Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: Gracje z Ustki (tom 3)
Data wydania: 2026-03-25
Liczba stron: 448
ISBN: 9788384064504
Ależ miło było ponownie odwiedzić Ustkę i Gracje! Ubolewam, ale wszystko wskazuje, że to ostatnia część cyklu. Chociaż po cichu liczę, że autorka kiedyś wymyśli projekt łączący bohaterki obu usteckich serii. Mogłaby być bomba! Ale wróćmy do Gracji.
Nastała nowa ustecka tradycja czy też reguła, że każda Gracja ma swojego trupa. Tym razem – na co wskazuje już sam tytuł – trupem padł wydawca… Czyj? Zuzy! Wyjątkowa kanalia, więc nikt po nim nie płakał, za to potencjalnych sprawców jest wielu. Analizując przebieg relacji miedzy pisarką a jej wydawcą, wszystko wskazuje na to, że to niestety Zuza miała najlepszy motyw. Gracja nie zamierza jednak siedzieć spokojnie – w domu Niny czy też w areszcie – i czekać, aż policja sama odnajdzie sprawcę. Jak przystało więc na detektywki-amatorki z niemałym już doświadczeniem, zaczynają swój prywatny reaserch. Tym razem z nowym pomocnikiem – Szymkiem. Dlaczego tak chętnie im pomaga? O tym na kartach trzeciego tomu serii.
Książki Jadowskiej są lekkie, błyskotliwe, zabawne i emocjonujące. Świetna rozrywka nie tylko podczas urlopu w Ustce, także tego na kanapie. Nie zapominajmy, że serie usteckie to jednak gatunkowo kryminały, chociaż takie z przymrużeniem oka. Mimo wszystko zagadka jest, a jej rozwiązanie nie jest takie oczywiste jak się wydaje na początku. Zatem, zawiła droga dedukcji i rozwiązywanie zagadki zapewnią całą gamę doznań. Czasem także dreszczyk emocji. Ale spokojnie – epizod miłosny za chwilę rozładuje napięcie.
Bonusem w tej części serii jest rozwiązanie zagadki z pierwszego tomu i odkrycie tożsamości trupa spod schodów, który powitał Ninę w jej nowym domu. Miło, że autorka nie zapomniała o tym wątku. Jednak z drugiej strony tworzy on klamrę i w zasadzie ostatecznie zamyka serię Gracji z Ustki, nad czym ubolewam. Polecam wszystkim miłośnikom twórczości Jadowskiej oraz urlopów nad pięknym, błękitnym Bałtykiem.
Blog Książniczki
Subiektywnie i rzeczowo o moich lekturach.
niedziela, 26 lipca 2026
„Zagadka martwego wydawcy” – Aneta Jadowska
sobota, 20 czerwca 2026
„W korzeniach wierzb” – Agnieszka Kuchmister
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 2023-04-12
Liczba stron: 320
ISBN: 9788327163561
Do zakupu tej książki zachęcił mnie bardzo intrygujący opis na portalu książkowym. Był on na tyle zachęcający, że postanowiłam zrobić wyjątek dla nowej autorki i to mimo pokaźnej kolejki książek z „pierwszego wyboru” do przeczytania. Niestety, oczekiwania minęły się z rzeczywistością.
„W korzeniach wierzb” opowiada historię rodziny, która po drugiej wojnie światowej została przesiedlona ze wschodu na Dolny Śląsk. Rodzice i dwie córki musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Na pewno dla nikogo nie był to łatwy czas – ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Jednakowoż, chyba najlepiej poradziła sobie z tą sytuacją najmłodsza dziewczynka – Lala. I chociaż ojciec uciekał w alkohol, matkę za dnia i w nocy nawiedzały okropne sny przez które postradała zmysły, a starsza siostra dosłownie uciekła ze Złej Wsi do miasta, to Lala potrafiła znaleźć tam jakoś swoje miejsce. Mimo, iż nie zawsze „wygodne”, to jednak jej. Bliskość natury, tajemnice, które kryły się w sąsiednich, przepastnych lasach, wreszcie ogromna wyobraźnia dziewczynki, nadały rytm jej nowej egzystencji.
Opis zachęcał historią opartą na faktach z elementami metafizyki i realizmu fantastycznego. Pomyślałam, że może to być ciekawa mieszanka. Niestety, proporcje i natężenie elementów nie bardzo ze sobą współgrały. Fakty historyczne związane z Dolnym Śląskiem zeszły na bardzo daleki plan. Owszem, czegoś na temat ciemnej strony drugiej wojny światowej można się dowiedzieć, jednak są to bardzo ogólne i raczej powszechnie znane fakty. Metafizyka i fantastyka – pojawiły się owszem, jednak przybrały bardzo pesymistyczny charakter. Fabuła przytłacza, dołuje i męczy. Wszystko jest tam takie ciężkie, siermiężne, naturalistyczne. Egzystencja bohaterów to codzienna męczarnia, bez światełka w tunelu. Wpływa to bardzo negatywnie na odbiór powieści.
Dość zaskakującym elementem fabuły jest wątek kryminalny, który opis książki w zasadzie pominął. Codzienność bohaterów „ubarwia” seria morderstw. Przynajmniej pojawiają się jakieś inne emocje, które przełamują monotonię. Chociaż cały czas są one po tej negatywnej stronie. Brak tu pozytywów dla równowagi. Odnoszę wrażenie, że ta seria morderstw dominuje całą historię i to one wysuwają się na pierwszy plan. Czy to źle? Cóż, po prostu nie tego się spodziewałam.
Reasumując, gdybym miała ocenić tę książkę jako całość, to niestety nie wypadłaby ona zbyt dobrze. Dawno się tak nie umęczyłam przy czytaniu, a liczyłam na jakąś oryginalną odskocznię, która zajmie mnie i pochłonie na całego. Nie wiem nawet komu mogłabym polecić tę powieść, więc nie polecam. Niestety, raczej mało prawdopodobne, że w bliższej lub dalszej przyszłości przeczytam inną książkę autorki.
sobota, 9 maja 2026
„Algorytm” – Krzysztof Koziołek
Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
data wydania: 2025-12-05
Liczba stron: 322
ISBN: 9788397530515
Podejrzewam, że większość czytelników sięgnęła po tę książkę ze względu na nazwisko autora, który przyzwyczaił swoich fanów do określonego stylu i jeśli chodzi o gatunki, to raczej do sensacji i kryminałów. Z tego względu nie dziwni dość niska ocena tej powieści. Zresztą, ja również mam problem, by ocenić tę książkę w skali 1-10. Nie ukrywam, że opowieści o nieprawdopodobnej przyszłości, w której technologiczne wynalazki zdominowały rzeczywistość nie są moją bajką. Jednakowoż, lubiąc zaskoczenia i niespodzianki jakie szykują autorzy, po których książki sięgam najchętniej, postanowiłam mimo wszystko przeczytać „Algorytm”.
W (nie)dalekiej przyszłości życie na ziemi staje się coraz trudniejsze – to jakby nic nie powiedzieć. Niewyobrażalna skala zmian klimatycznych powoduje masowe migracje w celu znalezienia choć trochę lepszego miejsca do życia. Ale ponieważ wszystko ma swoje granice – ląd w końcu również. Tych lepszych miejsc zaczęto szukać na innych planetach. I tak lot na Marsa po lepsze życie zdeterminował działania mieszkańców ziemi. Oczywiście nie każdy mógł się tam przenieść.
Dla głównej bohaterki Zoyi Goulden była tylko jedna szansa. Zostać surogatką na Marsie i po wydaniu na świat czwórki potomstwa, które zasili i zróżnicuje społeczność, dostać azyl. Bonusem była możliwość ściągnięcia na czerwoną planetę dwóch osób. Zoya miała jednak tylko brata. Najpierw trzeba był przejść bardzo restrykcyjne testy. Wyjątkowej dziewczynie jednak się udało. Czy Mars okaże się „rajem” dla „ziemian”?
Miłośnicy powieść futurystycznych i SF pewnie byliby zachwyceni fabułą książki. Ja również doceniam pomysłowość autora, która nieraz mnie mocno zaskoczyła. Dla mnie jednak była to wizja zdecydowanie postapokaliptyczna, a takich doznań raczej wolę unikać w literaturze i filmie. Działają dość pesymistycznie, a czytanie ma być przyjemnością.
Oczywiście najbardziej zaciekawił mnie wątek głównej bohaterki, której mocno kibicowałam. Czyli ta najbardziej ludzka z ludzkich część historii. Także ta… powiedzmy – miłosna. Ciekawym było to, jak odnajduje się w tak różnych i skrajnych warunkach. Z kolei czytanie o hybrydach, botach, sztuczniakach i innych wynalazkach, bywało dość irytujące. Potwierdziłam swoje upodobania czytelnicze w 100%.
Reasumując: miłośnicy SF powinni być ukontentowani „Algorytmem”, gdyż przenikliwa wyobraźnia autora nie zna granic. Ja wolałabym w książce trochę więcej realizmu, elementów organicznych i analogowych. No i zabrakło mi trochę bardziej jednoznacznego zakończenia w odniesieniu do głównych bohaterów, których wątek – dla mnie osobiście – był najciekawszym elementem książki. Najzwyczajniej w świecie chciałabym wiedzieć „co u nich”. To mogłoby dla takich czytelników jak ja, mocno podnieść ocenę całości.
poniedziałek, 13 kwietnia 2026
„Czas zatrzymany” – Maja Lunde
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tytuł oryginału: Lukkertid
Data wydania: 2025-05-21
Liczba stron: 304
ISBN: 9788308085875
Maja Lunde ponownie zaskoczyła oryginalnym pomysłem na fabułę, chociaż odnoszę wrażenie, że zabrakło czasu, chęci, weny… – bo przecież nie umiejętności – na jej realizację i wyszło dość „płasko” i pobieżnie. Jakby autorka chciała w „kilku” słowach streścić kilka wątków. Szkoda, bo przyzwyczaiła mnie – i pewnie całe rzesze czytelników – do zupełnie innego typu powieści.
„Czas zatrzymany” został w pewien zwykły czerwcowy dzień. Nagle, bez uprzedzenia, bez poprzedzających to zjawisko sygnałów. Ludzie po prostu przestali umierać i rodzić się, bo czas się dla nich zatrzymał. Tylko dla nich, wszystko inne np. przyroda żyło nadal swoim normalnym życiem. Co to znaczyło konkretnie? Chorzy – nawet na śmiertelne choroby – przestali odczuwać jakiekolwiek dolegliwości. Seniorzy nie uskarżali się na żadne bóle i mogli normalnie funkcjonować. Kobietom w ciąży płód przestał się rozwijać. Nie organizowano żadnych pogrzebów. Ludzie żyli jakby w zawieszeniu. Początkowe zaskoczenie i radość z czasem zaczęło jednak wszystkich irytować i im ciążyć…
Lubie te dywagacje autorki „co by było, gdyby?”, które tak często można spotkać w jej książkach. Niewiarygodne hipotezy, wyjątkowo kreatywne wizje. Inne, oryginalne, refleksyjne. Jednak o ile kwartet ekologiczny pochłonął mnie bez reszty, tak tym razem miałam wrażenie, że ta odpalona bomba nie wybuchła. Jakby zabrakło punktu kulminacyjnego i zakończenia książki. Gdy do tego dodamy dość pobieżne podejście do postaci i ich indywidualnych historii – tak, jakby tylko wspomniane w książce. Co powodowało, że czytelnik nie miał okazji „zżyć się z nimi” tak jak w innych powieściach Lunde. Czytając je wtedy stawałam się niejako uczestnikiem całej historii. Tym razem byłam obserwatorem – dalekim, stojącym na drugim brzegu.
Ogólnie dość dziwny zabieg literacki. Myślę, że rozczarowujący dla miłośników autorki. Ale cóż – błędy się zdarzają i pewnie wierni fani wybaczą to autorce. Ciekawa jestem kiedy będziemy mogli sięgnąć po kolejną powieść dla dorosłych autorstwa Mai Lunde i jaka ona będzie. Nadal największym sentymentem darzę „Historię pszczół” – to była epicka powieść!
wtorek, 3 marca 2026
„Schronisko, które zostało zapomniane” – Sławek Gortych
Wydawnictwo: W.A.B.
Cykl: Karkonoska seria kryminalna (tom 4)
Data wydania: 2025-06-18
Liczba stron: 416
ISBN: 9788383878720
Niestety, harmonogram zajęć mam dość napięty, więc mogę sobie pozwolić tylko na książkowe wycieczki w okolicę mojej ulubionej Śnieżki. I właśnie wróciłam z „wycieczki” do Karpacza, na którą zabrał mnie Sławek Gortych. Jak zawsze niezapomniane przeżycia i jak zawsze mam ogromną ochotę, by pojechać tam naprawdę i poprzebywać w towarzystwie Ducha Gór – chociaż jeden dzień.
Czwarta część cyklu o karkonoskich schroniskach różni się trochę od poprzednich tomów, gdyż główną rolę odgrywa tu jednak historyczny hotel Sanssouci, znajdujący się w granicach miasta, a nie górskie schronisko. Chociaż te, także są wspominane i w pewnym sensie wykorzystane jako miejsce akcji. Wspomniany hotel poszczycić się może bardzo bogatą lecz wstydliwą przeszłością. Był bowiem siedzibą Ministerstwa Spraw Zagranicznych III Rzeszy, a w książce miejscem zorganizowania konferencji dla dyplomatów, którzy debatowali na temat ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. I właśnie spotkanie 3.04.1944 roku w zaśnieżonym, niezwykle urokliwym i dużo spokojniejszym niż Berlin Karpaczu jest punktem wyjścia do fabuły powieści, która docelowo przeniesie się w czasy współczesne, kiedy to podczas remontu zabytkowego hotelu dojdzie do pewnego odkrycia.
Gdy przypomnimy sobie perypetie Tomka Wilczura z poprzedniej części cyklu, możemy się spodziewać, że ponownie akcja będzie toczyła się dość dramatycznie. Emocjonujące wydarzenia będą łączyć się z kolejnym bohaterem, którego już znamy – czyli z Jackiem Węglorzem, który wplątał się w niemałą aferę. Na szczęście przyjaciele nie zwątpią w jego niewinność i staną na wysokości zadania. Poza tym pojawią się nowe postacie, które sporo – kolokwialnie mówiąc – namieszają w przeszłości dalszej, bliższej i teraźniejszości.
Autor nie tylko opisuje intrygujące historie z dreszczykiem, ale i odkrywa przed czytelnikami wiele historycznych ciekawostek, które są wręcz niewiarygodne i zaskakujące. Cała historia hotelu Sanssouci – zarówno związana z samymi murami jak i z postaciami, które tam bywały na przestrzeni lat, jest tak niesamowita, że ma się ochotę sięgnąć po literaturę faktu, by poznać więcej konkretów. Wprawdzie w posłowiu Autor sporo wyjaśnia, jednak dociekliwi pewnie będą chcieli doczytać co nieco na ten temat. Swoją drogą, ciekawe czy obiekt w końcu zacznie normalnie funkcjonować i w jakiej formie.
Dla miłośników serii o karkonoskich schroniskach dobra wiadomość. Trwają prace nad piątym tomem. A na spotkaniu autorskim Sławek Gortych wspominał, że toczy również rozmowy na temat ekranizacji swojej książki. Ma nawet zamiar zagrać w niej małą rólkę. Ciekawe kim będzie. Jeśli fabuła miałaby się ograniczyć tylko do tej części, widzę go jak Helmuta Langa…
Oczywiście polecam i oczywiście czekam na kontynuację.
poniedziałek, 23 lutego 2026
„Opowieść wigilijna, czyli kolęda prozą” – Charles Dickens, Lisa Aisato
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tytuł oryginału: A Christmas Carol
Data wydania: 2023-11-08
Liczba stron: 152
ISBN: 9788308081983
Obowiązkowa grudniowa lektura dla młodszych i starszych czytelników, by nastroić się przed świętami, a być może i zainspirować. Refleksyjna historia może być impulsem, by inaczej spędzić ten czas. By dostrzec coś, czego się nie widziało lub nie chciało zobaczyć. Zdecydowanie sięgnięcie w grudniu czy też listopadzie jest lepszym pomysłem, niż czytanie jej np. w styczniu lub środku roku.
„Opowieść wigilijna” to chyba najpopularniejsza książka Dickensa, która doczekała się nie tylko licznych ekranizacji ale i wielu wydań, jednak to, które czytałam ostatnio – z ilustracjami Lisy Aisato – jest prawdziwym arcydziełem. Ilustratorka przyzwyczaiła już swoich czytelników i fanów, do bajkowego stylu. Wiedzą oni dokładnie czego można się spodzoewać. Mimo to, każdy nowy obrazek jest zaskakująco urzekający i idealnie przedstawia treść książki. To niesamowite jak na jednej ilustracji uchwycić można opis znajdujący się na wielu stronach. Tę książkę zdecydowanie warto oglądać!
Jest to też idealny prezent dla siebie lubi kogoś bliskiego – bez względu na wiek. Dla miłośnika książek, dla miłośnika klasyki, dla miłośnika malarstwa, dla miłośnika sztuki, dla miłośnika świąt i świętowania i dla miłośnika pięknych rzeczy.
niedziela, 14 grudnia 2025
„Kolaborantka” – Barbara Wysoczańska
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2025-05-21
Liczba stron: 608
ISBN: 9788384022436
Barbara Wysoczańska przechodzi obecnie bardzo produktywny okres twórczy. Niecałe pół roku dzieli wydanie dwóch ostatnich książek, co z pewnością cieszy fanów pisarki. Kolejnej pisarki-historyczki, więc naturalną konsekwencją jej drogi zawodowej jest fakt, iż gatunkiem, w którym czuje się najlepiej jest beletryzowana powieść historyczna. Wysoczańska debiutowała opowieścią z czasów drugiej wojny światowej i ponownie wróciła do tej tematyki, jednak jak zawsze przedstawiła oryginalny i odmienny od wcześniejszych punkt widzenia. I chociaż zdawać by się mogło, że tytuł sporo sugeruje, to tradycyjnie czytelników czekają „niespodzianki”.
Tytułową bohaterką książki jest młoda dziewczyna z dobrego domu o imieniu Stefania, którą poznajemy w momencie, gdy – w poszukiwaniu swojej biologicznej matki – samotnie przyjeżdża do Krakowa. Okazuje się jednak, że wielkie miasto przerasta panienkę z prowincji i ta popada w potężne tarapaty, z których ratuje ją inteligentny i przystojny Adam. W momencie poznania, żadne z nich nie mogło nawet przypuszczać, iż był to moment przełomowy w ich życiu. Gdy po latach spotykają się w zupełnie innych okolicznościach i innym miejscu, mimo iż są zupełnie innymi ludźmi, uczucie odżywa ze spotęgowaną siłą. I tak mogłoby się zacząć jedno z większych romansideł literackich współczesnych czasów. Ale powiedzieć, że byłoby to bardzo niestosowne uogólnienie, to jak nic nie powiedzieć. Wtedy dopiero zaczyna się akcja – wartka, trzymająca w napięciu i pełna zwrotów!
Autorka pisze niezwykle plastycznie i sugestywnie. Niejeden raz czytelnik odnosi wrażenie jakby był w samym środku akcji i współodczuwa dokładnie to, co przeżywają bohaterowie na kartach książki. I tak było też tym razem, ale kilkukrotnie bardziej intensywnie niż dotychczas. Akcja nie tyle intryguje, co trzyma w napięciu i wręcz denerwuje lub stresuje czytelnika. Tym razem nie tylko jest bardziej emocjonująco, ale też te emocje są bardziej skrajne.
Nie możemy zapominać, że europejska historia drugiej wojny światowej odgrywa w tej książce bardzo dużą rolę. I chociaż autorka skupia się głównie na nastrojach panujących w Austrii przed wybuchem wojny oraz później w Krakowie, to powieść przedstawia bardzo dogłębny obraz całego tego tragicznego wydarzenia, szczególnie w odniesieniu do społeczeństwa żydowskiego. Jak podkreślałam wiele razy, wykształcenie i wiedza autorki bardzo wzbogacają fabułę jej książek.
„Kolaborantka” to wyjątkowa powieść o trudnych wyborach, trudnej miłości i trudnych decyzjach w trudnych czasach, które każdorazowo wiążą się z nieprzewidywalnymi konsekwencjami, które trzeba będzie ponieść. To wszystko sprawia jednak, że życie ma zupełnie inny smak i bohaterowie potrafią się nim delektować na całego, nawet gdy są to tylko krótkie momenty. Gorąco polecam.






