Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. polska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2026

„Schronisko, które zostało zapomniane” – Sławek Gortych

Wydawnictwo: W.A.B. 
Cykl: Karkonoska seria kryminalna (tom 4)
Data wydania:  2025-06-18 
Liczba stron: 416 
ISBN: 9788383878720

Niestety, harmonogram zajęć mam dość napięty, więc mogę sobie pozwolić tylko na książkowe wycieczki w okolicę mojej ulubionej Śnieżki. I właśnie wróciłam z „wycieczki” do Karpacza, na którą zabrał mnie Sławek Gortych. Jak zawsze niezapomniane przeżycia i jak zawsze mam ogromną ochotę, by pojechać tam naprawdę i poprzebywać w towarzystwie Ducha Gór – chociaż jeden dzień.

Czwarta część cyklu o karkonoskich schroniskach różni się trochę od poprzednich tomów, gdyż główną rolę odgrywa tu jednak historyczny hotel Sanssouci, znajdujący się w granicach miasta, a nie górskie schronisko. Chociaż te, także są wspominane i w pewnym sensie wykorzystane jako miejsce akcji. Wspomniany hotel poszczycić się może bardzo bogatą lecz wstydliwą przeszłością. Był bowiem siedzibą Ministerstwa Spraw Zagranicznych III Rzeszy, a w książce miejscem zorganizowania konferencji dla dyplomatów, którzy debatowali na temat ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. I właśnie spotkanie 3.04.1944 roku w zaśnieżonym, niezwykle urokliwym i dużo spokojniejszym niż Berlin Karpaczu jest punktem wyjścia do fabuły powieści, która docelowo przeniesie się w czasy współczesne, kiedy to podczas remontu zabytkowego hotelu dojdzie do pewnego odkrycia.

Gdy przypomnimy sobie perypetie Tomka Wilczura z poprzedniej części cyklu, możemy się spodziewać, że ponownie akcja będzie toczyła się dość dramatycznie. Emocjonujące wydarzenia będą łączyć się z kolejnym bohaterem, którego już znamy – czyli z Jackiem Węglorzem, który wplątał się w niemałą aferę. Na szczęście przyjaciele nie zwątpią w jego niewinność i staną na wysokości zadania. Poza tym pojawią się nowe postacie, które sporo – kolokwialnie mówiąc – namieszają w przeszłości dalszej, bliższej i teraźniejszości.

Autor nie tylko opisuje intrygujące historie z dreszczykiem, ale i odkrywa przed czytelnikami wiele historycznych ciekawostek, które są wręcz niewiarygodne i zaskakujące. Cała historia hotelu Sanssouci – zarówno związana z samymi murami jak i z postaciami, które tam bywały na przestrzeni lat, jest tak niesamowita, że ma się ochotę sięgnąć po literaturę faktu, by poznać więcej konkretów. Wprawdzie w posłowiu Autor sporo wyjaśnia, jednak dociekliwi pewnie będą chcieli doczytać co nieco na ten temat. Swoją drogą, ciekawe czy obiekt w końcu zacznie normalnie funkcjonować i w jakiej formie.

Dla miłośników serii o karkonoskich schroniskach dobra wiadomość. Trwają prace nad piątym tomem. A na spotkaniu autorskim Sławek Gortych wspominał, że toczy również rozmowy na temat ekranizacji swojej książki. Ma nawet zamiar zagrać w niej małą rólkę. Ciekawe kim będzie. Jeśli fabuła miałaby się ograniczyć tylko do tej części, widzę go jak Helmuta Langa…

Oczywiście polecam i oczywiście czekam na kontynuację.

niedziela, 14 grudnia 2025

„Kolaborantka” – Barbara Wysoczańska

Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2025-05-21 
Liczba stron: 608 
ISBN: 9788384022436

Barbara Wysoczańska przechodzi obecnie bardzo produktywny okres twórczy. Niecałe pół roku dzieli wydanie dwóch ostatnich książek, co z pewnością cieszy fanów pisarki. Kolejnej pisarki-historyczki, więc naturalną konsekwencją jej drogi zawodowej jest fakt, iż gatunkiem, w którym czuje się najlepiej jest beletryzowana powieść historyczna. Wysoczańska debiutowała opowieścią z czasów drugiej wojny światowej i ponownie wróciła do tej tematyki, jednak jak zawsze przedstawiła oryginalny i odmienny od wcześniejszych punkt widzenia. I chociaż zdawać by się mogło, że tytuł sporo sugeruje, to tradycyjnie czytelników czekają „niespodzianki”.

Tytułową bohaterką książki jest młoda dziewczyna z dobrego domu o imieniu Stefania, którą poznajemy w momencie, gdy – w poszukiwaniu swojej biologicznej matki – samotnie przyjeżdża do Krakowa. Okazuje się jednak, że wielkie miasto przerasta panienkę z prowincji i ta popada w potężne tarapaty, z których ratuje ją inteligentny i przystojny Adam. W momencie poznania, żadne z nich nie mogło nawet przypuszczać, iż był to moment przełomowy w ich życiu. Gdy po latach spotykają się w zupełnie innych okolicznościach i innym miejscu, mimo iż są zupełnie innymi ludźmi, uczucie odżywa ze spotęgowaną siłą. I tak mogłoby się zacząć jedno z większych romansideł literackich współczesnych czasów. Ale powiedzieć, że byłoby to bardzo niestosowne uogólnienie, to jak nic nie powiedzieć. Wtedy dopiero zaczyna się akcja – wartka, trzymająca w napięciu i pełna zwrotów!

Autorka pisze niezwykle plastycznie i sugestywnie. Niejeden raz czytelnik odnosi wrażenie jakby był w samym środku akcji i współodczuwa dokładnie to, co przeżywają bohaterowie na kartach książki. I tak było też tym razem, ale kilkukrotnie bardziej intensywnie niż dotychczas. Akcja nie tyle intryguje, co trzyma w napięciu i wręcz denerwuje lub stresuje czytelnika. Tym razem nie tylko jest bardziej emocjonująco, ale też te emocje są bardziej skrajne.

Nie możemy zapominać, że europejska historia drugiej wojny światowej odgrywa w tej książce bardzo dużą rolę. I chociaż autorka skupia się głównie na nastrojach panujących w Austrii przed wybuchem wojny oraz później w Krakowie, to powieść przedstawia bardzo dogłębny obraz całego tego tragicznego wydarzenia, szczególnie w odniesieniu do społeczeństwa żydowskiego. Jak podkreślałam wiele razy, wykształcenie i wiedza autorki bardzo wzbogacają fabułę jej książek.

„Kolaborantka” to wyjątkowa powieść o trudnych wyborach, trudnej miłości i trudnych decyzjach w trudnych czasach, które każdorazowo wiążą się z nieprzewidywalnymi konsekwencjami, które trzeba będzie ponieść. To wszystko sprawia jednak, że życie ma zupełnie inny smak i bohaterowie potrafią się nim delektować na całego, nawet gdy są to tylko krótkie momenty. Gorąco polecam.

piątek, 17 października 2025

„Antykwariat cudzych wspomnień” – Weronika Wierzchowska

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2024-01-16 
Liczba stron: 408 
ISBN: 9788383521701

Czasami sięgam po książki nieznanych autorów, bo po prostu coś mnie do nich przyciąga. W tym wypadku była to obłędnie kolorowa okładka oraz tytuł. Zachęcona do przeczytania okładkowego opisu, poczułam, że chcę kupić tę książkę – mimo, że na półce czeka cała masa innych. Muszę stwierdzić, że powieść jest bardzo zaskakująca i mocno przewyższa „reklamę”.

Antykwariat to rodzinna firma prowadzona od trzech pokoleń. Założycielem był dziadek Teofil, po nim odziedziczyła go córka Anna, która z kolei zostawiła go swojej córce Agnieszce i to właśnie ona jest główną bohaterką książki. Bohaterkę poznajemy na różnych etapach życia, począwszy od bardzo wczesnego dzieciństwa. Każdy opisywany epizod z jej życia wiąże się bezpośrednio z cennym dla niej przedmiotem z przeszłości. Nierzadko są to prawdziwe antyki, jednak dla Agnieszki mają przede wszystkim wartość sentymentalną, gdyż wiążą się z różnymi bliskimi jej osobami lub wydarzeniami. I tak przy okazji „obcowania” z nimi, w przypływie jakichś silniejszych emocji, dziewczyna we śnie poznaje historię danego przedmiotu i jego pierwszej właścicielki. Bo tak się złożyło, że wszystkie te rzeczy należały kiedyś do bardzo silnych, damskich osobowości – nieważne czy to szylkretowa spinka, czy wojskowe amerykańskie glany albo srebrne pióro.

I tak, kolejne rozdziały ukazują życie Agnieszki w kilkuletnich odstępach. Wczesne dzieciństwo przechodzi w późniejsze, następie jest nastolatką przechodzącą etap buntu; studentką z wielką pasją i ideałami; młodą kobietą, która zakłada rodzinę i w końcu sama staje się matką. Te wszystkie wątki biograficzne uzupełniane są historyjkami z przeszłości – bliższej i dalszej. Czasem takimi sprzed zaledwie kilkudziesięciu lat, a czasem sprzed kilku lub kilkunastu tysiącleci!

Z każdej podróży w czasie Agnieszka zachowuje coś dla siebie, co ją inspiruje lub wspiera i niejako kieruje ją na właściwe tory w szczególnie trudnych chwilach. Przeszłość płynnie uzupełnia przyszłość. Z punktu widzenia czytelnika jest o tyle ciekawiej, że książka zyskuje jakby kolejne główne bohaterki, które grają w fabule pierwsze skrzypce i którym autorka spokojnie mogłaby poświęcić pełnowymiarową książkę.

„Antykwariat cudzych wspomnień” to w pewnym sensie powieść historyczna z duszą i wątkami feministycznymi. Oparta na wielu faktach i inspirująca do poszerzania swojej wiedzy w konkretnym temacie. Siłą rzeczy, autorka najbardziej bazuje na polskiej historii XX wieku, co akurat dla mnie jest zawsze zaletą. Oryginalny pomysł na fabułę zasługuje na szczególne uznanie. Bojowniczkom o „prawa kobiet” powinien przypaść do gustu motyw „silnej i wyjątkowej kobiety swoich czasów”, która je wyprzedzała czasem o całe dekady, nierzadko jednak zyskiwały (na szczęście!) uznanie już w swojej epoce, co było bardzo budujące.

Muszę zwrócić większą uwagę na inne powieści autorki. Kto wie, może kiedyś wrócę do twórczości Weroniki Wierzchowskiej… To pierwsze spotkanie pozostawiło bardzo przyjemne odczucia i zasiało chęć na więcej. Polecam.

niedziela, 12 października 2025

„Bez miłości” – Zofia Mąkosa

Wydawnictwo: Książnica 
Cykl: Pomiędzy (tom 2)
Data wydania: 2025-06-04 
Liczba stron: 336 
ISBN: 9788327168634

W drugim tomie zwyczajowo następuje kontynuacja wątków zapoczątkowanych w pierwszej części cyklu. Tak więc, Weronika decyduje się na małżeństwo z rozsądku, wchodząc tym samym do niemieckiej rodziny, co obiektywnie może mieć sporo plusów, mimo oczywistych minusów. Jednak przez swój charakter i upór odnajduje swoje miejsce i z każdym dniem jej pozycja umacnia się. Wątek dotyczący Joanny również związany jest ze sferą uczuciową. Zauroczenie Stanisławem nie chce osłabnąć, jednak rozsądek nakazuje się rozglądać za innymi „apsztyfikantami”. Młoda kobieta wykorzystuje okazję by sprawdzić swoje uczucia. Jednocześnie stawia na samorozwój i zdaje maturę. Poza tym kontynuuje swoją działalność wywiadowczą…

Niebywałą zaletą cyklu jest możliwość obserwowania zmian historycznych i codziennego życia społecznego z początku ubiegłego stulecia na terenach przygranicznych. Powieści pisane przez historyczki mają tę zaletę, że w bardzo przystępny sposób można przyswoić wiele faktów ale i ciekawostek historycznych. Minusem może być fakt, że trochę brakuje lekkości pióra. Przy pierwszym tomie chyba tak tego nie odczuwałam (a może już zapomniałam…). Jednak teraz miałam wrażenie, że obserwuję bohaterów z bardzo daleka i dochodzi do mnie tylko ta powierzchowna warstwa.

Czytając powieści niektórych moich ulubionych autorek, odczuwam emocje, które towarzyszą bohaterom, niemal tak jakbym znajdowała się w samym środku fabuły i trzymała ich za rękę. W tym przypadku czułam się jakbym czytała relację albo sprawozdanie i to dość rzeczowe. Autorka punktuje, wymienia, stwierdza. Dość chłodno. Nie wiem skąd ta zmiana. Brak serca do kolejnej części cyklu? Może ogólnie… do kolejnej książki? Niestety, nie była to porywająca lektura. Ot, po prostu przeczytana/odczytana książka. Oczywiście, jeśli się pojawi, sięgnę po kolejny tom serii, by móc zamknąć otwarte wątki z drugiej części, jednak jakoś wiele sobie po nim nie obiecuję. Szkoda.

niedziela, 6 lipca 2025

„Sekret prawie byłego męża” – Aneta Jadowska

Wydawnictwo: Sine Qua Non 
Cykl: Gracje z Ustki (tom 2)
Data wydania: 2025-03-12 
Liczba stron: 350 
ISBN: 9788383309378

Ponieważ w tym roku nie udało mi się pojechać do Ustki, postanowiłam odwiedzić Gracje chociażby na kartach książki i poczuć przynajmniej w małym stopniu klimat mojego ulubionego, nadbałtyckiego kurortu. Usteckie trylogie to lektura idealna na lato i urlop. Nie mogłam się więc doczekać, kiedy w końcu sięgnę po drugi tom, drugiej trylogii z Ustki.

„Sekret prawie byłego męża” Agaty przysporzył trzem Gracjom sporo kłopotów. Z racji relacji oczywiście najbardziej dotknął Agatę – autorkę kryminałów, która odniosła ogromny zawodowy sukces. A ponieważ w życiu panuje równowaga, to niestety sfera prywatna – od czasu gdy na pełen etat zaczęła zajmować się pisarstwem – dała jej mocno w kość. To co stało się podczas jej wizyty w stolicy na tyłach domu Niny, było punktem kulminacyjnym jej przeprawy z prawie byłym mężem. Od teraz na dwoje babka wróżyła: albo totalne zwycięstwo, albo klapa na całego. Na szczęście Agata nie była z tym wszystkim sama, przyjaciółki stanęły za nią jak mur! Razem postanowiły rozwiązać zagadkę kryminalną i wesprzeć swoim talentem detektywistycznym lokalną policję. Kto zna się na sprawach kryminalnych lepiej niż trzy Gracje literatury ? Przecież nie Straszewicz i Garstka. Swoją drogą, ten pierwszy sporo zyskuje w drugim tomie. Podoba mi się to!

Nadmorskie komedie kryminalne autorstwa Jadowskiej to świetna rozrywka, lekka lektura, pełna humoru, ale i wywołująca dreszczyk emocji. Nie zapominajmy w końcu, że fabuła opiera się jednak na tajemniczym morderstwie. Cudowne, ciekawe i inteligentne postacie między którymi iskrzy – zarówno w kontekście przyjaźni jak i miłości. Chyba każdy, czytając marzy, by trafić kiedyś na taką (lub dokładnie tę) ekipę! By mieć koło siebie tak oddanych przyjaciół. Jedyny zarzut do książki to to, że tak szybko się skończyła. Akcja toczy się tak wartko i tak wciąga czytelnika, że nawet nie zauważa kiedy dochodzi o ostatniej strony. Ciekawe ile czasu autorka będzie kazała czekać na ostatni tom serii. Czyżby pierwsze skrzypce miała w nim zagrać Zuza?

środa, 4 czerwca 2025

„Ostatni zdrajca” – Krzysztof Koziołek

Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Data wydania: 2025-04-03 
Liczba stron: 442 
ISBN: 9788397187177

Nigdy nie ukrywałam, że Krzysztof Koziołek jest jednym z moich ulubionych lubuskich pisarzy. W zasadzie, jak dotąd, jego książki albo mnie zachwycały, albo „zaledwie” mi się podobały. Sporadyczne przypadki, które można policzyć na palcach jednej ręki, nie trafiły w mój gust. Z najnowszą książką znowu jest problematycznie. Próbując ją ocenić, musiałabym wyciągnąć średnią, gdyż mniej więcej od połowy akcja wciągnęła mnie jak zazwyczaj. Wcześniej było ciężko…

Fabuła powieści dotyczy aktualnych wydarzeń politycznych w Polsce, czyli wyborów prezydenckich. Niespodziewanie nową głową państwa zostaje skrajnie prawicowy kandydat, co kolosalnie wypływa na sytuację polityczną w kraju. Wychodzi na to, że historia może się powtarzać i na ulicach Polski znowu pojawiają się „przyjaciele” ze wschodu. Na szczęście, prawe i szlachetne jednostki myślące inaczej biorą sprawy w swoje ręce i tak powstaje ruch oporu. Czy będzie jednak w stanie przeszkodzić błyskawicznie rozpowszechniającemu się absurdowi i złu?

„Ostatni zdrajca” to thriller polityczny, chociaż w moim odczuciu mogłoby to być political ficition. Może nie posiadam tak ogromnej wiedzy i zamiłowania do polityki jak Krzysztof Koziołek, ale podczas lektury odniosłam wrażenie, że przedstawione tam wydarzenia jednak nie są prawdopodobne i nie stanowią realnego zagrożenia dla polskich obywateli. Ale może „nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem”? Na pewno są w tej dziedzinie bardziej kompetentni, więc nie polemizuję. Jednakże, pomijając powyższe, w stuprocentowym pozytywnym odbiorze przeszkadzało mi coś jeszcze. Otóż, polityka zbyt mocno przytłoczyła fabułę i zdecydowanie zdominowała pierwszą połowę książki, uniemożliwiając wciągnięcie się w akcję i nawiązanie jakiejś nici sympatii z bohaterami, których przedstawiono dość pobieżnie. Zazwyczaj historia głównych bohaterów ciekawi tak mocno, że nie można oderwać się od książki, tym razem musiałam mocno wytężać wzrok, by ją dostrzec pomiędzy politycznymi przepychankami. Ale może „to jest słuszna koncepcja”…

Reasumując. Na pewno polecam miłośnikom polityki, którzy śledzą regularnie i intensywnie aktualną sytuację w państwie. Zawsze ciekawie jest spojrzeć na problem z innej perspektywy. Dodam, iż powinni to być czytelnicy obiektywni, a nie zafiksowani na jedną ze stron. Druga połowa książki przynosi kilka pozytywnych zaskoczeń i wywołuje uśmiech zadowolenia, który tak lubię podczas lektury. Ciekawe, czy ktoś jeszcze – tak jak ja – podczas czytania szukał w sieci informacji o Barze Laguna… Grupa emerytowanych judoków – cudna! Powinno być ich więcej… w TEJ pierwszej połowie.


niedziela, 11 maja 2025

„Nikczemny narrator” – Juliusz Machulski

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 2024-10-23
Liczba stron: 592
ISBN: 9788382307948

Juliusz Machulski – obok Stanisława Barei i Władysława Pasikowskiego (tak wiem – INTERESUJĄCE połączenie) to jeden z mojej TOP3 polskich reżyserów. Twórczość wyżej wymienionych panów uwielbiam kompleksowo, niemalże bez wyjątków. Dlatego, gdy tylko dowiedziałam się, że Machulski napisał powieść, musiałam ją przeczytać. W sumie nie wahałam się nawet przez chwilę, a bardzo pozytywne i pełne entuzjazmu opinie ludzi z branży, tylko utwierdziły mnie, że to jest to. Z perspektywy czasu stwierdzam, że ta reklama jest zbędna, a nawet krzywdząca, gdyż z jej powodu wiele więcej obiecywałam sobie po tej powieści. Szczególnie, mając w pamięci filmy reżysera. Z przykrością przyznam nawet, że jestem dość rozczarowana, ale po kolei.

Bohaterem książki jest Kamil Hubeny – scenarzysta i reżyser, który robi krótką przerwę w amerykańskim stypendium i wraca do rodzinnego kraju. Już od pierwszych stron czytelnik nieodparcie utożsamia go z autorem książki. Ciekawe dlaczego?  Podczas urlopu Kamil ma zamiar załatwić kilka spraw osobistych, ale ma też nadzieję, że współpraca z jego najlepszym przyjacielem i reżyserem – Erykiem – nabierze bardziej konkretnego wymiaru. I tak też się staje, jednak w zupełnie innej formie niż miał nadzieję bohater.

W otoczeniu Eryka – dokładniej mówiąc w ekipie filmowej, z którą współpracował 20 lat temu – dochodzi do serii kilku śmierci, oficjalnie uznanych za nieszczęśliwe wypadki. Coś jednak nie daje mu spokoju, prosi więc swojego kumpla Kamila, by ten przyjrzał się całej sprawie. Skoro potrafi pisać scenariusze oparte na zawiłych intrygach, potrafi też przeprowadzić dochodzenie. Podobnie jak w filmie, gdzie scenarzysta od początku ma sprawcę i do tego misternie tka całą intrygę. Eryk oczekuje, że Kamil zrobi to samo, ale w odwrotnej kolejności. Czyli na podstawie intrygi odkryje, kto jest sprawdzą i co nim powoduje, uspokajając tym samym przyjaciela.

Tak pokrótce prezentuje się cała fabuła, wypełniona jednak poza głównym wątkiem detektywistycznym, wieloma pobocznymi, które z kolei wiążą się bezpośrednio z życiem prywatnym i zawodowym Kamila. Niektóre szczególnie zaciekawią miłośników kina. Chociaż, jak na mój gust, mogłyby być bardziej rozbudowane. Inne z kolei lepiej doprecyzowane, gdyż zrozumiałe w 100% są raczej dla ludzi z branży.

Dodatkiem do książki, który uważam za najciekawszy i najmocniejszy jej element, jest scenariusz „Torsji” – czyli filmu, nad którym Kamil ma pracować z Erykiem. Ta współpraca jest niejako kartą przetargową między kolegami. „Ty mi pomożesz z zagadką, ja nakręcę twój film”. Taka to przyjaźń. A co najciekawsze, bohaterowie powieści wyrażają się o „Torsjach” dość krytycznie. Mnie zaciekawiła ta dodatkowa historia o wiele bardziej niż główna.

Szczerze, to nie wiem co zadziało się w tej książce. Dlaczego filmy kręcone prze Juliusza Machulskiego trzymają w napięciu, bawią (nawet gdy ogląda się je po raz setny), a książka ciągnęła się jak flaki z olejem. Brnęłam przez kolejne rozdziały. Robiłam przerwy – dłuższe, krótsze. Mimo kolejnych zabójstw, mimo tropienia sprawcy, mimo licznych postaci i wątków – było to jakieś takie chłodne. Sama intryga – owszem mogłaby być interesująca, jednak jej realizacja kuleje.

O wiele więcej emocji pojawiło się w dodanym do powieści scenariuszu. Mimo, iż sama forma scenariusza nie należy do moich ulubionych gatunków, to czytało się go bardzo dobrze i pozwoliło zatrzeć niemiłe uczucia wywołane przez „Nikczemnego narratora”. Może Machulski, jeśli już musi pisać książki, powinien się skupić na swojej biografii? Tak… autobiografię chętnie przeczytam. Inne książki reżysera raczej sobie odpuszczę

poniedziałek, 24 marca 2025

„Wzgórze psów” – Jakub Żulczyk

Wydawnictwo: Świat Książki
Ekranizacje: Wzgórze psów (2025)
Seria: Nowa proza polska
Data wydania: 2025-01-29
Data 1. wyd. pol.: 2017-04-26
Liczba stron: 864
ISBN: 9788368350302

To moje drugie spotkanie z twórczością Żulczyka i chociaż pierwsze było bardzo udaną przygodą, to sama nie zdecydowałabym się tak szybko na jego kolejną książkę, ale otrzymałam prezent, więc przeczytałam. Uzasadnienie tego prezentu było dość ciekawe, a mianowicie – serial na podstawie „Wzgórza psów” (notabene o tym samym tytule) nakręcono w miejscu, w którym bywam od czasu do czasu i które lubię. Były to Pilchowice oraz Lwówek Śląski. Ot taka turystyczno-filmowa ciekawostka. Dodam, iż serial jeszcze przede mną, ale kto wie… być może się skuszę.

Głównym bohaterem „Wzgórza psów” jest Mikołaj – młody pisarz po przejściach, który do niedawna prowadził typowo rock’n’roll’owy tryb życia. Ponieważ to dorosłe życie przerosło go, postanawia wrócić do rodzinnego Zyborka, do ojca. Ten powrót traktuje oczywiście tymczasowo, jako zło konieczne bądź też mniejsze zło, czy też ostatnią deskę ratunku. Towarzyszy mu żona – Justyna.

Na miejscu odżyły wspomnienia, odżyły dawne rodzinne konflikty oraz obraz pewnego tragicznego wydarzenia z wczesnej młodości, które – jak się okazało – miało ogromny wpływ na obecny kształt życia Mikołaja. Poza tym, okazało się, że prowincjonalne mazurskie miasteczko stało się kolebką miejscowej gangsterki, która wprowadza tam swoje rządy. Jednak, na szczęście dla mieszkańców Zyborka, jest ktoś, kto chce walczyć o swoją małą ojczyznę. Książka określana jest jako thriller i częściowo owszem skłaniam się ku tej kategorii – szczególnie jeśli mówimy o zakończeniu powieści, które bardzo trzymało w napięciu, a akcja była szybka, dynamiczna, brutalna i zaskakująca. Szczególnie w zestawieniu z wcześniejszymi rozdziałami. Gdyby autor trzymał taki poziom od początku z pewnością skończyłabym tę powieść po kilku dniach, a tymczasem towarzyszyła mi – o zgrozo! – ponad miesiąc! A to niestety, przynajmniej w moim przypadku, o czymś świadczy. Niestety, przez niektóre rozdziały trzeba było brnąć i w momencie, kiedy ciekawość zaczynała być chociaż trochę bardziej pobudzona, następował zwrot akcji, który raczej nużył zamiast pobudzić.

Fabuła prowadzona była na kilku płaszczyznach czasowych, które przeplatały się czasem płynnie, czasem bardziej wyraźnie. Narracja dotyczyła aktualnych wydarzeń w Zyborku. Poza tym pojawiały się wspomnienia Mikołaja, dotyczące niedawnych lat w Warszawie po tym jak odniósł sukces oraz dawnej historii z czasów szkoły średniej – przed i w trakcie dramatycznego wydarzenia, które do dziś odbija się echem. Wplecionych jest jeszcze kilka wątków – powiedzmy dość zaprzeszłych – które wg mnie można było całkiem pominąć. W moim odczuciu służyły tylko jeszcze większemu wyhamowaniu akcji. Ogólnie, kompozycję określiłabym jako spory misz-masz.

Zaletą fabuły, poza dość mocno rozciągniętym tajemniczym wątkiem głównym, jest ukazanie bardzo bogatego obrazu lokalnej społeczności. Podoba mi się tendencja w literaturze, by pokazywać również różne strony prowincji – te jasne i te ciemne. Jej zwykłą i niezwykłą codzienność. Bardzo ciekawe i zróżnicowane postaci, nadające specyficznego kolorytu historii. I przyznam, że po tym miesiącu jaki spędziłam na kartach książki w Zyborku, w pewnym sensie będę tęsknić za tą miejscówką.

Książka w gruncie rzeczy interesująca, chociaż bardzo nierówna. Opowieść o zemście, sprawiedliwości – może tej jednej najprawdziwszej jaka istnieje – i walce o nią. Opowieść o walce o swoje przekonania, swoje miejsce i o czyste sumienie. Thriller z wątkami psychologiczno-kryminalnymi. Polecam miłośnikom autora oraz wytrwałym czytelnikom.

czwartek, 13 lutego 2025

„Nóż w sercu. Sprawa chirurga” – Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Zwierciadło
Data wydania: 2024-11-27
Liczba stron: 352
ISBN: 9788381326001

Ałbena Grabowska przyzwyczaiła swoich czytelników do pewnego określonego typu książek, który można by określić jako powieść historyczno-obyczajową lub obyczajowo-psychologiczną. Bardzo często z wątkami medycznymi, co jest dość zrozumiałe z racji pierwszego zawodu autorki. Tym razem jednak Grabowska przygotowała prawdziwą niespodziankę, a można by nawet rzec petardę. „Nóż w sercu. Sprawa chirurga” to thriller kryminalny, pełen emocji i adrenaliny! Niepozbawiony jednak typowych dla autorki elementów.

Maja i Franek to partnerzy, ale tylko zawodowo, chociaż prywatnie bardzo się przyjaźnią. On jest jej mentorem i odkrywa przed nią tajniki pracy w policji. Ona – niesamowicie zdolna i oryginalna – co by nie powiedzieć totalnie pokręcona – osobowość. Po przerwanych studiach medycznych i muzycznych, odnalazła powołanie właśnie w policji. „Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach” – może dlatego tak dobrze się dogadują. Tym razem otrzymują pozornie banalną sprawę zabójstwa mężczyzny wskutek wbicia noża w samo serce. Policję wezwał lekarz, który miał prywatny zatarg z ofiarą. Maja i Franek muszą rozwiązać zagadkę: kto jest zabójcą i jaką rolę odegrał w tej sprawie wspomniany chirurg…

Powieści Ałbeny Grabowskiej zawsze były napisane w sposób niemalże hipnotyzujący – fabuła i styl przyciągają czytelników, zajmując ich uwagę. Tym razem do tych elementów doszły kolejne emocje, związane z bardzo szybką akcją, trzymającą w napięciu i wywołującą zarówno wypieki jak i dreszczyk. Fabuła, która zbudowana jest na tzw. „zbrodni doskonałej”, dała autorce wielkie pole do popisu. Natomiast obdarzenie aż dwójki bohaterów jej prywatnymi kwalifikacjami mocno wzbogaciło historię. Czytelnik ma wgląd nie tylko w świat policyjno-kryminalny ale i medyczny.

Ogromną zaletą książki są wyjątkowo interesujące postaci. Nie tylko głównych bohaterów, do których czytelnik czuje sympatię od samego początku, ale też ludzi z ich otoczenia. Uroczy emerytowany sędzia zawsze wspiera Franka – prywatnie i zawodowo. Traktuje go jak syna. Może dlatego, że jako gej nie miał swoich dzieci. Policjanci, niczym z najlepszej komedii, zawsze rozładują sytuację. Chirurg, który z każdym rozdziałem pokazuje zupełnie inną twarz, powodując zmianę emocji o 180 stopni. Gdy do tego dodamy tajemnice z przeszłości wszystkich bohaterów, otrzymamy wielowymiarową historię, która nie jest w najmniejszym stopniu tak banalna jak się wydawało na wspomnianym miejscu zbrodni.

Niezwykle zajmująca powieść, której dynamiczna akcja toczy się błyskawicznie. Fabuła prowadzona dwutorowo, czyli w teraźniejszości i uzasadniającej ją przeszłości, to bardzo trafny zabieg. Zaskakujące zakończenie jest tylko wisienką na torcie. Chociaż wkradła się tam pewna nieścisłość, a może to celowe? Takie książki to my lubimy! Ciekawe czy autorka pokusi się kiedyś o kontynuację przygód Franka i Majki.

sobota, 25 stycznia 2025

„Już nie żyjesz” – Krzysztof Koziołek

Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Data wydania: 2024-11-19
Liczba stron: 313
ISBN: 9788397187139

Krzysztof Koziołek zaskoczył ponownie! Ale o tym w swoim czasie... Najnowsza powieść – podobnie jak poprzednia książka pt. „Jej ostatnia prośba” – to literatura zaangażowana i odnoszę wrażenie, że autor bardzo dobrze poczuł się w tym gatunku „z misją”. Tym razem porusza on niestety coraz bardziej popularny, trudny i niezwykle ważny problem społeczny jakim jest mobbing. Robi to na przykładzie dwóch przypadków, jakie zdarzyły się w fikcyjnej miejscowości Żywoty Małe. Ale czy ta książka to fikcja literacka?

Stanisława Bozowska to psycholożka z ogromnym doświadczeniem i wiedzą, pracująca w lokalnej poradni. Bardzo lubi swoją pracę i bez reszty angażuje się w pomoc małym pacjentom. Podobnie zresztą wspiera swoje koleżanki. Jednak pewnego dnia – wg swojej przełożonej – za dużo uwagi poświęca nieodpowiedniej osobie, trafiając tym samym na czarna listę pani dyrektor.

Marek Zawrotny prowadzi sekcję muzyczną w Miejskim Domu Kultury. Uwielbia swoją pracę zarówno z powodu dzieci jak i muzyki. Jest jej oddany i powszechnie lubiany, a jego podopieczni odnoszą wiele sukcesów. Pewnego dnia odmawia podpisania listy poparcia dla koleżanki startującej na stanowisko dyrektora, gdyż chce być lojalny w stosunku do obecnego szefa, mając wobec niego osobisty dług wdzięczności. Szybko odczuje, że nowa przełożona to bardzo pamiętliwa i mściwa osoba, która nie daruje mu tego „afrontu”.

Od tamtych feralnych dni, dni podczas których podjęli „nieodpowiednie” decyzje, ich zawodowe i prywatne życie stało się piekłem. Brzmi dość kolokwialnie? Być może, jednak tak właśnie czuli się bohaterowie książki. Co więcej, z każdym dniem następowała eskalacja nękania podwładnych głównie przez ich zwierzchników, a pośrednio przez pozostałych współpracowników, którzy w obawie by nie zająć ich miejsca, całkowicie podporządkowywali się okrutnym dyrektorom.

Czytelnicy, którym nieobca jest twórczość Krzysztofa Koziołka, wiedzą, że autor zawsze bardzo rzetelnie przygotowuje się do pracy nad książką, a wyniki obszernego researchu zajmują o wiele, wiele więcej stron niż powieść, która finalnie powstanie. Tym razem fabuła również opiera się na faktach, mimo iż jest tak szokująca, że aż nieprawdopodobna. Biorąc pod uwagę zarówno mój światopogląd jak i konstrukcję psychiczną oraz doświadczenia, ciężko jest mi uwierzyć, że istnieją zarówno aż tak podłe kreatury jak obie dyrektorki opisywane w książce, jak i na tyle bierne ofiary ich perfidnych prześladowań, które zostały pozostawione praktycznie same sobie, bez konkretnego wsparcia, w tej sytuacji (pozornie) bez wyjścia. Oczywiście rozumiem, że autor chciał napisać mocną książkę, by podkreślić wagę i istotę problemu, a tym samym budując fabułę dokonał zapewne kompilacji najbardziej skrajnych przypadków i obdarzył nimi zaledwie dwójkę bohaterów. Jednak brakuje mi tu mimo wszystko trochę równowagi. Tak, by chociaż trochę zbalansować okrucieństwo, jakiego każdego dnia doświadczali Marek i Stasia.

A może celem autora było wywołanie w czytelniku takich uczuć, jakie wypełniały codzienność bohaterów powieści? I przyznam, że pierwszy raz czytanie książki nie było dla mnie przyjemną rozrywką (a tą jest dla mnie nawet czytanie trzymających w napięciu thrillerów). Lekturze towarzyszyło napięcie, wzburzenie i złość – złość na bohaterów i ich postawy. Tak jednostajne i niezmienne. Złość na ogarniającą znieczulicę, brak odwagi cywilnej i ciche przyzwolenie na tak prostackie okrucieństwo. I to było dla mnie najbardziej zaskakujące – jak najszybciej chciałam skończyć czytać, by mieć tę historię za sobą. Niestety, po przeczytaniu ostatniej strony nie spadł kamień z serca i myślę, że czytelnicy, którzy sięgną po tę książkę, będą mieć podobny odbiór.

„Już nie żyjesz” to szokująca powieść, która z pewnością żadnego czytelnika nie pozostawi obojętnym. Jeśli taki był plan Krzysztofa Koziołka to zrealizował go perfekcyjnie. Obcowanie z książką nie będzie tym razem lekką i przyjemną rozrywką. Uważaj – sięgasz na własną odpowiedzialność!

P.S. Ciężko mi tym razem przyznać punktację gwiazdkową – zdecyduję się na 9 – WYBITNIE przerażająca.

piątek, 22 listopada 2024

„Topiel” – Jakub Ćwiek

Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 2020-06-03
Liczba stron: 384
ISBN: 9788366500280

Ze względu na dość sporą kolejkę książek oczekujących na mojej półce na przeczytanie, sporadycznie sięgam po zupełnie nowych autorów i przypadkowe tytuły. Wyjątek stanowi bardzo zachęcający opis fabuły i tak właśnie było w tym przypadku. Na decyzję, by kupić „Topiel” miały z pewnością wpływ także ostatnie tragiczne zdarzenia związane z tegoroczną powodzią. Bo właśnie powódź – tylko z 1997 roku – jest tłem do fabuły. Wprawdzie – jak zastrzega autor – nie jest to historia na faktach, ale nie wierzę, że tak całkowicie jest to fikcja literacka. Tym bardziej, że Głuchołazy, w których dzieje się opisana historia, to rodzinne miasto autora, a tragedia z lipca 1997 mocno odcisnęła na nim piętno.

„Topiel” to przede wszystkim opowieść o przełomowych wakacjach w życiu czwórki nastoletnich chłopców – Darka, Kacpra, Grześka i Józka, którzy stoją u progu dorosłości. Jest lipiec – lato w pełni. Żaden z nich nie przypuszczał, że wieczorne przygody z dreszczykiem, które i tak były mocno emocjonujące, przerwie coś, co dostarczy im jeszcze więcej adrenaliny i wrażeń – nie zawsze jednak pozytywnych. 6 lipca 1997 r. zaczął podnosić się znacząco i błyskawicznie poziom wody w rzece, czego skutkiem okazała się niszczycielska powódź. Te wakacje dały chłopakom coś zupełnie innego niż luz i beztroska – otrzymali przyspieszony kurs dojrzewania. Czy zakończy się on pozytywie zdanym „egzaminem”?

„Topiel” to powieść bardzo zaskakująca. Początkowa „przygodówka” ewoluuje i zmienia się w sensację i kryminał, a emocje towarzyszące czytaniu znam raczej z lektury thrillerów! Nie chcę zdradzać fabuły, by nie pozbawić przyszłych czytelników przyjemności jej odkrywania, ale pojawienie się w takich okolicznościach , było ostatnim czego się spodziewałam.

I chociaż autor twierdzi, że to nie miała być oparta na faktach książka historyczna, to nie mogę pozbyć się wrażenia, że jest to – obok sensacji osadzonej w zalanych Głuchołazach – także relacja z tamtych trudnych dni. Opisy skutków niszczycielskiego żywiołu oraz solidarnej walki mieszkańców z nim sprawiają, że czytelnik ma dokładny wgląd w realia towarzyszące powodzi stulecia tuż przy granicy polsko-czeskiej.

Poza wszystkim, miło było cofnąć się w czasie i wrócić wspomnieniami do realiów lat 90-tych. Będzie to z pewnością plus dla czytelników-rówieśników autora. Lubię, kiedy pisarze w swoich książkach tak wiernie opisują także tło historyczne i taką zwykłą codzienność bohaterów. Fabuła zyskuje wtedy na realności.

Polecam przede wszystkim jako „dokument” tamtego zdarzenia, by móc skonfrontować go z bieżącymi zdarzeniami. Miłośnicy trzymającej w napięciu prozy również będą zadowoleni. Ćwieka dołączam do listy autorów, którym warto się przyjrzeć.

wtorek, 15 października 2024

„Nigdy się nie poddam” – Barbara Wysoczańska


Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2024-10-09
Liczba stron:  512
ISBN:   9788383577548

Proza Barbary Wysoczańskiej to zdecydowanie to, co mnie relaksuje i trafia w mój gust. Zajmujące opowieści, lekki styl, oparte na faktach tło historyczne i – dodatkowo – realia moich rodzinnych stron. Tym razem czytelnicy będą mogli odwiedzić winnice w okolicach Grünbergu in Schlessien przed niemal stu laty i poznać sporo ciekawostek na temat produkcji wina. Ponieważ to jednak (mimo wszystko wg mnie) literatura kobieca (o kobietach, dla kobiet i pisana przez kobietę) więc nie obędzie się bez wątków miłosnych. Romans historyczny? To w żadnym wypadku nie jest określenie pejoratywne!
 
Fabuła powieści „Nigdy się nie poddam” rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych – obecnie oraz w latach 30-tych XX wieku – które łączy miejsce: malowniczy dworek i winnica koło Zielonej Góry. Główna bohaterka Alicja, po tragicznych wydarzeniach poczuła ogromną potrzebę zmiany. Kupiła więc zabytkową posiadłość w zacisznym miejscu, z dala od zgiełku metropolii, do którego przywykła. Jej nowa nieruchomość oczarowała ją od pierwszej chwili, więc zapragnęła dowiedzieć się, kto mieszkał tam przed nią. Tajemnicza skrzyneczka odkryta podczas prac remontowych była początkiem drogi, a ta kończyła się w Monachium, gdzie poznała historię Gretel Vogel – dziewczyny produkującej wino w jej nieruchomości tuż przed drugą wojną światową. Alicja zdawała sobie sprawę, że podróż jaką odbyła będzie znacząca, ale nawet przez chwilę nie podejrzewała, jak bardzo zmieni się jej życie.
 
Gdybym miała wybierać, która część książki jest bardziej intrygująca, to chyba skłoniłabym się jednak do historii z przeszłości. Jedna kobieta i dwóch braci uwikłanych w trudne relacje, którym zarówno realia jak i obyczaje niczego nie ułatwiają ani przez chwilę, mimo to zakończenie jest pozytywne. Jednak skłamałabym, że nie ciekawią mnie dalsze losy Alicji, a te mają potencjał – przynajmniej na kontynuację „Nigdy się nie poddam”. Otwarte zakończenie powieści ma jednak potencjał, pozostawia otwarte wrota dla fantazji czytelników.
 
„Nigdy się nie poddam” to obecnie chyba moja ulubiona powieść Barbary Wysoczańskiej. Uwielbiam ją za chwytającą za serce historię obu mieszkanek dworku przy winnicy. Fakty dotyczące historii, topografii, realiów Grünbergu sprzed wieku są niesamowicie interesujące i plastyczne, co pozwala wniknąć w dawne miejsca i stać się niemal uczestnikiem wydarzeń. Konkrety dotyczące życia i pracy na winnicy intrygują nawet tych, którzy nigdy nie byli miłośnikami wina. Do tego sposób w jaki przeszłość przenika teraźniejszość, dodaje całej książce zaskakująco nęcącej i wabiącej liryczności. Poszukiwanie własnego miejsca na ziemi i życie w zgodzie ze swoim wewnętrznym ja było ważne dla obu pań. Ich podejście do życia może motywować i zachęcać do zmian, które zapewnią spokój ducha i taką „zwykłą” codzienną błogość i entuzjazm.
 
Jedyne, co mogę zarzucić tej książce albo autorce, to fakt, że poszczególne wątki mogłyby być bardziej rozbudowane – tak, by czytelnik mógł bardziej dogłębnie wniknąć w życie bohaterów powieści, gdyż obecnie czuję jednak pewien niedosyt. Powiedzmy, że przynajmniej około 800-stronnicowa książka mogłaby prawdopodobnie zaspokoić moje „wymagania”. Opcjonalnie, rozbudowanie powieści do 3-tomowej sagi również brałabym pod uwagę.
 
Reasumując: polecam nowym czytelnikom, gdyż wiernych fanów prozy Barbary Wysoczańskiej z pewnością nie trzeba zachęcać do sięgnięcia po tę powieść. Książka jest idealnym wyborem dla miłośników Ziemi Lubuskiej, wina oraz historii. Świetnie sprawdzi się jako prezent.

niedziela, 6 października 2024

„Odlecieć jak najdalej” – Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2024-05-14
Liczba stron: 352
ISBN:  9788383381893

Jestem dość mocno zdziwiona ostatnią powieścią Ałbeny Grabowskiej. Szczerze powiedziawszy, podczas czytania odniosłam wrażenie, że autorką jest zupełnie ktoś inny. Całkowicie inny styl, narracja, bohaterowie, ich język, sama konstrukcja książki, klimat. Owszem, fajnie gdy autor zaskakuje, jednak zastanawia mnie, dlaczego ta powieść jest tak bardzo inna. Niestety, podczas czytania brak było tej lekkości, tym razem kolejne strony nie znikały w oka mgnieniu – wręcz trzeba było brnąć przez kolejne rozdziały.

Warszawa lata 60-te. Główną bohaterką książki jest nastolatka – Aleksandra, która mieszka tylko z babcią, ponieważ jej mama – ze względu na traumatyczne wydarzenia związane z powstaniem warszawskim – przebywa w Tworkach. Ojciec zginął tragicznie tuż po wojnie. Dziewczyna przygotowuje się do matury, ma plany i marzenia – czasem dość naiwne, jak to w tym wieku. Ponieważ sytuacja jest dość ciężka, zarówno Ola jak i babcia dorabiają sobie szyjąc i przerabiając stroje. Żyją dniem codziennym. Dziewczyna przeżywa w końcu pierwszą wielką miłość, a zarazem rozczarowanie. I cały czas marzy – marzy by wyrwać się z tego kraju, by wyjechać za granicę. Żadna z kobiet nie zdaje sobie sprawy, że są obserwowane przez tajnego współpracownika Czyżyka. Komu i dlaczego donosi ta „życzliwa” z najbliższego otoczenia?

Wielką zaletą książki jest bez wątpienia tematyka – bardziej współczesna niż tak bardzo popularne lata drugiej wojny światowej, które to – przynajmniej mi – trochę się już „oczytały”. Dobrze iść o „krok” dalej. Czasy powojenne – jak każdy okres – posiadają potencjał, jednak ciągle niewykorzystany przez współczesnych autorów. Tym razem Grabowska opisuje lata 60-te. Przybliża czytelnikowi realia tamtych lat – zwykłą, szarą i ciężką codzienność. Społeczeństwo, które za plecami nadal odczuwa tragizm powstania, musi zmagać się z nowym porządkiem. Ten trud i znój jest bardzo dobrze wyczuwalny w trakcie lektury. Natomiast fragmenty dotyczące donosów TW Czyżyka uświadamiają, w jakim napięciu żyli wówczas ludzie. Praktycznie, nikt nie mógł czuć się całkiem swobodny – nawet w domu, bo przecież nawet „ściany mają uszy”. Potworne i frustrujące doświadczenia.

Bardzo wielkim zaskoczeniem okazały się tym razem postaci. Zdarzyło mi się to pierwszy raz, ale żaden z bohaterów nie budził mojej jednoznacznej sympatii. Owszem, posiadali oni również pozytywne cechy, jednak antypatyczne zdecydowanie je przysłaniały. I tak mamy: pracowitą, chociaż zarozumiałą Aleksandrę; poczciwą, chociaż stetryczałą i patrzącą wybiórczo babkę; Janka – niby chłopaka idealnego, który jednak okazuje się być wygodnym i chętnie korzystającym z protekcji cwaniaczkiem; jego nowobogacką i wręcz prymitywną matkę, która nie sięga dalej niż czubek własnego nosa – no może jeszcze nosa swojego syneczka. Każda z postaci (nawet te drugoplanowe czy epizodyczne) posiada całą gamę cech negatywnych. Pierwszy raz nie byłam w stanie kibicować bohaterom i trzymać za nich kciuki. Dość męczące odczucie.

Jeśli chodzi o fabułę, to owszem, autorka miała ciekawy pomysł. Historia rodziny Oli i tym samym jej jest intrygująca. Jednak sama realizacja jakby autorce tym razem nie wyszła. Język, którym mówili bohaterowie nękał i dręczył. To nie było przyjemne czytanie, tak jak zawsze w przypadku książek Grabowskiej. Zatracenie się w historii było wręcz niemożliwe. Jednocześnie fabuła opisana dość pobieżnie, trochę po łebkach – na zasadzie dość rzeczowej relacji.

Zakończenie otwarte – czytelnik może je sobie zinterpretować jak chce. Ten zabieg daje możliwości kontynuacji, jednak mam nadzieję, że autorka nie skorzysta z tego i da sobie spokój z tego typu „nowościami”. Ze względu na tło historyczne i inne niż zawsze realia polecam, ale radzę uzbroić się w cierpliwość i zacisnąć zęby. Niemniej jednak nie żałuję lektury, bo jest to przynajmniej „JAKAŚ” książka i wywołuje emocje, a że raczej negatywne to już insza inszość.

czwartek, 29 sierpnia 2024

„Jak u Barei, czyli kto to powiedział” - Rafał Dajbor

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Seria: Seria Biograficzna [Krytyka Polityczna]
Data wydania: 2019-05-10
Liczba stron: 336
ISBN: 9788366232242

Wydawać by się mogło, że ta książka to strzał w dziesiątkę w przypadku takiego miłośnika twórczości Mistrza Barei jak ja. Tym bardziej, że na moim koncie jest już kilka pozycji sritce o reżyserze i jego filmach. Przyznam, że spodziewałam się czegoś innego po tym zbiorze – niestety, chwilami był dość nużący i niewiele nowego dowiedziałam się o kultowych komediach.

Książka składa się z 9 rozdziałów. Każdy z ośmiu pierwszych dotyczy konkretnych „aktorów Barei”, a ostatni poświęcony jest kilku artystom, którzy również zapadli widzom w pamięć, jednak o których nie ma zbyt wielu informacji w archiwach. Zatem autor nie był wstanie opisać ich życia w „typowej długości” – około 30-stronnicowym rozdziale.

Schemat poszczególnych rozdziałów jest taki sam. Punktem wyjścia jest opis sceny filmowej z kultowym tekstem, który przeszedł do historii kina i który zna chyba każdy widz. Często teksty te żyją już swoim życiem i powtarzane są w przeróżnych sytuacjach – w życiu codziennym, w telewizji, na łamach książek. Następnie, opisywana jest biografia aktorów, czasem cytowane są wypowiedzi na ich temat ludzi ze środowiska. Pomiędzy tymi wywodami (przy odrobinie szczęścia) można wyłapać jakieś perełki – ciekawostki, dotąd nieznane z innych źródeł. Niestety, w moim przypadku tych nowych informacji było bardzo mało. Pomijam oczywiście same biografie aktorów. Jednak sposób opisywania ich życia był dość monotonny – suche encyklopedyczne fakty. Czasem tylko uzupełnione anegdotami.

Czy polecam tę książkę miłośnikom Barei? Raczej jest to książka dla miłośników kina ogólnie. Aktorzy, którzy opisani są w tym zbiorze nie należą raczej do popularnych artystów. Kojarzeni są przeważnie z tej jednej konkretnej sceny z „Misia”, „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” lub „Bruneta wieczorową porą” – gdyż autor ograniczył się do kultowych tekstów z tych trzech komedii. Zatem, jeśli interesują kogoś sylwetki mniej znanych, aczkolwiek charakterystycznych postaci, wybór będzie odpowiedni. Przede mną jeszcze druga część serii – poświęcona rolom damskim. Mam nadzieję, że będzie różniła się od tego tomu in plus.

piątek, 23 sierpnia 2024

„W świetle latarni” – Zofia Mąkosa

Wydawnictwo: Książnica
Cykl: Pomiędzy (tom 1)
Data wydania: 2024-07-03
Liczba stron: 352
ISBN: 9788327167194


Kolejna książka lubuskiej autorki, traktująca o moim regionie, za mną. Ponownie jest to część trylogii, tym bardziej cieszy fakt, że wkrótce powrócimy do bohaterów opowieści i będziemy mogli znowu podglądać ich perypetie. Dla niektórych czytelników będą to z pewnością losy zbliżone do historii rodzinnych, opowiadanych z pokolenia na pokolenie. W najnowszym cyklu pt. „Pomiędzy” Zofia Mąkosa poszła kawałek dalej i postanowiła odkryć nowe dla siebie tereny, czyli Trzciel i jego okolice oraz Poznań. Historia dotyczy również okresu, który jeszcze nie jest tak chętnie opisywany w literaturze współczesnej jak druga Wojna Światowa, a mianowicie – przemiany po Wielkiej Wojnie, dotyczące głównie wytyczania nowych granic i tego co się z tym wiązało bezpośrednio dla mieszkańców terenów przygranicznych.

Czytając „W świetle latarni” odniosłam wrażenie, że autorka zmieniła trochę koncepcję swoich książek. Dużo bardziej rozwinięte jest tło powieści, opisujące wnikliwie wydarzenia historyczne, przemiany społeczne i realia panujące w dawnych czasach. Jest to w pewnym sensie zrozumiałe, szczególnie biorąc pod uwagę jaki zawód wykonywała Zofia Mąkosa. Ubolewam jednak, że warstwa fabularna zeszła na dalszy plan. Oczywiście, książka opisuje perypetie bohaterów związanych z Trzcielem, jednak dość ogólnie i jakby z doskoku.

Głównymi bohaterkami książki są kobiety. Jedną z nich jest Joanna – młoda wdowa, która w dzieciństwie została sierotą i wakacje spędzała przy obcej rodzinie w Trzcielu, gdzie za wakacyjny wikt i opierunek pomagała w gospodarstwie. Po latach spędzonych w Poznaniu przy mężu, nadarza się okazja, by ponownie spotkać się ze swoją przyszywaną rodziną – jedyną rodziną jaką zna. Tam okazuje się, że ciocia zmarła kilka lat temu przy porodzie najmłodszej córki, a domem zajmuje się starsza – Weronika. Między kobietą a nastolatką dość szybko nawiązuje się nić sympatii i porozumienia. Ciekawe jak rozwiną się ich losy w drugim tomie.

Z pewnością, gdyby w czasie szkolnym istniały podobne książki lub nauczyciele w szkole opowiadaliby tak zajmująco jak autorka, to w niejednym młodym człowieku rozbudzono by zamiłowanie do historii, tak często jednak nużącej i wypełnionej suchymi faktami. Niestety, sama należę do osób, które niezbyt miło wspominają te lekcje w szkole. Zofia Mąkosa niezwykle interesująco i przystępnie opisuje dawne czasy. Jej proza wypełniona jest ciekawostkami i faktami historycznymi. Nie omija nie tylko przemian gospodarczo-historycznych ale i bardzo wiernie oddaje realia tamtych lat. Codzienność, jaka wyłania się z kart jej książki sprawia, że czytelnik ma wrażenie jakby sam uczestniczył w tych wydarzeniach lub był ich bezpośrednim świadkiem. To wszystko jednak sprawia, że książka bardzo mocno przypomina reportaż historyczny, a nie beletrystykę z historią w tle.

Mimo to nie zmienia to faktu, że „W świetle latarni” czyta się bardzo dobrze. Fabuła wciąga, ciekawość zostaje rozbudzona, zachęcając czytelnika do kolejnych części serii. Myślę, że warto byłoby rozpropagować powieści Zofii Mąkosy również wśród młodszego pokolenia, chociażby żeby pokazać, iż historia może być – kolokwialnie mówiąc – fajna. Na spotkaniach autorskich zdecydowanie dominuje pokolenie seniorów, chociaż wg mnie autorka kieruje swoje książki do wszystkich grup wiekowych. Polecam. Nieprzecenione źródło informacji na temat Trzciela i okolic przygranicznych z czasów po pierwszej wojnie światowej.

czwartek, 15 sierpnia 2024

„Szczęśliwy pech” – Iwona Banach

Wydawnictwo: Dragon
Data wydania: 2024-06-20
Liczba stron: 320
ISBN: 9788382744088

Oto i kolejna książka przeczytana przeze mnie w ramach akcji recenzenckiej organizowanej przez wydawnictwo „Dragon”, a zarazem trzecia autorstwa Iwony Banach. Nie ukrywam, że z każdą kolejną książką proza autorki coraz bardziej mi się podoba i coraz mocniej mnie bawi. Mogę stwierdzić z pełną odpowiedzialnością, że autorka świetnie odnalazła się w gatunku jakim jest komedia kryminalna. Wyraźnie zauważalny jest też progres w warsztacie literackim, co zawsze cieszy czytelników.

„Szczęśliwy pech” to zabawna opowieść z dreszczykiem (lub/i dreszczami powodowanymi przez śmiech), której główną bohaterką jest Reginalda Kozłowska – początkująca i bardzo pechowa pisarka z ogromną fantazją i rozmachem. Jej drugie imię, nadane jej przez otocznie, to kataklizm – lub ewentualnie totalny kataklizm. Jedno jest pewne – z nią nigdy nie jest nudno! Przekona się o tym bardzo szybko gospodarz, u którego w zacisznej okolicy wynajęła pokój, by móc w spokoju skończyć pisać swoją drugą powieść. Miedzy Regi i Rafałem iskrzy od pierwszej sekundy. Powiedzenie, że kto się czubi, ten się lubi ma tu stuprocentowe potwierdzenie. A mężczyźnie nie będzie przeszkadzać nawet fakt, że nie tylko wywróciła jego życie i dom do góry nogami, ale prawie go zburzyła – oczywiście w słusznej sprawie! – gdyż w końcu zaczął czuć, że żyje.

Komedia kryminalna, więc oczywiście nie obędzie się bez specyficznej afery kryminalnej, której początek niespodziewanie zbiegł się z pojawieniem Regi we wsi, która zawsze pojawiała się w miejscu, gdzie zdarzyła się jakaś tragedia lub wypadek – względnie „niezamierzone nieporozumienie”. Jest w tym wszystkim tak urocza, że nie sposób złościć się na nią dłużej niż 5 minut.

Komedia kryminalna – komedia pomyłek – komedia romantyczna – wspólny mianownik: bardzo dużo humoru, zabawnych sytuacji i dowcipnych dialogów. Świetna rozrywka – książka przy której można odreagować. Lekka, przyjemna i zabawna. Miło spędzony czas. Jestem ciekawa czy duet Regi i Rafał pojawi się jeszcze kiedyś w innej powieści Iwony Banach.

poniedziałek, 8 lipca 2024

„Jej ostatnia prośba” – Krzysztof Koziołek

Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Data wydania: 2024-06-27
Liczba stron: 332
ISBN:  9788396487292

Lubię kiedy autorzy eksperymentują z gatunkami i tematami. Kiedy nie trzymają się bezpiecznie obranego przez siebie nurtu. Gdy zaskakują swoich czytelników i na kartach książek serwują im coraz to nowe niespodzianki. Tak było tym razem, gdyż „Jej ostatnia prośba” to pierwsza powieść obyczajowa w dorobku najbardziej znanego zielonogórskiego „kryminalisty”, który zdecydował się poruszyć dość trudny temat, jakim jest adopcja.
 
Andrzeja Trzebę poznajemy w przełomowym (kolejnym zresztą) momencie jego życia – podczas pogrzebu żony, która zginęła w wypadku samochodowym. Kamilę zobaczył po raz pierwszy w swoich ukochanych Karkonoszach, dokładniej przy Śnieżnych Kotłach. Gdyby nie zareagował tak szybko, spadłaby w przepaść. Takie okoliczności połączyły ich na zawsze. To była miłość jego życia. Dziś nie może uwierzyć w to, co się stało. Stojąc nad otwartym grobem, nie jest w stanie pożegnać Kamili na zawsze. Stoi jak sparaliżowany. Z tego dziwnego odrętwienia budzi go dzwonek telefonu. To dom dziecka dopytuje się, kiedy odbiorą Januszka. Adopcja jest już prawie dopięta na ostatni guzik. Pozostała jedna formalność. Formalność, gdyby sytuacja była taka jak wczoraj. Dziś Andrzej staje przed ogromnym dylematem: odebrać Januszka, tak jak obiecał umierającej żonie, czy przyznać się przed urzędnikami, że Kamila nie żyje i tym samym skazać malca na dom dziecka. Chociaż to szaleństwo, jedzie po chłopca.
 
Fabuła powieści toczy się dwutorowo. Naprzemiennie poznajemy kolejne etapy znajomości Andrzeja i Kamili – od spotkana w Śnieżnych Kotłach, do pożegnania w szpitalu oraz aktualne wydarzenia, które rozpoczynają się od pogrzebu kobiety. Teraźniejszość trzyma w napięciu, przeszłość zaskakuje, rzucając co chwilę inne światło na bieżące wydarzenia. Obie części uzupełniają się i tworzą spójną całość. Chociaż to nie kryminał, to napięcie sięga zenitu, a serce bije mocniej przy każdym zwrocie akcji.
 
Adopcja nie jest zbyt popularnym materiałem na powieść obyczajową, jednak Krzysztof Koziołek stworzył na kanwie tego problemu społecznego bardzo interesującą i znaczącą opowieść. Jestem pewna, że część czytelników zdecyduje się pogłębić swoją wiedzę po lekturze „Jej ostatniej prośby”, innych przynajmniej skłoni do dłuższej refleksji. Kto wie, być może skutkować ona będzie jakimś bardziej konkretnym działaniem.
 
Ponieważ autor – jak zawsze – pracę nad książką poparł bardzo wnikliwym reaserchem, czytelnik – niejako między wierszami – znajdzie wiele konkretów i regulacji prawnych na temat adopcji. Wątpię np. by „przeciętny” czytelnik był świadom faktu, iż formalnie nie istnieją żądne przepisy uniemożliwiające adopcję samotnemu rodzicowi – bez względu na jego płeć. W praktyce – wiadomo – można spodziewać się wielu przeszkód, by jednak do tego nie doszło. Mimo to uważam, że tylko od sprytu, wiedzy i determinacji takiego singla chcącego stworzyć dom maluchowi po przejściach, zależy czy mu się powiedzie. Co ciekawe (łamane na „zaskakujące” bądź „szokujące”) jeszcze nie miała miejsca taka sprawa. Krzysztof Koziołek opisuje sytuację bezprecedensową. Miłośnikom jego literatury jest powszechnie znane, że autor nieraz antycypował i „przepowiadał” zdarzenia z dalszej lub bliższej przyszłości. Nie wiem, czy większe zdumienie powodował ten fakt jeszcze podczas czytania powieści, czy wtedy, gdy jego słowa znajdowały odzwierciedlenie w rzeczywistości.  
 
„Jej ostatnia prośba” to literatura zaangażowana, wskazująca na konkretny problem społeczny jakim jest nie tylko adopcja, ale i niemożność posiadania potomstwa (z takich czy innych względów), co jest osobistą tragedią dla wielu osób. Autor bardzo wnikliwie opisuje dramat takich rodziców oraz różne sposoby, by zmienić niepożądany stan rzeczy. Z drugiej strony, możemy zobaczyć jak dramatyczną jest sytuacja wychowanków domów dziecka. Chociaż, na szczęście, nie znajdziemy w tej książce drastycznych przykładów prześladowania ich zarówno przez starszych „kolegów”, jak i nieodpowiedzialną kadrę, których sporo w literaturze faktu. Mimo to, samo przebywanie w takim miejscu z dala od kochającej rodziny, odciska piętno na zdrowiu psychicznym małych dzieci. Często tych negatywnych skutków nie można naprawić, a droga do w miarę normalnego funkcjonowania jest długa, żmudna i kręta. Obie strony – rodzic adopcyjny oraz adoptowane dziecko – muszą wykazać się ogromnym zaufaniem, cierpliwością i determinacją, by stworzyć prawdziwą rodzinę, zapominając o dramatach przeszłości. I właśnie taką więź, która zaczyna się tworzyć między bohaterami książki opisuje Krzysztof Koziołek. Ukazanie psychiki zaniedbanego dziecka ale i mężczyzny po przejściach jest zobrazowane niezwykle trafnie i dogłębnie. Emocjonujące opisy niejednokrotnie wzruszają i chwytają za serce. Jak na autora kryminałów i thrillerów, zadanie wykonane wzorowo. Zaryzykuję stwierdzenie, że może wystarczy być „po prostu” dobrym pisarzem, by osiągnąć taki efekt.
 
Bardzo dobra powieść. Wartościowa, wzruszająca, emocjonująca, refleksyjna historia, którą warto poznać, mimo iż niejeden raz pojawi się także złość i irytacja – szczególnie przy fragmentach dotyczących systemu zarządzania  i złośliwych urzędników. Na szczęście, jeśli chodzi o bohaterów, autor zachował balans i można dostrzec także ich pozytywne strony oraz sprytne sposoby na tą całą machinę biurokracji, co summa summarum mimo wszystko nastraja optymistycznie.
Panie Krzysztofie, poproszę więcej tych książkowych niespodzianek – z zastrzeżeniem: MIŁYCH. Bo otwarte zakończenie, to coś dokładnie odwrotnego. Chyba, że możemy liczyć na drugą część opisującą dalsze losy Trzeby i syna? To by było coś! To KIEDY? ;)

poniedziałek, 1 lipca 2024

„Ropuszki” – Aneta Jadowska

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Seria: Imaginatio [SQN]
Data wydania: 2021-03-21
Data 1. wyd. pol.: 2015-09-18
Liczba stron: 764
ISBN: 9788382102000

O „Ropuszkach” słyszałam już dość dawno temu, ale przez pewien czas był problem z nabyciem tej książki. Pojawienie się jej w księgarni w równym stopniu zaskoczyło mnie, co ucieszyło, gdyż to – póki co – ostatni zbiór opowiadań Anety Jadowskiej, którego nie miałam okazji przeczytać. Narazie nie odważyłam się na „pełnowymiarową” powieść z głównego nurtu autorki. Natomiast jej fantastyczne opowiadania trafiły w mój gust idealnie. Dają mi sporą dawkę rozrywki, śmiechu i w pewnym sensie takiego fajnego powrotu do dzieciństwa – do bajek, baśni, fantastycznych bohaterów i ich niesamowitych przygód. Oczywiście, opowiadania adresowane są do dorosłych czytelników, na co składa się wiele elementów, ale to pozostawiam do samodzielnego odkrycia tym, którzy lubią, mają ochotę, ale się wahają lub po prostu są otwarci na inną – nieprzeciętną literaturę.

„Ropuszki” to zbiór ponad dwudziestu opowiadań o bardzo zróżnicowanej długości i tematyce, co powoduje, że z jednej strony każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale z drugiej – nie każda historyjka spodoba się w równym stopniu. Jak chyba każdy czytelnik, mam tu swoich faworytów i złapałam się na tym, że miałabym ochotę przeczytać te opowieści w rozbudowanej formie – czyli jako powieść i pewnie tak samo dobrze bym się przy tej lekturze bawiła. Cóż… może to czas, by jednak skusić się na jakąś powieść Anety Jadowskiej? Tylko że autorka pisze cykle, a jak już rozpocznę jakąś serię, to zazwyczaj kończę. Nie wiem czy to mnie obecnie nie przytłoczy.

I mimo, iż autorka lubuje się w seriach, które z zasady składają się z kilku tomów, to i tak pozostają jej pomysły i wątki, na które brak miejsca właśnie w tych obszernych książkach. Z tego względu m.in. powstają kolejne zbiory opowiadań, które uzupełniają historie głównych bohaterów Anety Jadowskiej, z którymi ciężko się rozstać – tak czytelnikom, jak i samej twórczyni.

To, co łączy wszystkie opowiadania z „Ropuszek”, to sztandarowa postać książek Jadowskiej czyli Dora Wilk. Czy tylko ja mam wrażenie, że ta ruda wiedźma, która była policjantką w Toruniu, a obecnie jest detektywką w magicznym Thronie po sąsiedzku, to alter ego autorki? Czy zmyliła mnie ognista fryzura? Dora Wilk jest wspólnym mianownikiem historyjek, które opisują ją w interakcji z całą rzeszą fantastycznych stworów – wiedźm, wampirów, wilków, czarodziejów i wielu innych, których nazw nie jestem w stanie powtórzyć. Czasem walczą po jednej stronie, czasem po przeciwnych – bez wątpienia jest niezwykle dynamicznie i zaskakująco, co dostarcza sporą dawkę rozrywki i jest świetnym przerywnikiem pomiędzy bardziej poważnymi, wymagającymi lub przytłaczającymi lekturami.

Ciekawe, czy szybciej będę mieć okazję, by sięgnąć po kolejny zbiór opowiadań, czy po kolejną część trylogii usteckiej o Gracjach. Tak czy siak, przeczytam z wielką przyjemnością.


czwartek, 20 czerwca 2024

„Nikt Ci nie uwierzy” – Magda Knedler

Wydawnictwo: MANDO
Data wydania: 2021-02-10
Liczba stron: 384
ISBN: 9788327718549

Z podróży lubię przywozić książki związane z odwiedzanymi miejscami. Dlatego będąc na tegorocznej majówce we Wleniu, zakupiłam powieść „Nikt Ci nie uwierzy” autorstwa Magdy Knedler, opowiadającą o wydarzeniach sprzed ponad 100 lat, które działy się w pałacu, w którym nocowałam. A ponieważ tragedia zdarzyła się 14 lutego 1921 roku określa się ją mianem „krwawych walentynek”. Przyznam, że gdybym znała tę historię przed moją wizytą, pobyt w pałacu mógłby nie być tak relaksujący i błogi. Żałuję tylko, że nie odwiedziłam pokoju, w którym odbył się finał całej opowieści. Mieszkałam na pierwszym piętrze.

Książka „Nikt Ci nie uwierzy” napisana jest w specyficznej formie – nigdy niewysłanej korespondencji między dwiema kuzynkami. Starszą o kilka lat Dörte, która jest właścicielką pałacu w Lähn oraz jej uboższą i młodszą krewną – Ursel. Obie dziewczynki darzą się wzajemnie bardzo dużą sympatią, do tego stopnia, że chcą powierzyć sobie wstydliwe sekrety. To właśnie z opowieści kuzynek czytelnik dowiaduje się jakie tło i genezę miał tragiczny finał krwawych walentynek. Wprawdzie oba monologi to tylko możliwa interpretacja faktów historycznych, jednak są to bardzo prawdopodobne zdarzenia. Czytelnik ma wrażenie, że dokładnie TO odczuwały obie ofiary „zmory”. Knedler pisze tak sugestywnie, że niestety lekturze nie towarzyszą żadne pozytywne odczucia – a jest dokładnie odwrotnie – napięcie, przytłoczenie, złość, żal – naprzemiennie od pierwszej do ostatniej strony.

Chociaż tragedia kuzynek miała miejsce w zupełnie innej epoce, to jest to problem bardzo współczesny i równie dobrze mógłby zdarzyć się w dzisiejszych czasach. Mam tylko nadzieję, że społeczeństwo stanęłoby na wysokości zadania i jakoś zareagowało – tak, by ofiary ostatecznie otrzymały pomoc, a kat poniósł konsekwencje swojego postępowania. Sytuacja kobiet w międzywojniu była nieporównywalnie cięższa niż dziś. Uzależnione od mężczyzn, bez praw do decydowania o sobie. W takiej patowej sytuacji była Dorothea, Ursula, ale i inne bliskie im kobiety. Niestety, nie były w stanie wygrać z silniejszym, bardziej perfidnym, okrutnym i podstępnym mężczyzną.

Historia, którą warto poznać, szczególnie jeśli planuje się pobyt na Dolnym Śląsku w okolicy Wlenia. Chociaż nie jest to łatwa lektura, to warto włożyć trochę wysiłku, by poznać najmroczniejszą zbrodnię początku XX wieku. Tym bardziej, że jest to niesamowicie nieprawdopodobna historia, która zaskakuje niejeden raz. I chociaż autorka jednoznacznie stwierdza, kto jest sprawcą morderstw, to dziennikarze śledczy mają trochę inne zdanie. Pojawiają się pewne nieścisłości, wątpliwości. Być może rzeczywiście „zmora” miał wspólniczkę. Jednak tego już się nie dowiemy na 100%. Zaciekawionym – jeśli po lekturze pojawią się również pewne zawahania – polecam zgłębienie tematu.

niedziela, 9 czerwca 2024

„Ostatnia tajemnica” – Anna Ziobro

Wydawnictwo: Dragon
Data wydania: 2024-02-28
Liczba stron: 320
ISBN: 9788382743883

Regularnie biorę udział w akcjach recenzenckich wydawnictwa „Dragon”. Jest to dla mnie okazja do poznania książek i pisarzy, po których raczej bym nie sięgnęła, szczególnie zważając na zapasy książkowe, które się piętrzą na moim regale. Tym razem ponownie trafiła w moje ręce prawdziwa niespodzianka. Książka autorstwa Anny Ziobro pt.: „Ostatnia tajemnica”. I chociaż dość pospolita okładka nie zachęca, to już po kilku stronach okazało się, że mam w ręku naprawdę dobrą książkę i niesamowicie ciekawi mnie finał całej historii.

Główną bohaterką powieści jest starsza pani – Sabina, która ze względu na swój stan zdrowia oraz sytuację rodzinną postanowiła przenieść się do hospicjum, gdzie będzie mieć zapewnioną stałą pomoc. Zrobiła to w raczej nietypowy sposób, gdyż zamówiła taksówkę i zanim dotarła na miejsce, poprosiła o przejażdżkę po mieście, by jeszcze raz odwiedzić ważne dla niej zakątki. To, ale i sposób zachowania pasażerki, mocno zwróciły uwagę taksówkarza. Sabina zapadła mu w pamięć. Jak wielkie było zdziwienie, gdy po kilku dniach okazało się, że również jego żona, pełniąca we wspomnianym hospicjum wolontariat, również poczuła większą niż zazwyczaj sympatię do nietypowej podopiecznej. W ten sposób rodzina Artura i Elizy stała się dla Sabiny kimś bardzo bliskim, kimś do kogo kobieta tęskniła całe życie, a że tego nie pozostało jej już zbyt wiele, poprosiła ich o ostatnią przysługę, która wiązała się z jej ostatnią tajemnicą.

Fabuła książki opowiada naprzemiennie wydarzenia, które dzieją się na dwóch płaszczyznach czasowych – podczas młodości Sabiny oraz współcześnie, gdy jej życie ze względu na zły stan zdrowia dobiega już końca. Dość długo, bo ponad 30 lat, pewna sprawa nie dawała jej spokoju. To zdarzenie miało ogromny wpływ na stan obecny jej samotnej egzystencji. Ale czasu nie da się cofnąć. Można jednak, jeśli się zdąży, spróbować dojść do prawdy, by odejść w spokoju. W tym celu Sabina musi skontaktować się ze swoją wnuczką, której nigdy nie spotkała i nakłonić ją do spotkania. Zegar tyka.

Nieczęsto sięgam po typowe powieści obyczajowe. Zazwyczaj jest to powieść historyczna albo kryminał czy sensacja. Tym większe okazało się moje zaskoczenie, że taka fabuła również potrafi trzymać w napięciu i intrygować do tego stopnia, że nie chce się odłożyć książki na później. Gdy dodamy do tego bardzo dobry styl autorki, mamy w ręku naprawdę dobry kawałek literatury, z którym przyjemnie można spędzić czas. Z pewnością, z wielką chęcią przeczytam kolejną książkę Anny Ziobro (abstrahując od tego jaką będzie mieć okładkę).

„Ostatnia tajemnica” to opowieść o plątaninie relacji rodzinnych na przestrzeni lat. Także o tym jak bardzo ważna jest rodzina i najbliżsi – nie tylko w trudnych momentach. To powieść, która porusza też bardzo ważny temat, a mianowicie przemijanie oraz kres życia i pozwala się z tym trudnym zagadnieniem chociaż trochę oswoić. To książka o przyjaźni, na którą nigdy nie jest za późno jeśli trafi się na bratnią duszę lub po prostu na dobrego człowieka. Bardzo refleksyjna, ale mimo wszystko optymistyczna opowieść. Polecam tym, którzy jeszcze nie zapoznali się z twórczością Anny Ziobro.