankami. Ale może „to jest słuszna koncepcja”…

Reasumując. Na pewno polecam miłośnikom polityki, którzy śledzą regularnie i intensywnie aktualną sytuację w państwie. Zawsze ciekawie jest spojrzeć na problem z innej perspektywy. Dodam, iż powinni to być czytelnicy obiektywni, a nie zafiksowani na jedną ze stron. Druga połowa książki przynosi kilka pozytywnych zaskoczeń i wywołuje uśmiech zadowolenia, który tak lubię podczas lektury. Ciekawe, czy ktoś jeszcze – tak jak ja – podczas czytania szukał w sieci informacji o Barze Laguna… Grupa emerytowanych judoków – cudna! Powinno być ich więcej… w TEJ pierwszej połowie.


poniedziałek, 24 marca 2025

„Wzgórze psów” – Jakub Żulczyk

Wydawnictwo: Świat Książki
Ekranizacje: Wzgórze psów (2025)
Seria: Nowa proza polska
Data wydania: 2025-01-29
Data 1. wyd. pol.: 2017-04-26
Liczba stron: 864
ISBN: 9788368350302

To moje drugie spotkanie z twórczością Żulczyka i chociaż pierwsze było bardzo udaną przygodą, to sama nie zdecydowałabym się tak szybko na jego kolejną książkę, ale otrzymałam prezent, więc przeczytałam. Uzasadnienie tego prezentu było dość ciekawe, a mianowicie – serial na podstawie „Wzgórza psów” (notabene o tym samym tytule) nakręcono w miejscu, w którym bywam od czasu do czasu i które lubię. Były to Pilchowice oraz Lwówek Śląski. Ot taka turystyczno-filmowa ciekawostka. Dodam, iż serial jeszcze przede mną, ale kto wie… być może się skuszę.

Głównym bohaterem „Wzgórza psów” jest Mikołaj – młody pisarz po przejściach, który do niedawna prowadził typowo rock’n’roll’owy tryb życia. Ponieważ to dorosłe życie przerosło go, postanawia wrócić do rodzinnego Zyborka, do ojca. Ten powrót traktuje oczywiście tymczasowo, jako zło konieczne bądź też mniejsze zło, czy też ostatnią deskę ratunku. Towarzyszy mu żona – Justyna.

Na miejscu odżyły wspomnienia, odżyły dawne rodzinne konflikty oraz obraz pewnego tragicznego wydarzenia z wczesnej młodości, które – jak się okazało – miało ogromny wpływ na obecny kształt życia Mikołaja. Poza tym, okazało się, że prowincjonalne mazurskie miasteczko stało się kolebką miejscowej gangsterki, która wprowadza tam swoje rządy. Jednak, na szczęście dla mieszkańców Zyborka, jest ktoś, kto chce walczyć o swoją małą ojczyznę. Książka określana jest jako thriller i częściowo owszem skłaniam się ku tej kategorii – szczególnie jeśli mówimy o zakończeniu powieści, które bardzo trzymało w napięciu, a akcja była szybka, dynamiczna, brutalna i zaskakująca. Szczególnie w zestawieniu z wcześniejszymi rozdziałami. Gdyby autor trzymał taki poziom od początku z pewnością skończyłabym tę powieść po kilku dniach, a tymczasem towarzyszyła mi – o zgrozo! – ponad miesiąc! A to niestety, przynajmniej w moim przypadku, o czymś świadczy. Niestety, przez niektóre rozdziały trzeba było brnąć i w momencie, kiedy ciekawość zaczynała być chociaż trochę bardziej pobudzona, następował zwrot akcji, który raczej nużył zamiast pobudzić.

Fabuła prowadzona była na kilku płaszczyznach czasowych, które przeplatały się czasem płynnie, czasem bardziej wyraźnie. Narracja dotyczyła aktualnych wydarzeń w Zyborku. Poza tym pojawiały się wspomnienia Mikołaja, dotyczące niedawnych lat w Warszawie po tym jak odniósł sukces oraz dawnej historii z czasów szkoły średniej – przed i w trakcie dramatycznego wydarzenia, które do dziś odbija się echem. Wplecionych jest jeszcze kilka wątków – powiedzmy dość zaprzeszłych – które wg mnie można było całkiem pominąć. W moim odczuciu służyły tylko jeszcze większemu wyhamowaniu akcji. Ogólnie, kompozycję określiłabym jako spory misz-masz.

Zaletą fabuły, poza dość mocno rozciągniętym tajemniczym wątkiem głównym, jest ukazanie bardzo bogatego obrazu lokalnej społeczności. Podoba mi się tendencja w literaturze, by pokazywać również różne strony prowincji – te jasne i te ciemne. Jej zwykłą i niezwykłą codzienność. Bardzo ciekawe i zróżnicowane postaci, nadające specyficznego kolorytu historii. I przyznam, że po tym miesiącu jaki spędziłam na kartach książki w Zyborku, w pewnym sensie będę tęsknić za tą miejscówką.

Książka w gruncie rzeczy interesująca, chociaż bardzo nierówna. Opowieść o zemście, sprawiedliwości – może tej jednej najprawdziwszej jaka istnieje – i walce o nią. Opowieść o walce o swoje przekonania, swoje miejsce i o czyste sumienie. Thriller z wątkami psychologiczno-kryminalnymi. Polecam miłośnikom autora oraz wytrwałym czytelnikom.

środa, 19 lutego 2025

„Pacjent” – Juan Gómez-Jurado

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: Antonia Scott (tom 0.75)
Seria: Uniwersum Reina Roja
Tytuł oryginału: El Paciente
Data wydania: 2024-08-14
Liczba stron: 528
ISBN: 9788383303147

Nierzadko zdarza się, że twórcy (reżyserzy, pisarze…) na fali sukcesu swojego dzieła zastanawiają się, jakby tu odciąć jeszcze trochę kuponów. Kontynuacja serii? Oczywiście! Ale gdy uśmierci się głównych bohaterów lub definitywnie zakończy główne wątki? Wtedy przeważnie akcja przenosi się w przeszłość i powstaje kolejna część np. z numerem 1/2. W przypadku książki Juana Gomeza mamy do czynienia z częścią 0,75 serii Czerwonej Królowej i cyklu Antonii Scott – chociaż jedyną postacią, która łączy wcześniej napisaną trylogię jest osoba Mr. White’a.

„Pacjent” to thriller medyczno-polityczny, którego akcja rozgrywa się w ciągu 63 godzin. Tyle wystarczy, by względnie spokojne i uporządkowane życie niesamowicie zdolnego neurochirurga runęło w gruzach. Niestety, jego wyjątkowe umiejętności zwróciły uwagę demonicznego Pana White’a, który postanawia wykorzystać Davida, by osiągnąć swój cel. Będzie on po prostu narzędziem, którym się posłuży w grze stworzonej na własnych zasadach. Stawką jest 25 milionów dolarów oraz życie. Życie za życie. Życie prezydenta za życie córki Davida…

Książka napisana jest głównie w formie pamiętnika, którego narratorem jest główny bohater – David. Czytelnik więc już na początku poznaje w gruncie rzeczy finał całej historii. Jednak stopniowe odkrywanie jak do niego doszło jest niezwykle zajmujące i pełne napięcia oraz kolejnych – coraz większych zastrzyków adrenaliny, które ordynuje autor czytelnikom na ponad 500 stronach. I chociaż obawiałam się trochę, czy ta książka mnie rozczaruje – szczególnie w zestawieniu z wcześniejszą trylogią i kilkoma dość negatywnymi opiniami, to po fakcie mogę stwierdzić, że była to tak samo dobra rozrywka jak wcześniej. Oczywiście, można się czepiać niuansów i szukać dziury w całym. Jednak to nadal jest bardzo dobry thriller, którego akcja mocno trzyma w napięciu.

Dużą zaletą, której Gomez-Jurado poświęca sporo miejsca, jest bardziej szczegółowe opisanie postaci Pana White’a. Czytelnik ma okazję poznać trochę faktów z przeszłości, które kształtowały tę perfidną, demoniczną i równie inteligentną co okrutną osobowość. I mimo iż są to tylko pojedyncze, dość krótkie rozdziały, to mimo wszystko można stworzyć dość pełny i spójny obraz. Teraz tym bardziej intryguje mnie książka, która czeka na półce i nosi tytuł „Sekretna historia pana White’a” – i chociaż to ledwie ponad 100 stron, to zapewne odpowie na kilka pytań. Pewnie sięgnę po nią szybciej niż myślałam.

„Pacjent” to bardzo dynamiczny thriller medyczno-polityczny, który odsłania przed czytelnikiem nie tylko tajniki pracy elitarnego szpitala i pracy neurochirurga, ale i procedury i tajniki pracy agentów Secret Service, którzy bezpośrednio są związani z najważniejszym człowiekiem w Stanach Zjednoczonych. Liczne wątki poboczne idealnie uzupełniają motyw główny, a zestawienie ze sobą dwóch tak skrajnie różnych charakterów wpływa na atrakcyjność fabuły. Tym razem walka dobra ze złem przybrała wyjątkową formę, która zaskoczy nawet najbardziej wybrednego czytelnika. Pozostając pod niesłabnącym urokiem twórczości pisarza, który zrobił na mnie ogromne wrażenie już przy pierwszym spotkaniu, szczerze polecam.

piątek, 16 sierpnia 2024

„Ktoś inny” – Guillaume Musso

Wydawnictwo: Albatros
Tytuł oryginału: Quelqu'un d'autre
Data wydania: 2024-08-14
Liczba stron: 320
ISBN:  9788383612645

Zeszłoroczna informacja, że autor robi sobie roczną przerwę od pisania, by poświęcić więcej czasu rodzinie, a w szczególności dzieciom, martwiła z pewnością nie tylko mnie, ale i całe rzesze fanów – tym bardziej, że Musso przyzwyczaił swoich czytelników, że każdego roku mogą czytać dwie nowe powieści. Pojawienie się tej książki było zatem ogromną niespodzianką – dla mnie przy okazji urodzinową. Ciekawe co skłoniło pisarza do zmiany decyzji…

„Ktoś inny” to zaskakujący, gwałtowny i wciągający od pierwszej strony thriller psychologiczny, od którego nie można się wręcz oderwać. Świadczy o tym chociażby fakt, że przeczytałam go w ciągu jednego dnia. Nie sposób było odłożyć książkę na dłużej. Ciekawość była większa. Powieść zaczyna się bardzo mocną sceną – brutalnym zabójstwem bardzo bogatej dziedziczki włoskiej rodziny. Dziennikarki i wydawczyni, spełnionej matki dwójki dzieci oraz szczęśliwej żony sławnego i zdolnego muzyka jazzowego. Kobieta sukcesu w każdej dziedzinie. Kto mógł być jej wrogiem? Kto chciałby jej zaszkodzić, albo może kto chciałby ją ukarać i dać nauczkę, gdyż sposób, w jaki została zabita był jednoznaczny – zanim ostatecznie odejdzie, miała cierpieć i to długo.

Niestety, ani policja, ani prywatni detektywi nie znajdują praktycznie niczego. Nie ma podejrzanych, praktycznie nie ma śladów, wszystkie tropy kończą się szybciej niż się zaczęły. Śledztwo utkwiło w martwym punkcie. Dla Adriena to sytuacja nie do zniesienia – chce poznać prawdę za wszelką cenę – dla siebie, ale przede wszystkim dla dzieci, które są całym jego światem. Po roku od tragedii na jachcie, policja dostaje anonimowy telefon. Sprawą zajmuje się lokalna policjantka, z której łatwo będzie zrobić kozła ofiarnego, gdy tajemnica przerośnie nie tylko ją ale i całą grupę dochodzeniową. Czy śledztwo pomoże Adrienowi w końcu zasnąć w spokoju, czy będzie oczyszczające również dla Justine, która tak naprawdę nigdy nie marzyła by zostać policjantką? Czy odkryją kto stoi za śmiercią Oriany Di Pietro?

Wielowymiarowa i wielowątkowa powieść, której każdy z bohaterów ma swoją prawdziwą wersję sytuacji i która pozornie wyklucza się z innymi wersjami. Nic nie jest takie, jakie wydaje się być na początku. Fabuła typowa dla autora – zawiła, pełna suspensów, dynamicznie dochodzi do nieprzewidzialnego finału. Różnica polega na tym, że tym razem Musso zrezygnował ze swoich sztandarowych elementów bajkowo-metafizycznych. Jest brutalnie realistycznie, ale równie przyciągająco. Bardzo barwni i różnorodni bohaterowie – jedni irytują, inni przerażają, jednych można podziwiać, innym współczuć. Nie są nijacy – mocno zapadają w pamięć.

Jedna z lepszych powieści autora. Szkoda tylko, że dużo krótsza niż wcześniejsze, bo przyjemność szybko się kończy. Może dlatego, że nieplanowana i napisana jakby na prędce. Mimo to świetna rozrywka. I zaskakujące dwa zakończenia – zarówno całej zagadki jak i epilogu. Nie spodziewałam się tego po Musso.

czwartek, 22 lutego 2024

„Blizna” – Juan Gómez-Jurado

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: Antonia Scott
Tytuł oryginału: Cicatriz
Data wydania: 2024-02-15
Liczba stron: 480
ISBN: 9788383304380

Po przeczytaniu (w ramach akcji recenzenckiej wydawnictwa SQN) całej trylogii Juana Gomez-Jurado, nie sądziłam, że tak szybko w moje ręce trafi kolejna niespodzianka autora – autora oraz wydawnictwa, które ponowne zaprosiło mnie do miłej współpracy. Wprawdzie jest to w pewnym sensie część cyklu o Antonii Scott i „Blizna” uznana jest jako zerowa część serii czyli za tzw. prequel, jednak jestem zdania, że można ją traktować jak najbardziej indywidualnie – jako odrębną powieść i dobry sposób, by „przetestować” nowego autora i sprawdzić czy trafia w nasz gust. „Blizna” to historia postaci, która pojawiła się w pewnym epizodzie w powieści „Czarna wilczyca” – to historia Iriny Badi i jej drogi do tego, „czym” stała się później...

Głównym bohaterem książki jest Simon – geniusz komputerowy, który stworzył fenomenalny program, dający użytkownikom wiele możliwości. Wszystko poświęcił swojemu projektowi – życie prywatne, rodzinne, dom. Gdyby tylko miał wsparcie sponsora, mógłby go dopracować, by stał się praktycznie niezawodny. W końcu zacząłby zarabiać i normalnie żyć. Pewnego dnia okazuje się, że przyjaciel i najbliższy współpracownik Simona umówił ich na spotkanie z prawdziwym potentatem internetowym – w końcu otworzyły się przed nimi jakieś drzwi i pojawiła się szansa. Trzeba ją tylko wykorzystać. I wtedy zdarza się drugi cud – udaje im się z tą wielką firmą podpisać umowę– oczywiście pełną kruczków prawnych, więc łatwo nie będzie. Mimo to, przyjaciele zaczynają wierzyć, że im się uda! Na fali sukcesu, odurzony mocą endorfin, Simon postanawia na własny użytek zmodyfikować swój program. W ten sposób w świecie internetu znajduje kobietę podobną do jego pierwszej i nieszczęśliwej, a raczej traumatycznej miłości. Irina jest tą, na którą czekał tyle lat. Simon jest tym, kogo szukała. Jak potoczy się ich nieprawdopodobna bajka? Co ukrywa kobieta?

Po tym jak zachwyciła mnie trylogia o Antonii Scott, a jej autora Juana Gimez-Jurado uznałam za swoje największe odkrycie 2023 roku, z ogromną chęcią sięgnęłam po kolejną powieść pt. „Blizna”. Czytając kolejne strony, zastanawiałam się, jak autor nawiąże do trylogii, skoro to prequel. Z każdym kolejnym rozdziałem akcja wciągała mnie coraz bardziej, a zaskoczenie narastało. To zupełnie inna i odrębna opowieść. Inne są już same realia i miejsce akcji, bo tym razem są to Stany Zjednoczone, a poza rdzennymi mieszkańcami Ameryki pojawiają się dla kontrastu słowiańskie typy ze wschodu Europy. Na Ukrainę przenosimy się również podczas retrospektywnych opowieści jednej z bohaterek. Klimat mocno odległy od hiszpańskiego charakteru trylogii, mimo to zachwyciłam się ponownie. I jestem niezmiernie zadowolona, że autor pokazał swoją inną twarz. Oczywiście, nadal pozostał w gatunku trzymającego w napięciu thrillera o wartkiej akcji, który wywołuje wypieki na twarzy.

„Blizna” to powieść o zemście – precyzyjnie zaplanowanej w najmniejszym szczególe i przygotowywanej z największą starannością przez wiele lat. Plan realizowany stopniowo i sukcesywnie, krok po kroku. W zasadzie fabułę można by określić jako studium współczesnej zemsty. Robi wrażenie. Dla równowagi autor poprowadził drugi wątek, dotyczący życia uczuciowego głównego bohatera. Nietrudno się domyślić, że oba będą ze sobą mocno powiązane. Wiele można się domyślić po tym co już wspomniałam, ale gwarantuję, że ta książka zszokuje i to nie raz!

Coś mi się wydaje, że autor, zaskoczony i zachęcony popularnością trylogii, postanowił jeszcze bardziej wykorzystać swój sukces, tworząc kolejne prequele. Na pierwszej stronie „Blizny” wydawca informuje o dwóch kolejnych książkach, które ukażą się w sierpniu („Pacjent”) oraz w październiku („Sekretna historia Pana White’a”) tego roku. Sprytny i nietypowy zabieg, by do istniejącej trylogii stworzyć drugą – wprowadzającą do historii. Co by nie powodowało autorem i tak niezmiernie się cieszę i czekam niecierpliwie na kolejne części, a także – później – na nową, odrębną powieść z zupełnie innymi bohaterami.

Recenzja powstała w ramach przedpremierowej akcji recenzenckiej wydawnictwa SQN”, któremu ponownie dziękuję za kolejne czytelnicze doznania.

czwartek, 18 stycznia 2024

„Ostra” – Marek Krajewski

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2023-11-10
Liczba stron: 368
ISBN: 9788324067770

Gdy jakiś czas temu Marek Krajewski zapowiedział koniec swojej przygody z kryminałem retro, Mockiem i Popielskim, pomyślałam od razu, że „coś się kończy, COŚ zaczyna” – ciekawe tylko co. Nie trzeba było czekać aż tak długo, żeby się przekonać, iż pisarz przeniósł się we współczesne czasy pełne okrutnych bandytów i walczących z nimi armii prawych. Nadal mamy do czynienia z kryminałem z elementami thrillera, jednak brak tu tej typowej dla Krajewskiego mroczno-historycznej otoczki, którą skradł serca wielu czytelników – miłośników powieści retro. Dla mnie zawsze ciekawym doświadczeniem jest poznanie nowej twarzy autora, a z takim zabiegiem mamy tutaj do czynienia. Biorę poprawkę, że dla Marka Krajewskiego literatura współczesna jest również pewnego rodzaju novum i stawia w niej pierwsze kroki. Jak na „kolejny” debiut wyszło bardzo dobrze.

Główną bohaterką „Ostrej” jest Ewa Skoczek – właścicielka biura detektywistycznego, która często współpracuje ze swoją przyjaciółką – adwokatką Gośką Drewnowską. Panie, na pierwszy rzut oka, różnią się pod każdym względem, jednak przyjaźnią się od czasu studiów i zawsze mogą na siebie liczyć. Tym razem Ewa musi odnaleźć prostytutkę o pseudonimie Rakieta, która zniknęła nagle, a jest kluczowym świadkiem w sprawie prowadzonej przez Gośkę. Bardzo szybko okazuje się, że nie będzie to typowa praca śledcza do jakiej pani detektyw jest przyzwyczajona. Bardzo groźnym i wpływowym ludziom zależy, by Rakieta pozostała tam gdzie jest. Zrobią dużo, by uprzykrzyć pracę przyjaciółkom i by prawda nie wyszła na jaw.

Oczywiście, wątek główny przeplata się z całą masą wątków i epizodów pobocznych, które się wzajemnie przenikają lub uzupełniają. Dotyczą one zarówno życia prywatnego głównych bohaterek (obecnego i przeszłości) jak i pracy zawodowej, która wiąże się integralnie z szemranym półświatkiem. A to motyw, w którym Marek Krajewski czuje się bardzo dobrze – chociaż mimo wszystko różni się on od mrocznego Breslau czy Lwowa.

To co mi się szczególnie spodobało w tej powieści, to fakt, iż tym razem główną bohaterką jest kobieta (a raczej kobiety) – co zdecydowanie jest nowością w przypadku twórczości Krajewskiego. Uważam, że autor poradził sobie dobrze z przedstawieniem kobiecej psychiki i mechanizmów działania. Szczerze, dziwię się tak licznym negatywnym opiniom na temat tej książki. Głównym, ciągle powtarzanym zarzutem, jest stwierdzenie, że „kryminał retro” to to nie jest. No i nie da się tego ukryć. Myślę, że tych gatunków nie należy porównywać. Raczej powinno się skupić na dostrzeżeniu wad i zalet tej nowej powieści. Fabuła intrygująca, akcja trzyma w napięciu, ciekawe postacie. Może trochę za dużo wątków na tak małej liczbie stron, przez co czasem poruszane są zbyt pobieżnie. I dość kłopotliwe bywało zapamiętywanie nazwisk tak wielu różnych bohaterów – niestety, czasem trzeba było trochę pomyśleć, o którym bandziorze jest mowa.

Reasumując: uważam, iż powieść „Ostra” to dobry podwójny debiut – Marka Krajewskiego jako autora powieści współczesnej oraz mój czytelniczy w tym nowym roku. Podczas lektury sugeruję wyzbyć się nawyku porównywania z dotychczasową twórczością pisarza i potraktować książkę jak coś nowego i innego. Styl Krajewskiego – jego elokwencja i imponująca wiedza merytoryczna – jest w niej bardzo dobrze wyczuwalny i zauważalny, więc miłośnicy – zarówno autora jak i kryminałów – powinni być zadowoleni. Polecam i czekam na kolejną powieść. Ciekawe czy duet Ewy i Gośki powróci na kartach innej książki.

niedziela, 13 sierpnia 2023

„Rey Blanco. Biały Król” – Juan Gómez-Jurado

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: Antonia Scott (tom 3)
Tytuł oryginału: Rey blanco
Data wydania: 2023-08-23
Liczba stron: 510
ISBN: 9788382107111

Biorąc udział w akcji recenzenckiej wydawnictwa SQN, przy okazji drugiej części cyklu, nawet przez myśl mi nie przeszło, że w moje ręce trafi aż tak dobra książka. „Czarna wilczyca” zaskoczyła mnie mocno, ale „Biały Król” jest wprost nieprzewidywalnie szokujący! Natomiast Juan Gome-Jurado trafił przy okazji serii o Antonii Scott na listę moich ulubionych autorów. Tym samym daję mu dość duży kredyt zaufania i biorę w ciemno każdą jego kolejną książkę. „Coś” mi mówi, że ponownie nie pożałuję i będę się bardzo dobrze bawić.

A propos „zabawy”… Gra, w którą Mr. White wciągnął Antonię kilka lat temu, napadając na nią i jej męża w ich własnym domu, trwa nadal. Z tą różnicą, że tym razem mocno przybiera na intensywności. Może też dlatego, że Antonia nie jest sama i ma dość silne wsparcie w postaci coraz bliższego jej Jona. Zresztą, właśnie przyjaźń między tymi dwojgiem, w perfidny sposób wykorzysta Mr. White, by zmotywować Antonię do działania, tak jakby miała się w jakiś sposób wzbraniać? Przecież jest stworzona do tego by grać i wygrywać, ale czy tę grę może wygrać? Grę, w której jej przeciwnik co chwilę wykłada z rękawa kolejne asy. Grę, w której nic nie jest takie jakie się wydaje na początku, a jedynym pewnikiem jest kolejne (i kolejne i następne) zaskoczenie zmieniające akcję o 180 stopni.

Na dodatek przeszłość, która wydała się przeminąć bezpowrotnie, daje o sobie znać i dobija się usilnie do Antonii. A skoro kobieta pamięta wszystko, wystarczy tylko „uspokoić małpy”, gdyż wszystkie odpowiedzi i rozwiązania ma lub miała przed oczami. Czy uda jej się w końcu wyprzedzić White’a podążającego ciągle o krok przed nimi? Ona wie, że dla miłości można zrobić wszystko – że miłość to najpotężniejsza broń. Jeśli jeszcze zrozumie „dlaczego”, to wtedy „być może”, ale…

Specyfika literatury sensacyjnej polega na tym, by zaskakiwać czytelnika. Jednak to, co w finale serii zaserwował swoim czytelnikom Gome-Jurado wychodzi ponad wszelkie standardy. Dzieje się tu dziesięć razy więcej niż w dwóch poprzednich częściach razem wziętych podniesione do kwadratu. Ciągle nie mogę uwierzyć w to co tu się wydarzyło. Myślę, że i sama Antonia była kilka razy zdziwiona, a trzeba mieć prawdziwy talent, żeby do tego doprowadzić. Akcja mknie już od pierwszego rozdziału, który spokojnie mógłby być wystarczająco zaskakującym zakończeniem dobrego thrillera, a to – jak wspomniałam – dopiero początek. I z każdą kolejną akcją – z każdym zadaniem jakie przed Antonią i Jonem stawia White – jest coraz bardziej nieprawdopodobne. Napięcie rośnie z każdą przeczytaną stroną. Zawiłą fabułę komplikuje każdy kolejny etap, jaki osiągają bohaterowie. Tej książki nie można odłożyć na dłużej – a całość zdołałam podzielić (z powodów technicznych) zaledwie na 3 dni. Myślę jednak, że spokojnie można by ją „łyknąć” na jeden raz, bo miałam na to ogromną ochotę. Wielowątkowa i wielowymiarowa fabuła, wartka akcja, mnożące się w tempie błyskawicy zwroty akcji. Dynamika, emocje oraz dowcip rozładowujący napięcie, które inaczej by eksplodowało – zbyt szybko…

Jest intensywnie, jest nieschematycznie, jest wręcz szokująco. Cudownie doskonały thriller. Jednak tym, którzy mają ochotę poznać historię Antonii Scott polecam zacząć od pierwszego tomu, albo jeszcze lepiej od powieści „Pacjent” i „Cicatriz, bo jak się okazuje, mamy do czynienia nie z trylogią, a z pentalogią i to tam wszystko się zaczyna. Nie wiem, czy mnie ta wizja bardziej cieszy, czy „przeraża”…


Recenzja powstała w ramach przedpremierowej akcji recenzenckiej wydawnictwa SQN”, któremu ponownie dziękuję za Antonię Scott.

czwartek, 10 sierpnia 2023

„Reina Roja. Czerwona królowa” – Juan Gómez-Jurado

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: Antonia Scott (tom 1)
Tytuł oryginału: Reina Roja
Data wydania: 2023-04-26
Data 1. wydania: 2018-11-08
Liczba stron: 543
ISBN: 9788382107050

W zasadzie, serie zawsze czytam chronologicznie, zaczynając od pierwszej części. Tym razem o cyklu Antonia Scott dowiedziałam się przy drugim tomie, recenzując go dla wydawnictwa SQN. Jednak fabuła wciągnęła mnie tak bardzo, że postanowiłam wrócić do początków. Czasami rzeczywiście nie ma większego znaczenia kolejność czytania (jak np. w przypadku kryminałów Krajewskiego, gdyż autor sam nie stosuje ciągłej chronologii, a miesza wydarzenia z przeszłości i przyszłości). Tym razem również nie było tak istotne, by zacząć od tomu 1, jednak uważam, że bezwzględnie trzeba go poznać zanim sięgnie się po część trzecią – czyli zakończenie (mam nadzieję) głównej intrygi, która miała właśnie początek w części pierwszej. A co poza tym czeka nas w „Czerwonej królowej”?

„Czerwona królowa” to tajny projekt, który oficjalnie nie istnieje, a jego celem jest rozwiązywanie najtrudniejszych zagadek kryminalnych, które często łączą się niestety z najbardziej brutalnymi i przebiegłymi przestępcami oraz ich eliminacją ze społeczeństwa. A ponieważ Czerwona Królowa „nie istnieje”, nie podlega też żadnym zasadom i regułom – cel uświęca środki, środki mają być skuteczne – to jedyne czym ma się kierować Antonia Scott (najinteligentniejsza kobieta na świecie) i współpracujący z nią policjant Jon Gutiérrez (wybrany przez Mentora, by ją chronić i ułatwić jej pracę).

Porwano syna prezeski jednego z największych banków na świecie. Kilka dni później znika córka miliardera. Okazuje się, że za oba przypadki odpowiedzialny jest tajemniczy Ezehiel. Sprawę komplikuje jednak fakt, iż rodziny porwanych milczą i nie chcą współpracować z policją. Tak „beznadziejny” przypadek byłby idealny dla Antonii Scott, jednak kobieta dała sobie już spokój z projektem. Teraz myśli tylko o swoim mężu, który leży w szpitalu podłączony do wszystkich możliwych maszyn utrzymujących jego czynności życiowe. Co sprawi, że Antonia zmieni zdanie i jeszcze ten jeden raz stanie do gry?

Seria Juana Gomez-Jurando to moje pierwsze spotkanie z hiszpańskim thrillerem i ogromne zaskoczenie jeśli chodzi o ten gatunek. Niby autor trzyma w napięciu, jak i jego koledzy po fachu z innych krajów, jednak jest w tej prozie jakaś szczególna energia i ogień – kwestia hiszpańskiego temperamentu? Czy może szczęście swoistego „debiutanta”, który wprawdzie pisze od jakiegoś czasu, ale dopiero dzięki tej serii został tak naprawdę dostrzeżony, osiągając sukces oraz popularność. Fakt faktem, powieści o Antonii Scott czyta się wyśmienicie – trzymają w napięciu, są pełne suspensów, które całkowicie zmieniają postrzeganie fabuły. Nie brakuje również nowych kawałków układanki, które pojawiają się nagle i sprawiają, że nic nie jest takie jak myśleliśmy na początku.

Dynamiczna, trzymająca w napięciu fabuła pełna zwrotów akcji, lekki styl, który świetnie sprawdza się w prozie rozrywkowej, zaskakująca historia wywołująca całą gamę emocji, bohaterowie, do których czytelnik przywiązuje się bardzo szybko i chce z nimi przebywać jak najdłużej. Polecam miłośnikom thrillerów i sensacji. Przede mną ostatnia część zamykająca cykl – „Biały król”. Coś mi się wydaje, że Czerwona Królowa pokona Mr. White’a – mam tylko nadzieję, że autor nie zaskoczy mnie w tej kwestii.



piątek, 30 czerwca 2023

„Osaczony” – Krzysztof Koziołek

Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Data wydania: 2023-05-29
Liczba stron: 362
ISBN: 9788396487285
 

Najnowszy „zielonogórski” thriller autorstwa Krzysztofa Koziołka za mną i wszystko wskazuje na to, że czytelnicy mogą liczyć na kontynuację, gdyż na scenę wprowadzono nową postać. Tym razem uroczemu i przenikliwemu Andrzejowi Sokołowi (który został konsultantem policyjnym i już oficjalnie wspomaga kryminalnych) partnerować będzie nie tylko jego dobry przyjaciel komisarz Grodzki, ale i jego nowa partnerka – początkująca, lecz bardzo zdolna policjantka – Daria Anioła. W myśl zasady „takich dwóch jak jak nas trzech, to nie ma ani jednego”.

Pewien mężczyzna dostaje ataków paniki w całkiem zwyczajnych sytuacjach, ponieważ nie może pogodzić się ze śmiercią żony i córki. Inny, na skutek rodzinnej tragedii, decyduje się na ostateczny krok i popełnia samobójstwo. Przykłady kolejnych przypadków można by mnożyć – traumy, depresja, problemy psychiczne. Tym co łączy wspomnianych panów jest całkiem pokaźne konto bankowe oraz nietypowa terapia u pięknej pani doktor. A ponieważ tym, który nie wytrzymał presji i targnął się na swoje życie był kolega Sokoła, dziennikarz postanawia dokładniej przyjrzeć się sprawie…

Dziennikarz Andrzej Sokół to zdecydowanie moja ulubiona postać stworzona przez Krzysztofa Koziołka. Inteligentny, bystry, sprytny, błyskotliwy i dowcipny. Taki też jest ten thriller kryminalny. Akcja wciąga już od pierwszych stron, a intryga, którą rozwikłać muszą bohaterowie, trzyma w napięciu i pochłania czytelnika. Liczne zwroty akcji zaskakują i rzucają całkiem inne światło na sytuację bohaterów. Dla mnie – rodowitej zielonogórzanki – umiejscowienie akcji w moim rodzinnym mieście jest dodatkową i bardzo dużą zaletą. Rezygnacja z popularnych ogólnopolskich miejscówek na rzecz, może i prowincjonalnego, ale pięknego miasta może działać ożywczo – zarówno na fabułę jak i na odbiór czytelników.

To co lubię od pierwszej przeczytanej przeze mnie powieści Koziołka, to powtarzane przez niego na końcu książki stwierdzenie, iż historia wprawdzie jest fikcyjna, ale w każdej chwili może się wydarzyć. Gdy się nad tym zastanawiam po skończeniu każdej kolejnej książki autora, ogarnia mnie mieszanka niedowierzania, przerażenia i szoku. Fantazja i kreatywność autora (do złudzenia przypominające cechy Sokoła) zaskakują ale i wywołują podziw.

„Osaczony” to doskonała rozrywka dla miłośników współczesnych i realistycznych powieści z dreszczykiem i niebanalną fabułą. Akcja pędzi tak szybko, że kolejne strony znikają w oka mgnieniu. Mam nadzieję – a może i pewność – że już wkrótce będę mogła towarzyszyć duetowi Sokoła i Anioły podczas rozwiązywania kolejnych zagadek kryminalnych. Gorąco polecam i czekam na kolejną (o)powieść!

poniedziałek, 26 czerwca 2023

„Loba Negra. Czarna Wilczyca” - Juan Gómez-Jurado

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: Antonia Scott (tom 2)
Tytuł oryginału: Loba Negra
Data wydania: 2023-06-28
Data 1. wydania: 2019-10-24
Liczba stron: 528
ISBN: 9788382107081

Tym razem miałam okazję przeczytać przedpremierowo książkę w ramach akcji promocyjnej zorganizowanej przez wydawnictwo Sine Qua Non, do którego mam sentyment ze względu na powieści Anety Jadowskiej. Wprawdzie „Czarna wilczyca” to zupełnie inna propozycja niż te, do których przyzwyczaił mnie SQN, jednak świadczy to tylko o tym, jak różnorodną ofertę ma „on” dla swoich czytelników. „Loba Negra. Czarna Wilczyca” autorstwa Juana Gómeza-Jurando to druga część cyklu o Antonii Scott i zarazem bardzo oryginalny thriller, trzymający w napięciu do ostatniej strony – prawdziwa niespodzianka dla takich moli książkowych jak ja.

Antonia Scott to jednostka obdarzona ponadprzeciętnym umysłem, która potrafi rozwiązać każdą sprawę, co jest z pewnością tylko kwestią czasu lub inspiracji chwilą, czy też odpowiednią osobą, a tą coraz częściej jest jej partner – pełen sprzeczności, jednak oddany jej pełnym sercem – inspektor Jon Gutierrez. Tym razem Mentor wysyła ich na akcję do słonecznej Marbelli, gdzie w brutalny sposób zabito skarbnika rosyjskiej mafii, a jego żona cudem uniknęła podobnego losu. Jeśli ktoś ma znaleźć i ocalić tę kobietę, to jest to tylko Antonia, której jedno spojrzenie na miejsce zbrodni mówi więcej niż mozolna i wielogodzinna praca całego oddziału miejscowej policji. Scott nie wie jeszcze, że podobny cel ma również bardzo niebezpieczna, tajemnicza i przede wszystkim skuteczna zabójczyni wynajmowana w skrajnych przypadkach przez mafię – Czarna Wilczyca. Wkrótce jednak obie panie będą miały okazję się poznać…

Schemat fabuły jest dość prosty, a co się z tym wiąże, dość często spotykany w literaturze sensacyjnej: policjanci muszą znaleźć kogoś zamieszanego w podejrzane sprawy zorganizowanych grup przestępczych, a te próbują pokrzyżować im plany. Zaczyna się wyścig z czasem i z konkurencją. I na tym banał się kończy, bo cała reszta to coraz większe zaskoczenia i niespodzianki, przeplatane wyważonym suspensem, by za chwilę zszokować z wielokrotną mocą w kolejnym zwrocie akcji – a tych nie brakuje i muszę przyznać, że dwa z nich porządnie wprawiły mnie w osłupienie!
Sięgając po ten hiszpański thriller nowego dla mnie autora, nawet przez chwilę nie przypuszczałam, że w moich rękach znajdzie się ponad 500 stron tak wyśmienitej rozrywki, trzymającej w napięciu do ostatniej chwili.

Bardzo dużą zaletą powieści są wyjątkowe postaci. Bardzo zróżnicowane charakterologicznie, intrygujące i wywołujące całą gamę uczuć – od sympatii, przez współczucie, aż do pogardy lub nawet nienawiści. Może niekoniecznie statystyczny czytelnik może się z nimi identyfikować, ale z pewnością im kibicuje i z niecierpliwością czeka na rozwój ich losów. Trochę, żałuję, że do tej pory nie poznałam dokładniej historii Antonii Scott, którą przedstawiono w pierwszej części cyklu, chociaż między wierszami drugiego tomu i tak można sporo wywnioskować. Mimo to, z pewnością nadrobię te małe niedopatrzenie, tym bardziej, że wszystko wskazuje na to, iż w trzecim tomie opowieść zatoczy koło i wróci właśnie do tych początków.

Z czystym sumieniem polecam „Czarną Wilczycę” miłośnikom powieści z dreszczykiem i ostrzegam, że jest to książka, której nie można odłożyć na później, więc zarezerwujcie sobie od razu kilka godzin na lekturę. Nie będzie to czas stracony. Wartka akcja, trzymająca w napięciu fabuła, współczesne problemy społeczne i afery kryminalno-mafijne, a to wszystko w malowniczej scenerii hiszpańskiego wybrzeża Costa del Sol. Juanowi Gómezowi-Jurando jestem wdzięczna za ten nietypowy powrót do mojej ulubionej Andaluzji i fakt, że Hiszpania jest tak mocno wyczuwalna w tej powieści. Z niecierpliwością czekam na kolejną część cyklu i cieszę się, że przede mną jeszcze część pierwsza – czyli podwójna przyjemność.

poniedziałek, 27 lutego 2023

„Bez tchu” – Amy McCulloch

Wydawnictwo: Wydawnictwo Luna
Tytuł oryginału: Breathless
Data wydania: 2023-01-25
Liczba stron: 416
ISBN: 9788367510295

Czasami, chociaż bardzo rzadko, jakaś zapowiedź lub reklama książki powoduje, że koniecznie chcę ją przeczytać (mimo kolejki do przeczytania na półce). Tak właśnie było z powieścią Amy McCulloch. Przyciągnęła mnie okładka ukazująca zaśnieżone szczyty – hasła utwierdziły, że chyba warto zwrócić na nią uwagę, a opis fabuły sprawił, że musiałam ją mieć i to raczej szybciej, niż później. „Bez tchu” to debiutancki thriller dla dorosłych, gdyż autorka miała na swoim koncie tylko kilka książek dla dzieci i młodzieży. Nowy kierunek literacki wydaje się jednak strzałem w dziesiątkę. Tym bardziej, że sporo czerpie z własnych doświadczeń, co bez wątpienia wpływa na jakość powieści.

Główną bohaterką książki jest młoda dziennikarka, która powoli zaczyna odkrywać uroki górskich wspinaczek. Chociaż jej doświadczenie – zarówno w dziennikarstwie jak i wspinaczce – jest niewielkie, otrzymuje bardzo atrakcyjną ofertę od sławnego alpinisty, który postanowił pobić swój kolejny rekord. Do spektakularnego projektu zaprosił niewielką, chociaż starannie wybraną, elitarną grupę. Jak się okaże, każdy z uczestników ekspedycji miał swoje zdania. Mimo, że Himalajach wszystko jest nowe dla Cecily, co z jednej strony onieśmiela, a z drugiej fascynuje, dziewczyna nie przestaje być ani na chwilę dziennikarką. Tym bardziej, że słyszy o kolejnych dziwnych śmiertelnych wypadkach związanych zarówno z miejscem, w którym się znajduje, jak i z ekipą, do której sama należy. Czy team, któremu przewodzi charyzmatyczny Charles, zdobędzie szczyt Manaslu? Czy tym razem wszyscy wrócą z góry?

Odkąd Krzysztof Koziołek (swoim thrillerem „Biały pył. Piekło na K2”) zaraził mnie tematyką górską, literacka poprzeczka została zawieszona dość wysoko. Siłą rzeczy podczas czytania pojawiły się porównania do wspomnianej książki. Przez zdecydowaną większość fabuły w żadnym wypadku nie nazwałabym tej powieści thrillerem. Jest to raczej obyczajówka turystyczna, która ukazuje z jednej strony piękno ósmego pod względem wysokości ośmiotysięcznika Ziemi, z drugiej przedstawia całą garść praktycznych wskazówek i informacji na temat tego typu wypraw. Wprawdzie w miarę upływu czasu zaczynają pojawiać się pewne wypadki, jednak autorka daleka jest od budowania napięcia i strachu, który powinien towarzyszyć gatunkowi za jaki się zabrała. Nastrój książki zmienia się jednak diametralnie w momencie kulminacyjnym i wtedy pędzi na łeb na szyję niczym lawina śnieżna. Jest groźnie, jest przerażająco i zaskakująco. Autorka odkrywa karty dość późno – jakby na raz. Zastanawiam się ciągle czy to przemyślany plan – jeśli tak to ryzykowny, czy jednak brak umiejętności i praktyki w literaturze dla dorosłych.

Oceniając „Bez tchu” jako całość, stwierdzam, że warto dać Amy McCulloch szansę. Trzeba się jednak wykazać dość sporą cierpliwością. Polecam zatem lekturę miłośnikom gór, którzy z pewnością wyciągną z niej coś dla siebie. Myślę, że fabuła zyskałaby znacząco, gdyby stopniowanie napięcia było rozłożone bardziej równomiernie. Pierwsze ¾ książki dość mocno się ślimaczy i ostatnim co można powiedzieć jest to, że akcja jest wartka… Mimo to, powieść zrobiła na mnie wrażenie i doceniam pomysł autorki oraz fakt, że bazowała na własnych doświadczeniach. To zawsze przybliża czytelnika do autora, gdyż wytwarza się pewna więź. Do tego pojawiają się spekulacje, które wątki były realne, a które pochodzą ze świata fikcji. Czasem można się mocno zaskoczyć.

poniedziałek, 9 stycznia 2023

 „A potem już tylko nic” – Krzysztof Koziołek

Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Data wydania:  2022-11-25
Liczba stron: 450
ISBN: 9788396487247

Najnowsza powieść Krzysztofa Koziołka różni się zdecydowanie od książek, do których autor nas przyzwyczaił. Nie wiem czy jakikolwiek thriller trzymał mnie tak bardzo w napięciu i przerażał – zarówno w trakcie, jak i po skończeniu lektury. „A potem już tylko nic” dostarcza ogromnej dawki emocji i doznań. Doskonała ale i refleksyjna rozrywka, która zmusza do zastanowienia się, co dalej.

Fabuła powieści rozgrywa się w 2031 roku, czyli w niedalekiej przyszłości. Ludzkość doświadczyła trzeciej wojny światowej oraz kilku kolejnych pandemii, panuje kryzys ekologiczny, w wyniku którego woda jest ściśle racjonowana. Obywatele podzieleni są na cztery kategorie i podlegają stałej kontroli kamer i czujników poprzez noszone bransoletki. Do tego dochodzi godzina policyjna, wszechobecna cenzura i liczne ograniczenia – za kradzież wody grozi kara śmierci, gdyż właśnie przedstawiciele koncernów dystrybuujących wodę mają władzę i decydują o przyszłości mas. Często, nawet mała butelka wody to „być lub nie być”. Główny bohater powieści Jan Krzyk dochodzi do punktu, w którym nie ma już w zasadzie wyboru. Decyduje się na bardzo odważny, ale i szalony krok. To wszystko w imię miłości do córki i w trosce o jej przyszłość…

Wizja świata jaką przedstawia autor w thrillerze „A potem już tylko nic”, chociaż upiorna, jest też niestety bardzo realistyczna. Do tej pory nie raz się zdarzało, że wykreowana na kartkach powieści Koziołka wizja, znajdowała po dłuższym lub krótszym czasie, swoje bardzo wierne odbicie w rzeczywistości. Myślę, że każdy kto przeczyta tę książkę będzie mieć nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Ja wierzę… łudzę się, że tym razem będziemy mieć do czynienia z wyjątkiem potwierdzającym regułę i profetyczne zdolności autora nie zadziałają.

Poza tym fabuła dopracowana w najmniejszym szczególe, bardzo realistyczne portrety psychologiczne bohaterów budzące cała gamę uczuć, inteligentne odniesienia do popkultury w odpowiednim momencie rozładowujące napięcie, chociaż to właściwie ze strony na stronę coraz bardziej eskaluje. Wartka akcja sprawia, że nie sposób tę książkę odłożyć na później – uwaga: do przeczytania w maksymalnie dwa dni! Polecam zaopatrzyć się w dużą butelkę wody i rozkoszować się lekturą.

P.S. Gdy ktoś ma problem z zaspokojeniem dziennego zapotrzebowania na wodę, po przeczytaniu tej książki gładko osiągnie odpowiednie nawodnienie organizmu. Taki „skutek uboczny”…

piątek, 25 listopada 2022

 „Krew z krwi” – Przemysław Piotrowski

Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 2021-05-19
Liczba stron: 400
ISBN: 9788382520125

Bardzo lubię czytać książki lokalnych autorów, jednak dopiero teraz udało mi się „przetestować” twórczość Przemysława Piotrowskiego – byłego dziennikarza sportowego „Gazety Lubuskiej”, który (podobnie jak kilku innych zielonogórzan) postanowił zmienić zawód i zaczął pisać książki. Muszę przyznać, że było to bardzo zaskakujące spotkanie, w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu.

„Krew z krwi” to thriller sensacyjny z dość mocno rozbudowanym wątkiem psychologiczno-obyczajowym. Głównym bohaterem książki jest Daniel Adamski – autor kryminałów samotnie wychowujący śmiertelnie chorego synka. Wprawdzie mężczyzna napisał już kilka powieści, jednak nowy zawód nie okazał się póki co na tyle dochodowym zajęciem, by pozwoliło mu ono się utrzymać. W wolnych chwilach pracuje dodatkowo jako kierowca ubera. Poza pracą, życie całkowicie podporządkował swojemu synowi i walce o jego wyleczenie. Mimo bardzo nietypowych chorób, jest szansa by tak się stało. Potrzeba jednak na to, bagatela, łącznie kilkanaście milionów złotych. Gdy w mieście dochodzi do zabójstwa mężczyzny niczym żywcem (nomen omen) wyjętego z kart książki napisanej przez Adamskiego, mężczyzna zaczyna dostrzegać dla siebie pewną szansę…

Kryminały, thrillery i powieści sensacyjne są w ostatnim czasie coraz popularniejszą rozrywką literacką. Konkurencja w tym gatunku, zarówno na polskim jak i światowym rynku, jest spora. Biorąc to wszystko pod uwagę, coraz trudniej jest zaskoczyć czytelnika. Piotrowskiemu się udało – przynajmniej częściowo, co i tak jest sporym osiągnięciem. Wprawdzie w pewnym momencie czytelnik zaczyna domyślać się co jest na rzeczy, nie przeszkadza to jednak w rozkoszowaniu się fabułą, która częściowo dość mocno spowalnia, by jednak w drugiej części znacząco przyspieszyć, powodując wypieki na twarzy i szybszy puls. Do tego zawiłe zakończenie i pointa powodująca całą gamę doznań – zarówno pozytywnych jak i negatywnych – zasługują na uznanie. Dodanie do fabuły aktualnych motywów i postaci ze świata popkultury, ale i z życia codziennego, powoduje, że powieść staje się bardziej rzeczywista i bliska czytelnikowi. Z pewnością jest to dużą zaletą tej książki.

Jak już wspominałam, wątek seryjnego mordercy wzorującego się na książce głównego bohatera i jego poszukiwania to tylko jedna z warstw powieści Piotrowskiego – ta zewnętrzna. W tle cały czas przewija się choroba małego Leonarda i jej oddziaływanie nie tylko na chłopca ale i całą jego rodzinę i otoczenie. Dramat tych ludzi i tragizm sytuacji został opisany niezwykle realistycznie i sugestywnie. Determinacja ojca zasługuje na ogromny podziw, przez co główny bohater mimo wszystko budzi w czytelniku ogromną sympatię.

Oryginalna historia napisana w dobrym, współczesnym stylu, co sprawia, że ciężko tę książkę odłożyć na później. Emocjonująca, wywołująca dreszcze ale i niezwykle refleksyjna historia o wielkiej miłości rodzicielskiej, oddaniu i poświęceniu. Jestem pewna, że każdy po zamknięciu ostatniej strony zastanawia się, co zrobiłby w podobnej sytuacji, co sprawia, że książka dalej „żyje swoim życiem”. Nie każdemu pisarzowi się to udaje. Chapeau bas! Zdecydowanie warto zwrócić uwagę na tego autora. Polecam.

wtorek, 20 września 2022

„Cienie Paryża” - Paulina Kuzawińska

Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 2021-05-19
Liczba stron: 347
ISBN: 9788366730717

Książka-prezent wręczona mi, ponieważ uwielbiam wszystko co paryskie. Często otrzymuję od przyjaciółki książki, w których „głównym bohaterem” jest właśnie stolica Francji. Przeważnie są to powieści przypadkowych lub zupełnie mi nieznanych autorów. Bywa, że książki te zaskakują mnie pozytywnie i kradną moje serce. Przeważnie jednak są dość przeciętne i gdyby nie Paryż, z pewnością nie znalazłyby się w moich rękach. Podobnie byłoby raczej z „Cieniami Paryża”…

Książkę Pauliny Kuzawskiej, mylnie określaną jako powieść historyczną, gdyż Wystawa Światowa z 1889 roku i powstanie Wieży Eifla są zaledwie tłem do zbudowania dość zawiłej fabuły, nazwałabym thrillerem retro. Głównym bohaterem jest młody architekt, który stworzył projekt słynnej na całym świecie wieży. Zmuszony był jednak sprzedać swoją pracę komuś, kogo było stać na realizację tak potężnego przedsięwzięcia. Tym kimś był oczywiście Gustave Eiffel. Długo nie mógł odżałować swojej decyzji i niemal nieustannie ubolewał na tym, że praktycznie cała sława i rozgłos przypadną komuś innemu. Ciągły stres negatywnie wpłynął na psychikę Victora. W końcu mężczyzna postanowił zniszczyć przyczynę swoich frustracji czyli wieżę Eiffla…

Fabuła jest oczywiście bardziej rozbudowana i skomplikowana. Nie ma chyba historii o mieście miłości pozbawionej romansów. Tak też jest w tym przypadku. Myli się jednak ten, kto będzie przypuszczać, że ma przed sobą typowe francuskie romansidło. Relacje damsko-męskie są zaledwie przyczynkiem do całej intrygi. Intrygi, o której istnieniu dowiadujemy się w ostatnim rozdziale książki. Myślę, że autorce zabrakło umiejętności, by dopracować ją jakoś lepiej. Odkrycie wszystkich kart – niejako samemu – pozbawia czytelnika sporej frajdy. Zakończenie, mimo iż zaskakujące, rozczarowało, gdyż odniosłam wrażenie, jakby przepisano je z zupełnie innej książki.

Powieść trzyma w napięciu i jest pełna niedomówień. Opowieść przesiąknięta jest mrocznym klimatem, wywołującym dreszcze z pogranicza metafizyki. Ani czytelnik, ani główny bohater nie jest pewien co jest prawdą, a co jedynie wytworem chorej wyobraźni. Bywało to dość męczące i irytujące podczas czytania. Opis okładkowy zachęcał, ale zabrakło umiejętności w realizacji tych założeń. Postawienie Wieży Eiffla w tle i dodanie szelestu eleganckich sukni to trochę za mało, by uzyskać klimat la belle epoque.

niedziela, 13 marca 2022

„Fabryka lalek” – Elizabeth Macneal

Wydawnictwo: W.A.B.
Tytuł oryginału: The Doll Factory
Data 1. wydania: 2019-05-02
Liczba stron: 400
ISBN: 9788328058330

Na książkę zwróciłam uwagę już jakiś czas temu, ale udało mi się ją kupić dopiero przed tygodniem. W pierwszym momencie przyciągnął mnie tytuł, a zaraz po nim niesamowita okładka. Opis wydał mi się zachęcający, więc pełna nadziei rozpoczęłam lekturę, biorąc poprawkę na fakt, iż jest to debiut autorki…

Bliźniaczki Iris i Rose pracują razem w sklepiku zwanym fabryką lalek. Jedna lalkom maluje twarze, druga szyje im ubranka. Dni mijają monotonnie i mozolnie. Siostry skazane są na swoje towarzystwo i niejako pogodzone ze swoim niełatwym losem. Mimo wszystko Iris ma jeszcze w sobie siłę by marzyć. A marzy by zostać malarką. Nawet w nocy po kryjomu maluje, chociaż co tu kryć – brakuje jej umiejętności. Pewnego dnia otrzymuje nietypową propozycję, która spada jej niczym z nieba. Stawia wszystko na jedną kartę i zostaje modelką malarza, który w zamian za pracę będzie jej udzielał lekcji. Tę propozycję „zawdzięcza” osobliwemu mężczyźnie, który zasugerował jej kandydaturę artyście. Od pierwszego wejrzenia stała się obsesją Silasa. Co jeszcze zrobi by zdobyć Iris?

Pomysł na fabułę był bardzo ciekawy. Gorzej poszło jednak debiutantce z jego realizacją, gdyż przez 2/3 książki akcja posuwa się bardzo mozolnie. Niby wszystko się zgadza. Oryginalne postacie. Bliźniaczki skrzywdzone przez los – każda na swój sposób. Samotny i odtrącany przez wszystkich mężczyzna o nietypowym hobby, pragnący zaznać trochę szczęścia. W zestawieniu z nimi ożywcza postać artysty, który chociażby z racji wykonywanego zawodu idzie pod prąd. Pragnienie miłości i przenikająca wszystkie te elementy sztuka. Jakby nie spojrzeć – jest potencjał.

Mimo to pierwsza część książki bywała nudnawa i sugerowała typowo babskie romansidło. Nieśmiała panienka zauroczona swoim urzekającym nauczycielem, który otwiera jej oczy na świat. I taki początek nie byłby w sumie zły, gdyby po prostu autorka zmieniła proporcje. Po tym jak fabuła osiąga punkt kulminacyjny akcja przyspiesza pełną parą i w końcu zaczyna trzymać w napięciu. Tę część spokojnie można nazwać mianem thrillera, a finał do samego końca był jedną wielką niewiadomą i zaskoczeniem.

Mroczny i urzekający klimat. Nęcąca sceneria XIX-wiecznego Londynu. Oczarowujące pracownie bractwa malarskiego, które zaczyna zdobywać uznanie na salonach. Niewątpliwym plusem powieści jest fakt, iż Macneal tworząc główną bohaterkę wzorowała się na realnej postaci Lizzie Siddal – modelki zaangażowanej w ruch bractwa malarzy, która nie tylko pozowała ale i sama tworzyła sztukę. Polecam wyrozumiałym czytelnikom, których oczarowują nie tylko książki, ale i malarstwo. Z chęcią przeczytam kolejną powieść Elizabeth Macneal, gdyż „Fabryką lalek” obudziła moją ciekawość.

czwartek, 30 grudnia 2021

„Bez winy” - Charlotte Link

Wydawnictwo: Sonia Draga
Cykl: Kate Linville (tom 3)
Tytuł oryginału: Ohne Schuld
Data wydania: 2021-09-15
Liczba stron: 440
ISBN: 9788382301830

Ostatnia wydana oraz ostatnia z moich zapasów książka Charlotte Link przeczytana. Rok 2021 zakończyłam sensacyjnie! Cieszę się również, że kolejne pozycje jednej z moim ulubionych autorek kryminalnych nie tracą na jakości. Najnowsza powieść ani trochę nie odstaje od bestsellerów Link. Doskonała rozrywka dla miłośników gatunku.

„Bez winy” to trzecia część cyklu o Kate Linville – funkcjonariuszce se Scotlad Yardu, która za namową swojego kolegi po fachu postanowiła wrócić w rodzinne strony, by z nim współpracować. Zanim jednak rozpocznie nową pracę i przeprowadzi się do domu ojca, postanawia skorzystać z prezentu pożegnalnego, który otrzymała od kolegów. Spokojną podróż pociągiem do spa przerywa jednak ucieczka przed szaleńcem strzelającym do pewnej pasażerki. Znając Link, można się domyśleć, że to zaledwie początek całego łańcucha skomplikowanych zagadnień i nieprawdopodobnych powiązań…

Zemsta, i to bardzo okrutna zemsta, kieruje obłąkanym i sadystycznym mordercą, który bierze na celownik kolejne ofiary. Jest przebiegły i skrupulatnie realizuje swój dopracowany przez lata plan. Czy tym razem intuicja Kate pomoże go dopaść? Niestety, na wsparcie Caleba nie może liczyć, gdyż ten ze względu na swój alkoholizm został zawieszony. Czy grupa dochodzeniowa w okrojonym składzie, z nowym dowódcą, którego przerosło zadanie, będzie potrafiła skuteczne współpracować?

Od mojego ostatniego kryminału Charlotte Link minęło trochę czasu, gdyż ostatnio czytałam trzytomową sagę tej autorki oraz książkę autobiograficzną dotyczącą walki z chorobą jej siostry. Z tego względu trochę „zapomniałam” już jak doskonałe thrillery pisze ta autorka. Książka niesamowicie trzyma w napięciu, a pościg za mordercą i wyścig z czasem są niemal namacalne. Świadczy o tym chociażby fakt, że przeczytałam ją w zaledwie dwa dni. Nie sposób było odłożyć tę książkę na później. Zagmatwana intryga, której źródła trzeba szukać w dalekiej przeszłości. Ciekawe i zróżnicowane charaktery bohaterów. Niespodziewane zwroty akcji i lekki styl autorki. Ta mieszanka sprawia, że czytelnik ma w swoich rękach rewelacyjny thriller sensacyjny, a na policzkach wypieki. Polecam i czekam na kolejną książkę pisarki!

poniedziałek, 27 grudnia 2021

„Zabawa w chowanego” - Guillaume Musso

Wydawnictwo: Albatros
Tytuł oryginału: La vie est un roman
Data wydania: 2021-08-11
Liczba stron: 256
ISBN: 9788382155723

Musso, poza niewielkimi wyjątkami, a dokładnie poza jedną debiutancką powieścią, oczarowywał mnie zawsze coraz bardziej przy czytaniu kolejnych jego książek. Tym razem jednak ponownie poczułam niewielkie rozczarowanie. Odnoszę wrażenie, że autor napisał tę powieść trochę na siłę i podobnie jak jego bohaterowie walczył z kryzysem twórczym. Niby miał jakiś pomysł na fabułę, ale gdy doszło do realizacji jego wizji, poziom skomplikowania fabuły go przerósł.

Bohaterami „Zabawy w chowanego” są pisarze. Książka więc mocno traktuje o literaturze, w której fikcja przenika rzeczywistość. Zaciera się granica między światem realnym, a tym stworzonym na kartach książki. I o ile w pewnych momentach wizje Musso są, mimo niewątpliwie nadprzyrodzonego charakteru, raczej zrozumiałe, pojawiają się takie, które zdecydowanie są „przekombinowane”. Tak jakby autor chciał zaserwować swoim czytelnikom „zbyt dużo”.

Mimo tych potknięć ogólna fabuła ciekawi i trzyma w napięciu. Świadczy o tym fakt, iż książkę przeczytałam w ciągu jednego dnia. Po prostu chciałam dowiedzieć się „o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi”. Wątek tajemniczej angielskiej pisarki Flory, która stroni od ludzi i przeżywa dramatyczne zdarzenie był wprawdzie dość przewidywalny w podstawowej płaszczyźnie, jednak wszystko w tej książce ma swoje drugie dno. Podobnie twórczość paryskiego pisarza Romaina Ozorskiego pełna była – jak się okazało pod koniec książki – zaskakujących zwrotów.

Książka specyficzna, nie do końca w typowym stylu Guillaume Musso, gdyż brak w niej tej surrealistycznej i urzekającej magii, z pogranicza fantazji, baśni i snu, które dodawały powieści wyjątkowego blasku. Mimo to intryguje i trzyma w napięciu (mimo kilku słabszych momentów). Przed finałem raczej nie poleciłabym jej. Natomiast zakończenie książki mocno winduje jej noty. Fani Musso pewnie mu „wybaczą”, ale czy przekona tą powieścią nowych czytelników?

czwartek, 9 grudnia 2021

„Mówili, że jest piękna” - Michel Bussi

Wydawnictwo: Świat Książki
Tytuł oryginału: On la trouvait plutôt jolie
Data wydania: 20.06.2018
Liczba stron: 480
ISBN: 9788380311060

Jest to pierwsza książka Michela Bussi, którą miałam przyjemność przeczytać. Nazwisko intrygowało mnie od jakiegoś czasu, ale przez ilość zapasów na półce, ciągle odsuwałam na później sięgnięcie po jego powieść. Okazja się przytrafiła, gdyż dostałam prezent – kolejny udany. Mimo bardzo zróżnicowanych, a także skrajnie negatywnych opinii, czytałam z wielką przyjemnością, biorąc poprawkę na różne gusta i guściki.

„Mówili, że jest piękna” to thriller sensacyjny poruszający bardzo aktualne problemy społeczno-polityczne. Bussi opisuje współczesny handel ludźmi oraz emigrantów, którzy próbują dostać się nielegalnie z Afryki do Europy. Zadziwiające, jakimi regułami kieruje się ten biznes i na jak wielką skalę. Na przykładzie głównej bohaterki Leyli autor pokazuje jednak, że istnieją także legalne sposoby, by zmienić swoją przyszłość przenosząc się do cywilizowanego kraju. Nikt jednak nie twierdzi, że to łatwa i lekka droga…

Leyla, matka trójki dzieci, przybyła do Francji już wiele lat temu. Jest legalną emigrantką, posiadającą stałą pracę, płacącą podatki, dobrą matką, która ma kontakt z córką i synami. Robi wszystko, by polepszyć los swojej rodziny. Właściwie każda chwila i czynność jaką wykonuje podporządkowana jest ich dobru. Nic dziwnego, że gdy Bamby odkrywa tajemniczy zeszyt matki opisujący jej tragiczną przeszłość, postanawia zemścić się na jej oprawcach…

Fabuła książki skonstruowana bardzo oryginalnie i zaskakująco. Historia cały czas trzyma w napięciu. Akcja przyspiesza z rozdziału na rozdział. Nietypowe jest to, że od samego początku znany jest morderca. Niesamowicie jednak ciekawi zarówno to co nim powodowało, jak i czy uda mu się osiągnąć cel. Bo, jak można się domyślać, mimo okrucieństwa zbrodni jakie popełnia, budzi sympatię i czytelnik mu kibicuje.

Było to pierwsze i bardzo obiecujące spotkanie z Michelem Bussi, zachęcające do poznania kolejnych powieści jego autorstwa. Mimo pewnych nieścisłości, które pojawiły się w thrillerze, jest to bardzo dobra książka pełna zaskoczeń i zwrotów akcji. Temat emigrantów przedstawiony niezwykle dogłębnie i obszernie, i to z różnych perspektyw, co jest niewątpliwie atutem. Liczne i zróżnicowane wątki uzupełniają się, tworząc wielowymiarową opowieść, którą czyta się jednym tchem. Trochę rozczarowało mnie samo zakończenie. Mimo to oceniam całość bardzo pozytywnie.

sobota, 20 listopada 2021

„Chiński wirus” – Krzysztof Koziołek

Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów, powieść online
Data wydania:  2020
ISBN: 9788395631504
Liczba stron: 359

Pandemia covidowa była inspiracją do powstania wielu utworów literackich. Autorzy zareagowali bardzo szybko na aktualną sytuację i postanowili stworzyć projekty na czasie. Niektórzy jednak zaczęli wcześniej, przepowiadając niejako przyszłość. Do takich autorów należy Krzysztof Koziołek, który swoich czytelników przyzwyczaił już do śmiałych wizji, które po latach odnajdywały odzwierciedlenie w rzeczywistych zdarzeniach, chociaż – jak często podkreśla na końcu swoich powieści – „wydarzenia opisane są fikcyjne, ale mogą się kiedyś zdarzyć”.

„Chiński wirus” był początkowo publikowaną w odcinkach powieścią online – jakie autor ma już na swoim koncie. I tak też kilka miesięcy temu czytałam tę powieść, o której opinia znajduje się poniżej. Po jakimś czasie udało się jednak znaleźć wydawcę i powstała prawdziwa „papierowa” książka – uzupełniona o kilka opowiadań, które częściowo zostały opublikowane już wcześniej. Są pośród nich również „nowości”. Skupię się teraz na tej drugiej części książki.

„Bonus” do „Chińskiego wirusa” to 8 opowiadań. Część z nich wydana przez lubuskie miasteczka powiatowe i pewnie „zamówiona” przez nie jako oryginalna reklama regionu, zachęcająca do jego odwiedzin. Przyznam, że pod tym względem spełniają swoją funkcję. Zaciekawiają – szczególnie zaskakującą historią, która odżywa na nowo na kartach opowieści. Nie są jednak tak porywające fabularnie jak te bardziej współczesne opowiadania, których bohaterami są postacie dobrze znane czytelnikom Koziołka. Mam tu na myśli przenikliwego dziennikarza Andrzeja Sokoła oraz jego znajomych policjantów z Zielonej Góry, czyli Kleemanna i Grodzkiego, którzy niejednokrotnie wspólnymi siłami rozwiązywali zagadki kryminalne. W kilku słowach przybliżę czego można się spodziewać po poszczególnych historiach.

„Tam, gdzie czai się wiatr” – opowiadanie opublikowane w 2016 r. przez Gminne Centrum Kultury i Bibliotekę w Przemęcie oraz Gminę Przemęt. Bohaterem opowiadania jest Grodzki, który podczas urlopu nad jeziorem znajduje topielicę. Jego prawdziwa natura nie pozwala mu na odpoczynek. Wspierając nową koleżankę po fachu, jakby przy okazji rozwiązuje zagadkę morderstwa, odkrywając również kolejne tajemnicze fakty z historii miasteczka.

„Recepta” – opowiadanie opublikowane w antologii kryminału „Zatrute pióra” w 2012 r. nakładem Wydawnictwa Replika. Bieżące zmiany w NFZ powodują zamach na dwóch polityków od spraw szeroko pojętego zdrowia, którzy wzięli udział w konferencji prasowej. Prawda okazuje się być zupełnie inna, niż na pierwszy rzut oka. Andrzej Sokół wesprze jednak kolegów z policji i uda się odkryć drugie dno afery…

„Agencja” – opowiadanie wcześniej niepublikowane, chociaż fabularnie można by je połączyć z pewnymi powieściami Koziołka. Nieszablonowa działalność naszego ulubionego dziennikarza zwraca uwagę ABW. Proponują mu więc przejście do ich agencji. Sokół, kierując się intuicją, odkryje zamach terrorystyczny planowany przez czterech studentów z Gdańska. Takiego Sokoła lubię najbardziej.

„Godzina” – opowiadanie opublikowane w internecie w 2011 r. Zupełnie inne niż większość utworów Koziołka, chociażby z tego względu, że bohaterami są zupełnie inne postaci. Konduktor, w nocy kiedy zmieniany jest czas, postanawia wykorzystać dodatkową godzinę i zemścić się na bandzie grasującej od dawna w jego składzie. Zadziwiające jaki miał pomysł...

„Zamach na błoniach” – opowiadanie opublikowane w „Pegazie Lubuskim” nr 2 (45) 2011. Kleemann, przy okazji sprzątania swojego „biurka”, wspomina pewną akcję sprzed lat. Nie miał prawa trzymać pewnych dokumentów, gdyż oficjalnie nie można było się przyznać przed opinią publiczną do faktów, które miały miejsce podczas wizyty Ojca Świętego w Gorzowie w 1997 r.

„Miasto królewskie Wschowa” – opowiadanie opublikowane w 2013 r. przez Urząd Miasta i Gminy Wschowa. Utwór przedstawiający wizytę tureckiego oficera we Wschowie. Wiele faktów historycznych, chociaż całość raczej nużąca dla przeciętnego czytelnika, który nie specjalizuje się w historii.

„Sława, miejsce magiczne” – opowiadanie opublikowane w 2013 r. przez Urząd Miejski w Sławie. Sokół podczas pobytu w Sławie widzi zdarzenia z przeszłości, które miały tam miejsce wiele lat temu. Magia? W sumie dobrze, że to opowiadanie było tak krótkie.

„Historia ratusza solą pisana” – opowiadanie opublikowane w 2018 r, przez Powiat Nowosolski. Opowiada o remoncie ratusza w 1934 r. podczas którego dokonano pewnego odkrycia. Chciwość jednak sprawiła, że niewielu dowiedziało się o tajemniczej skrzynce. Podobny motyw wykorzystano już w innej powieści.

Wielką zaletą utworów Krzysztofa Koziołka jest bardzo wnikliwe przygotowanie merytoryczne przed stworzeniem fabuły. Autor, wertując liczne dokumenty i źródła historyczne, uwspółcześnia nudne fakty, sprawiając, że czytelnik w napięciu i z wypiekami na twarzy poznaje historię swojego regionu. Tę mniej znaną powszechnie, co nie znaczy, że nudną – przeciwnie – często zaskakująco oryginalną. Opowiadania sensacyjne dotyczące współczesnych wydarzeń, to zalążki na świetne powieści kryminalno-sensacyjne! Żałuję, że autor w tym przypadku nie pokusił się o dłuższą fabułę. Znając jednak jego kreatywność i wyobraźnię, możemy być pewni kolejnej – porządnej – bomby. Tym bardziej, że pracuje nad kilkoma utworami.
 

Opinia z 06.04.2020 na temat „Chińskiego wirusa” (powieść online):

Obecna sytuacja wywołana epidemią koronawirusa, spowodowała wiele ograniczeń w sferze społeczno-ekonomiczno-politycznej. Jedni odczuwają je bardziej niż inni, jednak dotyczą praktycznie każdego i wszystkim zaczynają ciążyć... M.in. na dalszy plan zeszło życie artystyczne, co dość mocno dotknęło przede wszystkim twórców, w mniejszym stopniu odbiorców – ale ich również. Są jednak artyści – jak np. Krzysztof Koziołek, którzy mimo wszystko starają się kontynuować swoją działalność literacką. I właśnie dlatego powstała odcinkowa powieść online, publikowana przez 2 tygodnie (każdego dnia) na profilu fb autora pt.: ”Chiński wirus”.

Z wielkim zaciekawieniem przeczytałam pierwszy odcinek tej mini-powieści (zdecydowanie miałam ochotę na więcej!). Tym bardziej, że jej publikacja zbiegła się w czasie z pojawieniem się coraz większej ilości pytań dotyczących tej nowej, absurdalnej rzeczywistości. Nagle, powieść ta stała się w pewnym sensie kotwicą – można się było czegoś zaczepić… Chociaż oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to naukowy dokument, a autor powtarza, że „wszystkie wydarzenia opisane w tej powieści są co prawda fikcyjne, ale w każdej chwili mogą się wydarzyć.”.

Mimo to „Chiński wirus” jest bardzo realistyczną opowieścią. Nie zdziwiłabym się, gdyby większość hipotez autora okazała się prawdą. Poza tym – jak to u Krzysztofa Koziołka – jest bardzo dynamiczna akcja pełna intrygujących zwrotów, postacie o oryginalnych portretach psychologicznych oraz przede wszystkim niepowtarzalna fabuła zainspirowana aktualną rzeczywistością, w której dostrzec można w końcu jakiś głos rozsądku – dziś szczególnie potrzebny. Oby się przebił.

Szczerze polecam zapoznanie się z powieścią odcinkową pt.: „CHIŃSKI WIRUS”, którą znaleźć można na: https://www.facebook.com/krzysztof.koziolek.licencja.na.zaczytanie/ i zachęcam czytelników do podzielenia się z autorem swoją opinią w ten czy inny sposób oraz, by w jakiś sposób docenić jego wkład w tworzenie literatury. Dla fanów Krzysztofa Koziołka i tych czytelników, którym przypadnie do gustu powieść, wspomnę, że jest szansa na kontynuację „Chińskiego wirusa” w tradycyjnej formie papierowej, jeśli wszystko w miarę szybko wróci do normalności. Czego wszystkim życzę!

poniedziałek, 6 września 2021

„Rodzina” - Louise Jensen

Wydawnictwo: Burda Publishing Polska
Tytuł oryginału: The Family
Data wydania: 18 września 2019
ISBN: 9788380536159
Liczba stron: 432

Książka niespodzianka, gdyż dostałam ją w prezencie. Czytanie jej było więc odkrywaniem nieznanego, gdyż nie zetknęłam się wcześniej z twórczością Louise Jensen. Suma summarum muszę przyznać, że było to pozytywne zaskoczenie, chociaż temat dość ciężki i wyczerpujący. Chwilami czytelnik może czuć się osaczony, za chwilę przytłoczony – zupełnie jak bohaterowie powieści. Jeśli taki był zamysł autorki, by osiągnąć efekt współodczuwania to jej się udało. Chociaż chwilami irytacja, ze względu na dość naiwne i niezrozumiałe dla mnie postępowanie bohaterek, brała górę. Zirytował mnie też wniosek jaki jednoznacznie nasuwa się po finale thrillera, ale po kolei.

Laura i Mathilda przeżywają bardzo trudny okres. Po tragicznej i tajemniczej śmierci męża Laura zmuszona jest zamknąć własną kwiaciarnię. Pieniądze właściwie skończyły się już dawno, długi rosną z każdym dniem. Lada dzień stracą również dom. Ubezpieczenie ciągle nie może być wypłacone, gdyż koroner prowadzi dochodzenie. Wsparcia nie otrzymują także od rodziny. Za to kolejne ciosy spadają raz na jedną, raz na drugą. Jak zapewnić bezpieczeństwo własnej córce w tej patowej sytuacji? Jak wyrwać się z tego zaklętego kręgu? Sytuacja jest tak beznadziejna, że Laura –  wbrew wewnętrznemu głosowi, który w podświadomości głośno krzyczał „nie” – zgodziła się przyjąć pomoc od zupełnie obcej (chociaż sympatycznej) kobiety. Tak matka z córką trafiają na ekologiczną farmę. Otrzymują tam coś, czego brakuje im już od dawna – wsparcie, troskę, zainteresowanie i ciepło – jak w prawdziwym ognisku rodzinnym. Największe wrażenie jednak na obu robi charyzmatyczny przywódca tej oryginalnej grupy…

Książka napisana jest w dość ciekawy sposób. Te same wydarzenia przedstawione są przeważnie z perspektywy zarówno matki jak i córki. Jak się można spodziewać, nastolatka pewne rzeczy widzi zupełnie inaczej niż jej matka. Szczerze? Te typowe, wręcz stereotypowe rozbieżności lekko mnie irytowały. Były tak banalnie oczywiste. Pomysł autorki dobry, wykonanie przeciętne. Co jeszcze nie zgadzało mi się w tej lekturze, to fakt, że obie tak bardzo uległy liderowi grupy. W zasadzie nie miał nawet okazji, żeby poddać je jakiejkolwiek manipulacji. A o praniu mózgu, które wspomina autorka w komentarzu, nie mogło być mowy. One po prostu się w nim zakochały lub zauroczyły i przepadły jak typowe nastolatki. Ok – Tilly to nastolatka, która zresztą przeżyła pewne rozczarowanie, ale jej matka? Cała historia zaczęła się więc „na własne życzenie”. To wg mnie był dość nieprzemyślany zabieg. Spodziewałam się czegoś więcej. Więcej zaskoczeń, a te pojawiają się w sumie dopiero po koniec książki…

Mimo to, muszę przyznać, że książkę czytałam z wielkim zaciekawieniem. Autorka rozbudziła moją ciekawość na finał. Fabuła trzymała w napięciu. Chwilami było groźnie, chociaż nie przerażająco. Emocje były więc umiarkowane. Raczej – tak jak wspominałam – udzielała mi się złość na dość naiwnie postępujące bohaterki. Być może sytuacja w jakiej się znalazły doprowadziła do tego, że wybrały właśnie taki sposób, by „rozwiązać” swoje problemy, ale – sorry – nie kleiło mi się to. Cóż, może jestem zbyt racjonalna. Poza tym, zupełnie się nie zgadzam z wnioskiem jaki nasuwa się w pierwszej chwili po przeczytaniu zakończenia: nie uważam, by zło było przekazane w genach. Niby autorka nie mówi tego jakoś szczególnie głośno, jednak wyraźnie sugeruje. Myślę, że jednak większy obiektywizm albo złożoność tematu byłaby tu wskazana… Czy polecam? Jeśli ktoś ma wolne dwa wieczory i brak innych lektur – może spróbować. Czy sięgnę jeszcze po książki Jensen? Raczej nieprędko… Daje się wyczuć, że to początkująca pisarka i niestety w tym przypadku trochę mi to przeszkadza.