Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tytuł oryginału: A Christmas Carol
Data wydania: 2023-11-08
Liczba stron: 152
ISBN: 9788308081983
Obowiązkowa grudniowa lektura dla młodszych i starszych czytelników, by nastroić się przed świętami, a być może i zainspirować. Refleksyjna historia może być impulsem, by inaczej spędzić ten czas. By dostrzec coś, czego się nie widziało lub nie chciało zobaczyć. Zdecydowanie sięgnięcie w grudniu czy też listopadzie jest lepszym pomysłem, niż czytanie jej np. w styczniu lub środku roku.
„Opowieść wigilijna” to chyba najpopularniejsza książka Dickensa, która doczekała się nie tylko licznych ekranizacji ale i wielu wydań, jednak to, które czytałam ostatnio – z ilustracjami Lisy Aisato – jest prawdziwym arcydziełem. Ilustratorka przyzwyczaiła już swoich czytelników i fanów, do bajkowego stylu. Wiedzą oni dokładnie czego można się spodzoewać. Mimo to, każdy nowy obrazek jest zaskakująco urzekający i idealnie przedstawia treść książki. To niesamowite jak na jednej ilustracji uchwycić można opis znajdujący się na wielu stronach. Tę książkę zdecydowanie warto oglądać!
Jest to też idealny prezent dla siebie lubi kogoś bliskiego – bez względu na wiek. Dla miłośnika książek, dla miłośnika klasyki, dla miłośnika malarstwa, dla miłośnika sztuki, dla miłośnika świąt i świętowania i dla miłośnika pięknych rzeczy.
poniedziałek, 23 lutego 2026
„Opowieść wigilijna, czyli kolęda prozą” – Charles Dickens, Lisa Aisato
poniedziałek, 16 października 2023
„Martwe dusze” – Mikołaj Gogol
Wydawnictwo: Świat Książki
Seria: ARCYDZIEŁA LITERATURY
Tytuł oryginału: Мёртвые души
Data wydania: 2023-01-01
Liczba stron: 253
ISBN: 9788382890921
Bardzo lubię klasykę oraz literaturę rosyjską, więc w tym przypadku udało się 2 w 1. Dotychczas najczęściej sięgałam po dzieła Dostojewskiego, Bułhakowa lub też Tołstoja i przyznam, że ten pierwszy najbardziej trafił w mój literacki gust. Z wielką ciekawością wybrałam nowego dla mnie autora i optymistycznie zaczęłam czytanie, dużo sobie po tej książce obiecując. Niestety, coś nie zagrało i nie była to zbyt porywająca lektura, chociaż fabuła miała spory potencjał.
Głównym bohaterem książki jest Paweł Iwanowicz Cziczikow – bliżej nieokreślony obywatel, który przyjeżdża do pewnego bliżej nieokreślonego miasta gubernialnego w celu zakupienia „martwych dusz” chłopów pańszczyźnianych. Brzmi raczej niejednoznacznie. Otóż, Cziczikow chce zakupić te dusze tylko na papierze, co więcej jeśli jeszcze oficjalnie nie wciągnięto ich na listy umarłych. Dla sprzedającego czysty interes, gdyż nie musi już płacić podatków za swoich podwładnych, a dla kupującego? Z pewnością musi przyświecać mu jakiś głębszy sens… I zdradzę tylko, że wszystko jasne będzie w ostatnim rozdziale.
Pomysł na fabułę oceniam bardzo pozytywnie. Zabawna i pełna humoru opowiastka z pointą, przedstawiająca całą gamę ludzkich charakterów, które dają idealny obraz społeczeństwa XIX-wiecznej Rosji. Bo na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się właśnie bardzo zróżnicowani i oryginalni bohaterowie, wzbudzający całą gamę uczuć. Mimo to, realizacja – w moich oczach – dość przeciętna. Niestety, autor nie rozbudził we mnie takiego zaciekawienia, które powoduje, że trudno odłożyć książkę na później. Było dokładnie odwrotnie. Czytałam by skończyć i być może dowiedzieć się co powoduje działaniem Cziczikowa. Jednak akcja, jeśli tak można ją w ogóle określić, posuwała się naprzód bardzo mozolnie. Opowieści poboczne również nie działały na korzyść wątku głównego.
Zaletą prozy Gogola jest z pewnością zupełnie inny bohater, niż ten, do którego przyzwyczaili czytelników Dostojewski czy Tołstoj – nie ma tu ani arystokracji, ani buntowników umęczonych swoim losem. Jest za to sprytny dorobkiewicz, który nie obawia się posunąć do niewielkiego szwindla, by osiągnąć korzyści. Chociażby z tego względu warto sięgnąć po „Martwe dusze”, by mieć właśnie obraz zupełnie innej perspektywy na „sprawy” rosyjskie. Trzeba się jednak uzbroić w odrobinę samozaparcia – odrobinę, gdyż powieść do najdłuższych nie należy. Na szczęście.
sobota, 4 lutego 2023
„Zbrodnia lorda Artura Savile i inne nowele” – Oscar Wilde
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Tytuł oryginału: Lord Arthur Savile's Crime and Other Stories
Data wydania: 2021-07-28
Liczba stron: 160
ISBN: 9788377797266
Ponownie przyszedł czas, by sięgnąć po klasykę – tym razem po angielską w wykonaniu jednego z moich ulubionych klasyków – Oscara Wilda. Ten niewielki zbiór nowel udało mi się upolować podczas ostatniej wizyty w księgarni. Nie będę ukrywać, że tytuł był mi obcy, jednak opis okładkowy zachęcił do kupna.
Tytułowa nowela opowiada dość zabawną historyjkę grozy, w której główny bohater, dla spokoju sumienia, postanawia jak najszybciej wypełnić swoje przeznaczenie, czyli dokonać – tak jak wyczytał z jego ręki chiromanta – morderstwa! Nie jest to jednak takie proste.
Kolejny utwór przedstawia losy „Ducha z Kenterwilu”, do którego sprowadziła się amerykańska rodzina – zdecydowanie nienawykła do obcowania z takimi „osobistościami” – w miejsce do szpiku kości przesiąknięte dość burzliwą i niezmiernie bogatą historią. Nowi sąsiedzi przysparzają duchowi wiele zaskakujących sytuacji, doprowadzając go do skrajności.
„Modelowy milioner” to dość krótkie opowiadanie o tym, jak pewien młodzieniec, dzięki swojemu dobremu uczynkowi, otrzymał wymarzoną nagrodę. Lekkie, a z morałem.
„Sfinks bez sekretu” to z kolei dość tragiczna i bardzo zaskakująca historia miłosna – chociaż przez długość określiłabym ją raczej historyjką. Nie warto dbać o pozory – nic dobrego z tego nie wynika.
„Portret pana W.H.” to utwórz, który trafić może chyba jedynie do miłośników Szekspira. Bohaterowie spierają się, kim jest ten tajemniczy pan W.H. – niezwykle piękny młodzieniec, który trzyma pewną książkę…
Zdecydowana większość utworów trafiła w mój gust i rozbawiła mnie. Autor bardzo zręcznie posługuje się wysmakowanym sarkazmem, chociaż nowele te krążą wokół dość dramatycznych zdarzeń i można by je określić mianem opowieści z dreszczykiem. Wilde czerpie z różnych gatunków, a jednak powstały bardzo spójne utwory, zachwycające zarówno językiem jak i stylem. Wyjątkowo przyjemna lektura dla miłośników literatury klasycznej. Jedynie ostatnia nowela wydaje się dość nużąca – może jednak, jak już wspominałam, znaleźć swoich amatorów. Jako całość szczerze polecam.
niedziela, 15 stycznia 2023
„Opowieści: Białe noce, Cudza żona, Sen wujaszka, Krokodyl” – Fiodor Dostojewski
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Tytuł oryginału: Белые ночи; Чужая жена и муж под кроватью (Происшествие необыкновенное); Дядюшкин сон (Из мордасовских летописей); Крокодил (Необыкновенное событие, или Пассаж в Пассаже)
Data wydania: 2020-09-16
Liczba stron: 304
ISBN: 9788377796474
Literatura piękna jaką uwielbiam się delektować. Klasyka rosyjska, która należy do moich ulubionych gatunków literackich. Autor, którego twórczość chcę poznać kompleksowo i sukcesywnie dążę w tym kierunku. Cztery opowieści Dostojewskiego z poniższego zbioru, to lekka, chociaż bardzo wartościowa rozrywka. Styl pisarza zachwyca mnie niezmiennie.
Każdy z utworów ma nieco odmienny charakter, chociaż łączy je inteligentny dowcip i bardzo spostrzegawcze oko autora, które sprawia, że portrety bohaterów są niczym perełki.
„Białe noce” – romantyczno-sentymentalna opowieść o samotności i potrzebie miłości. Główny bohater regularnie samotnie przemierza ulice Petersburga, znając już niemal każdy budynek niczym dobrego znajomego, którego mu brak. Pewnego razu spotyka wieczorem młodą kobietę.
„Cudza żona” – pełna humoru i dowcipnych dialogów komedia pomyłek. Zazdrosny mąż wszędzie szuka dowodów niewierności żony. Prowadzi go to do zaskakujących sytuacji i miejsc.
„Sen wujaszka” – ironiczna satyra o małomiasteczkowym życiu, gdzie największą rozrywką są plotki, ploteczki i intrygi, a jedna z nich dotyczy aranżowanego małżeństwa między młodą pięknością – córką największej z plotkarek – z podstarzałym i zdziwaczałym księciem.
„Krokodyl” – zdecydowanie najbardziej fantastyczne i dość dowcipne opowiadanie, którego bohater podczas pokazu został połknięty przez krokodyla. Nie robi z tego jednak wielkiej tragedii, przeciwnie – widzi liczne korzyści wynikające z nowego położenia.
Zbiór opowiadań zachwyci zarówno miłośników literatury rosyjskiej i Dostojewskiego, jak i czytelników poszukujących nieco innej – nietypowej – i niezbyt popularnej literatury. Krótkie formy mają tę zaletę, że można zapoznać się z taką twórczością, by zdecydować, czy to coś, w co chcemy się bardziej zagłębić. Przemyślane wątki, interesujące portrety psychologiczne, subtelny język i wysublimowany styl to bezsprzeczne zalety tych utworów.
czwartek, 6 października 2022
„Baśnie dla dzieci i dla domu, tom 1” – Jacob Grimm, Wilhelm Grimm
Wydawnictwo: Media Rodzina
Cykl: Baśnie dla dzieci i dla domu (tom 1)
Tytuł oryginału: Brüder Grimm. Kinder- und Hausmärchen
Data wydania: 2010-01-01
Liczba stron: 496
ISBN: 9788372784834
Jako absolwentka filologii germańskiej, niejako „z zawodu”, lubię sięgać po książki niemieckich autorów. Nie tylko współczesne, ale i po kanon klasyki, który chociażby częściowo został omówiony podczas studiów. Tak było w przypadku baśni braci Grimm. Na zajęciach z literatury czytaliśmy w oryginale tylko kilka utworów – cóż, „taki mamy program”, więc jakiś czas temu postanowiłam, że zapoznam się z całością. W ten sposób trafił w moje ręce pięknie wydany 2-tomowy zbiór 200 baśni Jacoba i Wilhelma Grimm – napisanych ale i zebranych oraz spisanych przez braci np. na podstawie przekazów ustnych.
W tomie pierwszym znajdują się 93 utwory – w większości raczej nieznane ogółowi, jednak są tu również takie „sławy” jak „Jaś i Małgosia”, „Czerwony kapturek”, „Kopciuszek” czy „Śpiąca królewna”. Poza tym, typowo niemieckie baśnie jak „Miejscy muzykanci z Bremy”, „Roszpunka”, „Pani Holle” i spolszczony „Rumpelsztyk”, który dla mnie na zawsze pozostaje Rumpelschtilzchen. Bohaterami tych opowieści – poza księżniczkami, królewiczami, krasnoludkami, braćmi, siostrami, zwierzętami czy prostymi ludźmi jak młynarze i rybacy – są też nietypowe stwory, takie jak kiełbasa, słomka, węgielek i fasolka. Tak więc spodziewać się można sporej różnorodności miejscami bardziej lub mniej udziwnionej.
Baśnie i bajki z zasady powinny być pouczające i zawierać mądrą pointę. Co mnie mocno zdziwiło, to fakt, że nie wszystkie utwory Grimmów takie były. Zdarzało się, że owszem pokazywały naganne zachowanie, ale jednocześnie sprawca nie ponosił żadnych konsekwencji, a co więcej, wychodził z sytuacji obronną ręką. Bywały też i przypadki, kiedy w jednej scenie autor normalnie podchodzi do dość drastycznego czynu, jakim jest zabicie konia, by w kolejnej usprawiedliwić go, gdyż działał w trosce o głodne kruki, które chciał jakoś nakarmić. Gdzie tu logika?
Decydując się na sięgnięcie po baśnie braci Grimm nastawiałam się na przyjemny powrót do dziecięcych lat i bardziej wysublimowane doznania. Spodziewałam się „wniknięcia” do niesamowitych światów owianych nutką tajemniczości i magii. Tymczasem otrzymałam dość rzeczowe, zwięzłe opowiastki, które okazały się być zaledwie bazą do historii mojego dzieciństwa, które były bardzo pięknie opowiedziane. Przyznam, że czytane na studiach w oryginale i fragmentarycznie bajki (jak się okazało najciekawsze) brzmiały dużo lepiej niż polskie tłumaczenie. Na marginesie: poza kilkoma archaicznymi określeniami, które trzeba by sprawdzić w słowniku, bardzo dobrze nadają się również dla początkujących uczniów.
Poza tym dość ubogim opisem literackim, który nie stworzył klimatu, rozczarowująca była również sama fabuła znacznej części baśni. Wątki pojawiające się ni z tego ni z owego, jakby zaczerpnięte z innych bajek i „upchnięte” na siłę – by rozbudować treść. To samo tyczy się także zakończeń, co było dość irytujące. Motyw główny – lekko zmieniony – powtarzał się również w kolejnych utworach, tworząc jakby kolejną wersję jednej historyjki.
Wyobrażenie o baśniach braci Grimm zderzyło się mocno z rzeczywistością i powstał wielki huk. Nie dziwię się również, dlaczego spośród tak wielkiego zbioru, wydawane są rozbudowane wersje zaledwie kilku bajek. I nie mam tu na myśli tego obecnie już znanego okrucieństwa i drastyczności baśni Grimmów. Polecam ciekawskim czytelnikom, którzy chcą się na własne oczy przekonać, jak rzeczywiście wyglądają te słynne baśnie. Przede mną jeszcze tom drugi. Jednak musi minąć trochę czasu, bym mogła się za niego zabrać…
poniedziałek, 29 sierpnia 2022
„Lincoln Highway” - Amor Towles
Wydawnictwo: Znak Literanova
Tytuł oryginału: Lincoln Highway: A Novel
Data wydania: 2022-06-15
Data 1. wydania: 2021-10-05
Liczba stron: 560
ISBN: 9788324083695
Informacja o pojawieniu się na polskim rynku wydawniczym trzeciej powieści autorstwa Amora Towlesa była dla mnie ogromną niespodzianką. Wcześniejsze książki tego autora zrobiły na mnie ogromne wrażenie – szczególnie niepowtarzalny „Dżentelmen z Moskwy” długo pozostał w mojej pamięci. Jak przewidywałam – od „Lincoln Highway” trudno było się oderwać, to jedna z tych książek, dla których zarywa się noce.
Lincoln Highway to autostrada łącząca zachodni kraniec Ameryki ze wschodnim. Jest to też droga, która ma doprowadzić małego Billego ze starszym bratem do ich mamy, która kilka lat temu nagle opuściła rodzinę. Dramatyczne okoliczności sprawiły, że bracia zostali zmuszeni do rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Dlaczego więc nie połączyć dwóch celów i z farmy w Nebrasce nie przenieść się do rozwijającej się słonecznej Kalifornii... Wszystko wskazuje na to, że ich mama przebywa właśnie w San Francisko. Wydaje się, że Emmett zaplanował wszystko bardzo dokładnie. Nie przewidział jednak niespodziewanej wizyty znajomych, która całkowicie pokrzyżuje ich plany. Chłopcy – już w 4 – wyruszą najpierw do Nowego Jorku, gdzie Lincoln Highway ma swój początek.
„Lincoln Highway” to współczesna przygodowa powieść drogi, wzorująca się na klasycznej literaturze amerykańskiej. I chociaż zarówno fabuła, jak i postacie są zdecydowanie nowatorskie, to czytelnik odnosi wrażenie, że to wszystko brzmi bardzo znajomo. Może to kwestia stylu Towlesa, który sprawia, że bohaterowie stają się czytelnikowi bardzo bliscy – może nie tyle się z nimi indetyfikuje, co mimo wszystko rozumie ich rozterki i mocno im kibicuje. Każdy z nich charakteryzuje się swoją osobistą i raczej tragiczną historią, jednak te indywidualne biografie przenikają się i wchodzą w interakcję, tworząc jedną wielką całość.
Monumentalna powieść epicka, która ma szansę wejść do kanonu amerykańskiej klasyki. Powieść poruszająca serca, umysły i dusze. Wzruszająca, inspirująca i pouczająca historia o dorastaniu, marzeniach, przyjaźni i braterskiej miłości. Urzekające są w niej postacie, ich relacje, ich zasady i wybory. To wszystko w bardzo atrakcyjnej scenerii Ameryki połowy XX wieku, która oferuje pisarzowi ogromne pole do popisu. Amor Towles idealnie wykorzystał ten materiał, jak i spuściznę swojego kraju. Póki co, najlepsza powieść jaką przeczytałam w tym roku i jedna z moich naj (!) w ogóle. To, co dodatkowo mnie urzeka w twórczości Towlesa, to fakt, że swoją twórczością potrafi zauroczyć zarówno męskich jak i damskich czytelników – są to bardzo uniwersalne historie. Polecam każdemu, potrafiącemu docenić piękno literatury pięknej.
środa, 30 marca 2022
„Portret Doriana Graya” – Oscar Wilde
Wydawnictwo: Vesper
Seria: Klasyka grozy
Tytuł oryginału: The Picture of Dorian Gray
Data wydania: 2015-11-13
Liczba stron: 276
ISBN: 9788377312209
Przyszedł czas na tak lubianą przeze mnie klasykę i „Portret Doriana Graya” Oscara Wilde’a, na którego zwróciłam uwagę przy okazji czytania jego bajek. Postać autora jest porównywalnie kontrowersyjna do jego najbardziej znanego dzieła. Nie bez znaczenia jest tu fakt, iż to powieść pełna wątków autobiograficznych i ukrytych symboli nawiązujących do życia Wilda. Uważam za niezwykle ciekawe doszukiwanie się w tej książce właśnie tego drugiego dna.
„Portret Doriana Graya”, który namalował Bazyli Hallward to obraz przeklęty. Malarzowi udało się idealnie uchwycić piękno modela, który zafascynował go całą swoją osobą i niemalże całkowicie zawładną jego duszą. W dowód swojego uczucia Bazyli sprezentował obraz chłopakowi, który w złą godzinę wypowiedział swoje życzenie. Chciałby być wiecznie pięknym tak jak jego wizerunek na obrazie, nigdy się nie zestarzeć – tak jak obraz… Nie przypuszczał jakie konsekwencje będą miały te słowa.
Tą powieścią czytelnik się delektuje. Jest napisana w wyjątkowo klimatycznym stylu, oddając mroczny i poetycki charakter epoki. Historia Doriana fascynuje i budzi ogromną ciekawość, a jego kontrowersyjny portret psychologiczny przyciąga i nie pozostawia obojętnym. Zresztą wszystkie trzy główne postacie, czyli poza Dorianem – Bazyli oraz Henryk, są niezwykle zajmujące. A fakt, że wszystkie (chociaż tak różne) posiadają cechy autobiograficzne Wilde’a, podnosi atrakcyjność fabuły. Sam autor podkreślał, że „Portret” zawiera wiele z niego – Bazyli to postać, za którą się uważał; Henryk to ktoś, za kogo uważał go świat; natomiast kimś takim jak Dorian chciałby kiedyś być. Warto zwrócić uwagę na te słowa pisarza podczas czytania powieści.
„Portret Doriana Grauya” to powieść niezwykle oryginalna, odważna i przełomowa, która wywarła ogromny wpływ na życie jej autora. Niestety, niekoniecznie w tym pozytywnym znaczeniu. Zapewne gdyby nie ona, nie musiałby ponosić tak tragicznych konsekwencji swoich życiowych wyborów. „Portret…” to powieść o sztuce, pięknie, kulcie młodości, fascynacji i obsesji. „Portret…” to powieść uniwersalna i niezwykle aktualna, szczególnie obecnie w czasach kultu piękna, kiedy wielu uważa, że to piękno wzbogaca i czyni człowieka lepszym. Warto skonfrontować swoje wyobrażenia z historią Doriana Graya.
Klasyka, którą polecam. Pełna symboli i ukrytych znaczeń, którą warto przeczytać po szczegółowym zapoznaniu się z biografią autora. To książka, która zostanie z czytelnikiem jeszcze długo po przeczytaniu.
niedziela, 12 grudnia 2021
„Opowieść wigilijna” - Charles Dickens
Wydawnictwo: Firma Księgarska Olesiejuk
Tytuł oryginału: A Christmas Carol
Data wydania: 19.11.2019
Liczba stron: 142
ISBN: 9788327494528
Klasyka literatury pięknej, idealna na ten grudniowy czas przed wigilią. Lubię w okresie przed- i poświątecznym sięgać po różne świąteczne pozycje. Może to być powieść romantyczna albo ksiĄżka popularno-naukowa o zwyczajach świątecznych. Nie ma to większego znaczenia. Natomiast aktualność tematu przemawia do mnie i często pozwala lepiej wczuć się w klimat. Teraz zdecydowałam się na zakupioną rok temu „Opowieść wigilijną” Charlesa Dickensa, który jest jednym z moich ulubionych pisarzy.
„Opowieść…” o skąpym i zgorzkniałym Ebenezerze Scroog’u, który w okresie Bożego Narodzenia otrzymuje szansę na zmianę swojego postępowania i co się z tym łączy swojej przyszłości, znana jest raczej każdemu bez względu na wiek. Ale kto tak naprawdę przeczytał oryginał? Uważam, że jest to historia zarówno dla młodszych jak i dorosłych czytelników. Idealnie nadaje się również na wspólne rodzinne czytanie na głos.
Urocza, pouczająca i klimatyczna opowieść z przesłaniem. Moje wydanie uzupełnione jest urokliwymi ilustracjami wykonanymi przez Anę Garcia’ę. Bajkowa, lśniąca i lekko „dmuchana okładka” sprawia, że byłby to idealny prezent gwiazdkowy dla każdego miłośnika książek. Myślę, że nikogo nie trzeba namawiać do sięgnięcia po ten klasyk Dickensa.
sobota, 14 sierpnia 2021
„Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania” – Anton Czechow
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Tytuł oryginału: шутка
Data wydania: 30 czerwca 2018
ISBN: 9788377794838
Liczba stron: 176
Bardzo lubię literaturę rosyjską, więc nie mogłam się oprzeć, kiedy zobaczyłam poniższy zbiór opowiadań Antoniego Czechowa i to w promocyjnej cenie (mimo, iż ciągle czeka cała kolejka książek do przeczytania). Tym bardziej, że nie czytałam jeszcze nic autorstwa Czechowa. Okazja stworzyła się sama, trzeba było ją wykorzystać i muszę przyznać, że była to bardzo dobra decyzja. Autor nosi miano mistrza małych form literackich i rzeczywiście są genialne. Może nie określiłabym tych utworów opowiadaniami, jak w podtytule, bo na takie są za krótkie, ale czyta się je doskonale.
Zbiór pt.: „Żarcik” składa się z 28 miniatur, tzw. obrazków obyczajowych przedstawiających cały przekrój społeczeństwa. Bohaterami Czechowa są urzędnicy, kupcy, ziemianie, chłopi… Mamy więc aptekarzową, fryzjera, aktorkę, dyrektora, sekretarza, policjanta, wojskowych i wiele, wiele innych zapadających w pamięć postaci. Zaskakujące dla mnie było właśnie to, że mimo iż utwory są bardzo krótkie, bo liczą średnio około 5 stron, to bardzo dobrze pamięta się ich treść. Nawet po czasie. I wystarczy, że spojrzy się zaledwie na tytuł, a już przed oczami pojawia się dany bohater i jego perypetie.
W swoich utworach Czechow – bardzo spostrzegawczy i wnikliwy obserwator – w niezwykle celny sposób obnaża ludzkie słabostki i przywary. Robi to w bardzo zwięzły i konkretny sposób, bez zbędnych ozdobników i opisów. Jednak bardzo w punkt. Tu wszystko jest na swoim miejscu, nie czuje się niedosytu – przeciwnie: jest kompletne i całkowite. Historyjki, mimo iż krótkie, niepozbawione są zaskakującej, celnej i dowcipnej lub ironicznej pointy. Niejednokrotnie wywołują uśmiech, czasem zadumę. Nie pozostawiają czytelnika obojętnym.
Ponadczasowe, uniwersalne „satyrki” (bo takie krótkie) na społeczeństwo współczesne Czechowowi, ukazujące całą gamę jego słabostek i śmiesznostek. Prosty i przystępny, ale jednocześnie piękny język, sprawia, że obcowanie z tą literaturą to czysta przyjemność. Bez wątpienia z wielką chęcią sięgnę ponownie po utwory tego wielkiego pisarza.
sobota, 22 maja 2021
„Miasto z mgły” - Carlos Ruiz Zafón
Wydawnictwo: Muza
Tytuł oryginału - La Ciudad de Vapor
Data wydania: 5 maja 2021
ISBN: 9788328716797
Liczba stron: 224
Ostatnia książka to niespodzianka dla miłośników twórczości Zafona, gdyż została wydana po śmierci autora. Ciekawe, czy zaplanowana przez niego, czy stworzona jako pożegnanie, kiedy przeczuwał, że wiele już nie napisze... „Miasto z mgły” to zbiór 11 opowiadań, w których wyczuwalny jest niepowtarzalny charakter najsłynniejszej tetralogii pisarza. Otula on nowe strony niczym subtelna mgła – jeden z ulubionych motywów pisarza… Czytelnik raz jeszcze wybierze się w towarzystwie mistrza na klimatyczny spacer po ulicach Barcelony.
Bohaterowie opowiadań mają sporo wspólnego z protagonistami Cmentarza Zapomnianych Książek. Czytając, odnosi się wrażenie, że skądś się już ich zna. Gdzieś się już ich spotkało, gdzieś w Hiszpanii, pośród książek… Niektóre opowiadania można traktować jako uzupełnienie powieści, inne jako nawiązanie do nich, ukazujące zupełnie nowe postacie, które jednak idealnie pasowałyby do cmentarza zapomnianych książek. Nowością jest poświęcenie utworu twórcy, który był wzorem dla Zafona – mianowicie Miguelowi de Cervantesowi. Niezwykle realistycznie, chociaż jak na Zafona przystało wyjątkowo fantazyjnie i mistycznie, opowiada jego historię. Aż chce się w nią wierzyć! Na zasadzie, że im bardziej niemożliwa, tym bardziej prawdziwa.
Celowo nie odnoszę się stricte do treści poszczególnych historyjek, gdyż czytelnik sam będzie się nimi delektować. Niby są one odrębnymi opowieściami, jednak zbiór jest bardzo spójny. Realizm magiczny, nostalgia, melancholia, mrok, subtelność i Barcelona. Nie mogłoby zabraknąć tych cech w utworach Zafona. Do tego wszechobecne książki, miłość, dreszczyk emocji, tajemnica… Jedyne co mi przeszkadza, to fakt, że tak szybko skończyły się te opowiadania. Pisarz narobił trochę smaku swoim fanom i pokazał figę. Powszechnie wiadomo, że Zafon to mistrz epickiej powieści, współczesnej monumentalnej klasyki z wielowarstwowej narracji. Aż by się chciało, by historyjki stanowiły zaledwie szkic do powieści, które powstaną i ponownie oczarują jak „Cień wiatru” „gry anioła” i „więźnia nieba” w „labiryncie duchów”…
Biorąc pod uwagę, że to Zafon, wcale nie zdziwiłabym się, gdyby za jakiś czas w jakiś magiczny sposób autor jeszcze dał znać o sobie. Niewykluczone że Corelli nie był tylko postacią fikcyjną… Może ktoś trafi na ukryty gdzieś rękopis i niczym Sempere da mu nowe życie – ku uciesze wszystkich miłośników hiszpańskiego mistrza. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej ta myśl wydaje mi się prawdopodobna…
czwartek, 20 maja 2021
„Klub Pickwicka” - Charles Dickens
Seria: Biblioteka Gazety Wyborczej: XIX wiek
Wydawnictwo: Mediasat Poland
Tytuł oryginału: The Posthumous Papers of the Pickwick Club
Data wydania: 2005
ISBN: 8498191912
Liczba stron: 768
Dickens należy do grona klasyków, po których powieści sięgam z wielką chęcią i jak w większości podobnych przypadków, postanowiłam sobie, że przeczytam wszystkie utwory tego autora. Dlatego też, mimo wątpliwych opinii, zdecydowałam się poznać historię kultowego Pana Pickiwicka, znanego chyba wszystkim, chociażby tylko z nazwiska;) „Klub Pickiwicka” to debiutancka powieść Dickensa, którą po raz pierwszy drukowano w odcinkach w towarzystwie humorystycznych ilustracji. Zdobyła tak dużą popularność, że bardzo szybko zapoczątkowała modę na różne „pickwickowskie” gadżety, jak np. kapelusze, cygara, płaszcze itp.
„Klub Pickwicka” to dwutomowa opowieść o licznych podróżach dobrodusznego filozofa oraz jego młodszych uczniów, z którymi się przyjaźni i którym od pewnego czasu towarzyszyć będzie oddany, wierny, dowcipny i inteligentny sługa Sam. Grupa podróżuje wg planu pana Pickwicka i spotyka najróżniejsze osobistości, którym poświęcone są kolejne rozdziały. Gdzieś spotkałam się z informacją, że na kartach tej książki pojawia się aż 300 postaci. Szczerze – nie liczyłam, ale rzeczywiście jest ich sporo. Przez dość długi czas jedynym motywem łączącym poszczególne rozdziały są tylko członkowie klubu. Może się to wydać dość nużące, co wpłynęło na liczne negatywne opinie o książce, które czytałam wcześniej. W końcu jednak fabuła zaczyna się zawiązywać i pojawia się motyw przewodni, związany z „kłopotami” pana Pickwicka. Zdecydowanie wpływa to pozytywnie na całą książkę, która delikatnie intryguje, przez co czasu spędzonego z nią nie uważam za stracony.
Bez wątpienia „Klub Pickiwicka” nie jest typową dickensowską powieścią, której można by się spodziewać po przeczytaniu innych jego utworów. Wprawdzie ukazuje społeczeństwo angielskie, jednak nastawiona jest raczej na rozrywkę. Tyle, że to co mogło bawić czytelników (raczej płci męskiej) w XIX wieku, niekoniecznie trafi w gust tych współczesnych. Historyjki przedstawiające przygody klubu dżentelmenów wydawały mi się mocno infantylne, banalne i przewidywalne, a humoru w nich za grosz! Same postaci Pickwicka w towarzystwie Sama nie są na tyle silne, by dźwignąć całą powieść, chociaż niewątpliwie są jej najmocniejszą częścią.
Już sam fakt, że czytałam tę książkę praktycznie dwa tygodnie, świadczy o tym, że nie bardzo mnie ona porwała. Czytałam dla samego Dickensa i by wyrobić sobie zdanie o całości, chociaż sporo osób rezygnuje z niej po pierwszym tomie. Wg mnie jest to błąd, gdyż zaciekawić może dopiero w drugiej części. Mimo ciężkiego początku nie żałuję i nawet w pewnym sensie trochę mi brakuje uroczego filozofa, do którego w końcu się przywiązałam. Czytanie w odcinkach, jak to było zaplanowane pierwotnie, jest chyba lepszym rozwiązaniem. Klasyka, więc warto poznać, by znać, jednak szału nie ma.
niedziela, 14 lutego 2021
„Anna Karenina” – Lew Tołstoj
Wydawnictwo: Znak
Tytuł oryginału: Aнна Kapeнина
Data wydania: 15 października 2012
ISBN: 9788324022151
Liczba stron: 908
Literatura rosyjska to jeden z moich ulubionych gatunków w literaturze – charakterystyczna, niepowtarzalna, porywająca, dzika. Póki co, sięgałam głównie po utwory Bułhakowa i Dostojewskiego – głównie z braku czasu i ogromu książek zaplanowanych do przeczytania. Jednak gdy ostatnimi czasy obejrzałam w telewizji kilkuodcinkowy serial produkcji rosyjskiej pt.: „Anna Karenina”, postanowiłam w końcu zabrać się za dzieło Tołstoja pod tym samym tytułem.
Ekranizacja telewizyjna zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Uważam zresztą, że żadna ekipa o innej narodowości niż rosyjska, nie byłaby w stanie oddać ducha tej książki lub też przybliżyć idei autora. Rosjanie zrobili to świetnie. Nie było więc wątpliwości czy czytać, tylko kiedy. I tak początek nowego roku skłonił mnie do realizacji tego postanowienia.
Postaci Anny Kareniny oraz Wrońskiego, które połączyło wielkie uczucie, znane są – chociażby ze słyszenia – większości ludzi,. Ich relacja, zwana „romansem wszechczasów”, nabrała niemalże symbolicznego wymiaru i koreluje z namiętną lecz nieszczęśliwą miłością. Sięgając po powieść spodziewałam się przeczytać właśnie o tym wyjątkowym romansie i dowiedzieć się o nim jeszcze więcej niż z filmu. I w tym momencie muszę stwierdzić, iż niestety się rozczarowałam, gdyż książka nie traktuje tylko o relacji Wrońskiego i Kareniny…
To, że autor na kartach swej powieści tchnął życie także w inne postacie jest oczywiście jak najbardziej zrozumiałe, jednak nie spodziewałam się, iż tak dużo miejsca poświęci on postaciom drugoplanowym. W zasadzie tyle samo, jak nie więcej, uwagi poświęcił on uczuciu jakie narodziło się między Kitty a Lewinem – postaciom, które wprawdzie miały pewien wpływ na losy głównej pary, jednak nie na tyle znaczący, by czytać o nich w tak wielu rozdziałach. Co więcej, przytłaczająca liczba rozdziałów dotyczyła tylko i wyłącznie opisów różnych zjawisk lub przemyśleń drugoplanowych bohaterów. I tak np. przez 6 rozdziałów przeczytamy o tym jak podczas męskiego wypadu na polowanie Lewin czaił się na ptaki. Następnie poczytamy o jego przemyśleniach na temat wiary, wyborów w Moskwie, sytuacji społecznej, twórczości, jego uczuć do innych i nastrojów. To, że te rozdziały były nużące to mało powiedziane, one mnie przytłaczały, psując całą przyjemność z lektury. Po prostu proporcje między poszczególnymi wątkami i „składowymi” fabuły były totalnie niewyważone!
Gdybym miała oceniać tylko główny wątek książki, powiedziałabym, że ta będzie odtąd należeć do moich ulubionych powieści, jednak niestety tak się nie da. Muszę zaznaczyć, że wspomniany przeze mnie serial rosyjski bardzo wiernie oddał charakter miłości między Anną a Wrońskim. Nawet w niektórych scenach miłosnych dość mocno wybiegł naprzód, gdyż Tołstoj zaledwie wspomina (bez szczegółów) o takowych. I trochę żałuję, że nie znalazłam ich opisów na kartkach książki. Wielką jej zaletą jest bardzo współczesny styl, jakim posługuje się autor, który sprawia, że książkę czyta się bardzo lekko mimo dość wyczerpującej tematyki. Sporo francuskich i kilku niemieckich oraz angielskich cytatów nie pozbawiono tłumaczeń, co też jest zaletą. Nie jest to niestety zabieg obligatoryjny w literaturze i zdarzało mi się już czytać powieści bez tłumaczeń całych zdań w języku francuskim, który nie jest jednak tak popularny jak np. angielski.
Wyjątkowa powieść psychologiczna ukazująca tragizm wielkiej i trudnej miłości, która spadła na kochanków w najmniej spodziewanym momencie, której jednak żadne z nich nigdy by się nie wyparło, nawet gdyby mogli cofnąć czas. Wyraziste postaci, dramatyczne okoliczności, emocjonujące opisy. Gdyby nie wspomniane wcześniej minusy… ideał. Czy polecam? Mimo wszystko – tak. Jednak należy przygotować się na pewne zaskoczenia, nie do końca pozytywne. Póki co, odczekam trochę, zanim sięgnę po kolejne dzieło Tołstoja, jednak oczywiście w dalszym ciągu mam ogromną chęć poznać twórczość tego rosyjskiego pisarza, który należy do grona bardziej znaczących i docenianych autorów.
niedziela, 25 października 2020
„Bez wyjścia” – Charles Dickens, Walkie Collins
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Tytuł oryginału: No Thoroughfare
Data wydania: 14 sierpnia 2019
ISBN: 9788377795408
Liczba stron: 160
Bardzo cenię sobie twórczość Dickensa i chętnie sięgam po jego powieści. Dramat w czterech aktach pt.: „Bez wyjścia” zaintrygował mnie z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że jest to zdecydowanie jeden z mniej znanych jego utworów – nigdy o nim wcześniej nie słyszałam. Poza tym – nietypowo – napisany jest przez dwójkę przyjaciół. Swoją drogą, ciekawi mnie w jaki sposób powstawała ta książka i jak podzielili się oni pracą nad tworzeniem tekstu.
Historia przedstawiona przez Dickensa i Collinsa ma początek w 1835 roku, kiedy tajemnicza kobieta próbuje uzyskać od pracownicy przytułku dla dzieci informację o pewnym chłopcu. W zasadzie nie oczekuje zbyt wiele – chce tylko dowiedzieć się, jakie imię nadano oddanemu przez nią dziecku. Gdy pozyskuje tę wiedzę znika na wiele lat. Ponownie słyszymy o niej z ust młodego mężczyzny, który wskazując na portret kobiety, wspomina pośmiertnie swoją ukochaną matkę. Krótko po tym zdarzeniu okazuje się jednak, że pracownica przytułku, podając imię i nazwisko niemowlaka nieświadomie popełniła błąd…
W tym momencie rozpoczyna się cała dość zawiła historia, która z każdą chwilą wydaje się komplikować coraz bardziej. W miarę odkrywania coraz to nowych kart, napięcie potęguje się, budząc coraz większe zaciekawienie czytelników. Liczne zwroty akcji powodują, że akcja staje się coraz bardziej dynamiczna. Finał opowieści, jak przystało na mistrza pióra, zaskakuje, ale i przynosi ulgę po poprzedzających go napięciach.
„Bez wyjścia” to opowieść z jednej strony o prawdziwej przyjaźni i miłości, z drugiej o mniej chlubnych uczuciach, takich jak chciwość, zdrada i podłość. Jak przystało na powieść XIX-wieczną można się domyślić, że bohaterowie są tu albo czarni albo biali i stoją dokładnie po dwóch stronach barykady – tacy niedzisiejsi i raczej mało zaskakujący. Cóż, taki urok klasycznego utworu. Osobiście, nie bardzo mi to przeszkadzało, chociaż wyobrażam sobie, że pewnych czytelników może drażnić ta jednoznaczność. „Zadośćuczynieniem” może być w pewnym sensie oddanie charakteru epoki, w jakiej umiejscowiono całą historię. Ciekawie jest, chociaż na jeden dzień (gdyż tyle zajęło mi czytanie), przenieść się w zupełnie inne czasy. Gdy dodamy do tego literacki styl typowy dla Dickensa, czytelnik – szczególnie ceniący sobie klasykę – powinien być kontent. Zagadkowa i trzymająca w napięciu historia z zupełnie innych czasów, budząca całą gamę uczuć, z zaskakującym zakończeniem. Polecam! Coś zupełnie innego!
wtorek, 8 września 2020
„Dwanaście opowiadań tułaczych” – Gabriel Garcia Marquez
Wydawnictwo: Muza
Tytuł oryginału: Doce cuentos peregrinos
Data wydania: 15 marca 2017
ISBN: 9788328705753
Liczba stron: 188
Jest to dla mnie książka dość problematyczna... Bo Marquez – czyli klasyk (więc powinien trafić w mój gust, tak jak jego powieści, które czytałam wcześniej), jednak jeśli mam ocenić cały zbiór opowiadań, to nie bardzo podeszła mi ta pozycja. Stylistycznie, oczywiście nie mogę nic zarzucić pisarzowi. Charakterystyczny styl na wysokim poziomie, bez wątpienia dobrze się go czyta. Jednak sama tematyka opowiadań zupełnie mnie nie porwała. Powiem więcej – w przeważającej liczbie przypadków była ona wręcz męcząca i wyczerpująca. Chociaż, dwa czy trzy opowiadania, obudziły pewną nadzieję. Zabrakło jednak na koniec zadowolenia z lektury, nie mówiąc już o zachwycie.
Tytuł zbioru wskazuje mniej więcej, czego można się spodziewać po jego zawartości. Wszystkie te opowiadania mają w pewnym sensie związek z różnymi podróżami i wędrówkami. Czasem są one jedynie tłem do przedstawienia ważniejszych problemów, czasem głównym tematem. Autor po raz pierwszy przenosi też swoich bohaterów z malowniczych Karaibów do Europy, chociaż nadal pozostaje wyczuwalny ten egzotyczny charakter, który wielu ceni u Marquez’a.
Szczególnie interesujący wydał mi się wstęp napisany przez autora, w którym wyjaśnia on np. okoliczności powstawania opowiadań. Nieprawdopodobne, jak czasem bywają one niesamowite i dramatyczne. To, co szczególnie utkwiło mi w pamięci i na co rzeczywiście zaczęłam zwracać bardzo dużą uwagę, to informacja, że w przypadku opowiadań, najistotniejsze jest pierwsze zdanie. Ono rozstrzyga o całości, ono musi zaintrygować i przyciągnąć czytelnika, a także jednocześnie bardzo dużo wyjaśnić. Przyznam, że czasem czytałam kilka razy to pierwsze zdanie, by sprawdzić czy spełnia wszystkie wspomniane „funkcje”.
Dodam jeszcze, że to pierwsze „magiczne” zdanie pozwala (po jakimś czasie, który upłynął od czytania opowiadań) przypomnieć sobie całą treść opowiadania, nawet jeśli jego tytuł niewiele mówi czytelnikowi. Nigdy wcześniej nie patrzyłam pod tym kątem na opowiadania (chociaż dużo ich przeczytałam). To wywołuje uśmiech zadowolenia, że doświadczyło się czegoś nowego, innego, wyjątkowego, ale niestety cała książka nie powoduje podobnego uczucia – przynajmniej u mnie.
Mimo to sugeruję, żeby każdy, kto rozważa sięgnięcie po ten zbiór opowiadań, osobiście sprawdził, czy Marquez w takim wydaniu jest w stanie go oczarować. To nie jest oczywiście zła literatura, mi jednak czegoś zabrakło...
niedziela, 21 czerwca 2020
„Idiota” – Fiodor Dostojewski
Tytuł oryginalny: Idiot
Data wydania: 1987
ISBN: 83060161122
Liczba stron: 694
Kto mnie już trochę poznał od czytelniczej strony, wie, że m.in. uwielbiam literaturę rosyjską, a Dostojewskiego – obok Bułakowa – cenię sobie bardzo. Z przeczytaniem „Idioty” zwlekałam dość długo tylko z jednego względu. Kupiony przeze mnie w antykwariacie egzemplarz powieści ma dość małą czcionkę, okazało się zbyt małą na moje oczy, ale w ramach „nadrabiania” zaległości z „dolnej półki regału” (tzw. półka hańby z oczekującymi na przeczytanie książkami…) postanowiłam się przemóc. Wiedziałam, że Dostojewski wynagrodzi mój trud i nie będę żałować.
Tytułowym „Idiotą” jest książę Lew Nikołajewicz Myszkin, który po dość długiej kuracji w Szwajcarii wraca w rodzinne strony. Jest to człowiek bardzo prostoduszny, szczery, dość naiwny, na pewno zbyt łatwowierny i ufny. Emanuje niesamowitą dobrocią i wiarą w drugiego człowieka. Swoim nieprzeciętnym zachowaniem wywołuje jednak, w większości osób stających na jego drodze, jedynie politowanie i szyderstwo. Uważają oni, że tak czyste serce i szczere intencje może mieć tylko idiota! Uśmieszki wywoływane opowieściami księcia zaczynają się już w pociągu do Petersburga, do którego zmierza by odnaleźć swą daleka krewną, ponieważ został na świecie sam jak palec. Towarzyszyć mu będą już prawie cały czas. Czy będzie wśród bohaterów naszej opowieści jednak ktoś, kto pozna się na prawdziwej wartości księcia? Czy znajdzie się kobieta, która doceni jego wielkie serce?
„Idiota” to przykład klasyki, którą powinien poznać każdy miłośnik literatury. Początkowo autor planował nadać powieści tytuł „Książę Chrystus”, wzorując niejako głównego bohatera – pięknego, czystego człowieka – na postaci Jezusa. Książę Myszkin jest postacią wyjątkowo uduchowioną. Podczas czytania miałam nieodparte wrażenie, że właśnie taki mógłby być Chrystus. Dostojewski bardzo trafnie ujął rys psychologiczny tego „ideału duchowego” sobie współczesnych czasów. Jak się można domyślać, jednak historia o jakiej mowa ma niestety wydźwięk tragiczny, gdyż autor znany jest z faktu, iż w swoich książkach często do głosu dochodzi jego apokaliptyczna wyobraźnia. Mimo, iż powieść nie nastraja optymistycznie, nietrudno docenić jej wartość artystyczną – precyzyjnie przemyślana fabuła, liczne uzupełniające się wątki wzbogacające ją, przepiękny język w wysublimowany sposób opisujący refleksyjną historię Myszkina to to, co czeka na czytelnika, gdy sięgnie po „Idiotę”. Poza tym jest to wyjątkowa opowieść o miłości – również „po prostu” o miłości do drugiego człowieka – mająca wiele odcieni i niuansów. Z każdą chwilą, która upływa od zakończenia czytania tej książki, robi ona na mnie coraz większe wrażenie. Kunszt Dostojewskiego w najczystszej postaci. Polecam gorąco!
środa, 11 marca 2020
„Mistrz i Małgorzata” – Michaił Bułhakow
Tłumaczenie: Andrzej Drawicz Wydawnictwo: Rebis
Tytuł oryginału: Мастер и Маргарита
Data wydania: 10 kwietnia 2012
ISBN: 9788375108552
Liczba stron: 528
Kolejne, marcowe czytanie mojego wielbionego „Mistrza i Małgorzaty” za mną. Tym razem wybrałam przekład w wykonaniu Andrzeja Drawicza, gdyż za każdym razem sięgam po inne wydanie tej powieści. I niestety, już w zasadzie od pierwszego zdania czegoś mi brakowało… Niby „Pewnego razu wiosną, w porze niesłychanie upalnego zmierzchu, pojawiło się nad Patriarszymi Stawami dwóch obywateli.” to to samo co „Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwóch obywateli”, ale…
Ale chyba przyzwyczaiłam się do tego bardziej „kultowego” początku i pierwszego tłumaczenia, z którym zaczęłam moją przygodę ze świtą Wolanda. Niestety (a może i stety), ale dla mnie to już zawsze będą Patriarsze Prudy, a nie stawy. Olej może rozlać tylko Anuszka, a nie Anielcia. Natomiast czarną magię zdemaskowano w „Variétés”, a nie na scenie „Rozmaitości”. Przykłady mogłabym mnożyć... Troszkę mniej uroku miały dla mnie również najbardziej znane cytaty, po których prawie każdy rozpozna, z jakim utworem ma do czynienia. Może się czepiam, ale pod tym względem czułam podczas czytania lekkie rozdrażnienie.
Pomijając specyfikę wspomnianego przekładu, czytając książkę, ponownie miałam wrażenie jakbym spotkała się z przyjaciółmi po latach (a dokładnie mówiąc po roku). Powiedziałabym, że bosko bawiłam się czytając szczególnie drugą część powieści, lecz w tym wypadku określenie „diabelsko” będzie chyba bardziej na miejscu. Co jeszcze zauważyłam po tym kolejnym czytaniu, to fakt, że wątek dotyczący Piłata odbieram coraz bardziej spójnie z historią współczesną dziejącą się w Moskwie. Za pierwszym razem uznawałam te „biblijne” opowieści wręcz za jakąś niedorzeczność. Tymczasem, obie historie zazębiają się i poniekąd uzupełniają. Lubię dostrzegać tego typu zmiany w odbiorze „Mistrza i Małgorzaty”.
I niezmiennie żałuję tylko jednego – że nie dane mi będzie poznać dalszego losu bohaterów powieści Bułhakowa. Przy każdym kolejnym czytaniu coraz bardziej brakuje mi ciągu dalszego. Myślę zresztą, że nie tylko mnie zastanawia dokąd tym razem i w jakiej postaci trafiliby Woland, Korowiow, Azazello, Hella i Behemot, a także jak odnaleźliby się w nowej rzeczywistości Mistrz z Małgorzatą. Szkoda, że Bułhakow nie spotkał swego czasu na swej drodze Wolanda…
środa, 14 sierpnia 2019
„Opowieści fantastyczne” – Fiodor Dostojewski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Tytuł oryginału: Pietierburgskije snowidienija w stichach i prozie; Bobok; Malczik u Christa na jołkie; Mużyk Mariej; Stoletniaja; Krotkaja; Son smiesznogo czełowieka; Priłożenije: Kak opasno priedawat'sia czestolubiwym snam
Data wydania: 1988
ISBN: 830801352X
Liczba stron: 194
Tak jak przypuszczałam, pod nazwą FANTASTYCZNE nie kryły się wcale takie typowe opowiadania, które można by określić mianem tego gatunku. Ponieważ fantastyka to raczej nie moja bajka, a elementy surrealistyczne i groteskowe przyjmuję w literaturze tylko w symbolicznej ilości (wyjątek: ukochany „Mistrz i Małgorzata” – wyjątek potwierdzający regułę?) – dla mnie było to bardzo pozytywne „rozczarowanie”. Dodam, że elementy ze świata fantastyki ograniczały się właściwie jedynie do ukazywania sennych mar i widziadeł, które spotykała większość bohaterów opowiadań. Poza tym, jeśli mam być szczera, to w niektórych utworach było mi bardzo trudno dopatrzyć się tej fantastyki…
Uważam te opowiadania za jak najbardziej realistyczne, czyli takie, jak typowe powieści Dostojewskiego. Jednak mimo wszystko nie wywarły na mnie takiego wrażenia jak np. ulubiona „Zbrodnia i kara” (klasyka sama w sobie!). Owszem, pewne utwory ze zbioru „Opowiadania fantastyczne” zdecydowanie wyróżniają się na tle pozostałych, ale ogólnie czegoś mi w tej książce brakowało. Może to kwestia bardzo oszczędnej – krótkiej – formy? Czegoś było mi za mało, za szybko się kończyły – jak mgnienie oka.
Co mi się w nich podobało, to wyczuwalny charakter i klimat typowy dla rosyjskich pisarzy. To coś, po czym od razu pozna się wschodnią duszę. Sposób przedstawiania przez Rosjan rzeczywistości jaka ich otacza jest niepowtarzalny i praktycznie od razu zauważalny. To coś, co mnie urzekło w literaturze rosyjskiej już bardzo dawno temu. Także w „Opowiadaniach fantastycznych” czytelnik mógł „podglądać” typową rosyjską rzeczywistość, a jak mówił sam Dostojewski „czy może być coś bardziej fantastycznego i bardziej zaskakującego – ba, często mniej wiarygodnego niż rzeczywistość”? Polecam mimo wszystko, bo to Dostojewski i warto poznać go od trochę innej strony. Chociaż nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po jego kolejną POWIEŚĆ…
wtorek, 14 maja 2019
„Biedni ludzie” – Fiodor Dostojewski
Wydawnictwo: Książka i Wiedza Tytuł oryginału: Бедные люди
Data wydania: 1976
Liczba stron: 199
„Biedni ludzie” to debiutancka powieść Fiodora Dostojewskiego, której ostatecznie nadał formę epistolarną. Bohaterami, którzy wymieniają między sobą korespondencję, jest około 50-letni urzędnik Makary Dziewuszkin i obiekt jego westchnień, w którym zadurzony jest po uszy, czyli młoda prowincjuszka – Wareńka Dobrosiełowa.
Relacja jaka łączy tych dwojga jest dość osobliwa, gdyż w pewnym sensie jest to miłość platoniczna, ukryta – nawet jeśli nie do końca przed drugą osobą, to przed całym światem. Bardzo długo czytelnik ma wrażenie, że ta para zna się tylko i wyłącznie listownie, jednak z czasem wychodzi na jaw, że ich znajomość istnieje również realnie i Makary – mimo, iż nie bardzo wypada – pozwala sobie na wizyty u Wareńki. Zdecydowanie bardziej aktywny jest jednakowoż w listach, kiedy to niemalże w każdej linijce odkrywa przed nią swoje serce i uczucia jakie nim kierują. Co więcej, dla swojej ukochanej jest w stanie do najbardziej nieodpowiedzialnego i nierozważnego zachowania. Odejmie sobie od ust (dosłownie), by tylko ofiarować jej jakiś drobiazg. A ponieważ oboje są tytułowymi bohaterami, chwilami będzie niezwykle dramatycznie…
Czytanie tej powieści było dla mnie dość ciekawym doświadczeniem. Przede wszystkim intrygował mnie fakt, iż właśnie tą książką Dostojewski zaczynał budować swoją przyszłą pozycję w świecie literackim – powieścią tak zupełnie inną niż jego najbardziej popularna (i moja ulubiona) „Zbrodnia i kara”. Historia sama w sobie jest dość prosta, chociaż zakończenie całkiem zaskakujące. Niekoniecznie jednak w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ale pozostawię to już indywidualnej ocenie. Natomiast sama relacja między dwojgiem bohaterów przez to, że zupełnie niedzisiejsza, wydawała się mało realna, a na pewno miejscami dość męcząca i irytująca.
Mimo wszystko nie żałuję oczywiście, że sięgnęłam po tę pozycję. Zarówno ze względu na moją sympatię do literatury rosyjskiej jak i samego autora należącego do grona tych pisarzy, których twórczość chcę poznać kompleksowo. Zawsze przyjemnie obcuje mi się z utworami, które oddają charakter Rosji i przybliżają czytelnikowi realia tego kraju, a tego ująć tej powieści nie można. Polecam głównie miłośnikom Dostojewskiego.
sobota, 30 marca 2019
„Gracz” – Fiodor Dostojewski
Wydawnictwo: Siedmioróg Tytuł oryginału: Igrok
Data wydania: 1992
ISBN: 83-85193-58-8
Liczba stron: 188
„Gracz” to powieść wyjątkowa, szczególnie zważywszy na okoliczności w jakich powstała. Przede wszystkim Dostojewski pisząc ją czerpał z własnych doświadczeń, a tych zdobył sporo odwiedzając zagraniczne kasyna podczas swoich podróży. Można też rzec, że poznał temat hazardu od podszewki i bardzo dogłębnie, gdyż nieraz tracił nie tylko całe swoje honoraria, ale i oszczędności żony, a nawet był zdolny zastawić swoje osobiste rzeczy i pamiątki. Ciekawy jest również fakt, że „Gracz” powstał w niecały miesiąc i to pod wielką presją, ponieważ nie dość, że w tym czasie pisarz zajęty był pracą nad „Zbrodnią i karą”, to na dodatek w przypadku niedotrzymania terminu doręczenia gotowego rękopisu, prawa autorskie do wszystkich jego przyszłych dzieł miały przejść na wydawcę Stiełłowskiego. Odnoszę wrażenie, że obudziła się w nim żyłka ryzykanta, ale tym razem szczęście było po jego stronie – udało mu się wygrać i w cztery tygodnie książka była gotowa.
Narratorem oraz głównym i tytułowym bohaterem jest Aleksy Iwanowicz, młody nauczyciel, który w formie nieregularnie prowadzonych dzienników opowiada o swoich licznych doświadczeniach. Nieważne jednak o czym pisze – czy o miłości (bo wątek miłosny oczywiście pojawił się i to nie jeden…) czy o pracy zawodowej albo o gronie najbliższych znajomych, wszystko prędzej czy później sprowadza się do wizyty w kasynie i ruletki. Dostojewski niesamowicie sugestywnie przedstawił w swojej książce swoistą analizę hazardzisty – uzależnionego od adrenaliny jaką daje mu gra, która staje się w końcu sensem życia. Bardzo łatwo można dostrzec, że pisał z autopsji i dlatego temat potraktował tak wyczerpująco. A ponieważ jest doskonałym pisarzem, opis atmosfery panującej w kasynie bywał bardzo kuszący. Aż się miało ochotę samemu usiąść przy stole do gry i zaryzykować mniejszą lub większą sumkę…
„Gracz” opowiada jednak także o innych graczach. Na szczególną uwagę zasługuje chociażby postać „babulinki” generała, która robiąc „niespodziankę” swojej rodzinie zjawia się z niezapowiedzianą wizytą w momencie kiedy wszyscy szykowali się na jej pogrzeb. A ponieważ babcia jest ogólnie osobą bardzo otwartą i ciekawą świata, chce osobiście przetestować tę całą ruletkę. Można się domyślać jak się skończy jej wizyta w kasynie, jednak nie zmienia to faktu, że każdemu pojawieniu się „babulinki” towarzyszyła spora doza komizmu, który rozładowywał sytuację.
Realistyczna powieść o hazardzie, dramat obyczajowy i historia o nieszczęśliwej miłości na najwyższym poziomie – oto cały „Gracz”. Spektrum ciekawych charakterów i zróżnicowanych życiorysów. Książka pisana ku przestrodze, a może jako forma spowiedzi, w której narrator poszukuje odpowiedzi na pytanie – dlaczego tak się stało. Polecam każdemu ceniącemu sobie (rosyjską) klasykę na najwyższym poziomie.
piątek, 15 marca 2019
„Mistrz i Małgorzata” – Michaił Bułhakow
Tłumaczenie: Jan Cichocki Wydawnictwo: Bellona
Tytuł oryginału: Мастер и Маргарита
Data wydania: 11 maja 2017
ISBN: 9788311150379
Liczba stron: 592
Ponieważ „Mistrz i Małgorzata” jest bez wątpienia moją ulubioną książką i regularnie do niej powracam, postanowiłam z okazji rocznicy śmierci Mistrza Bułhakowa przeczytać ją ponownie. Tym razem sięgnęłam po wydanie Bellony, zachwalające nowy przekład w wykonaniu Jana Cichockiego, który „był uczniem wybitnego literaturoznawcy prof. Iwana Owczarenki i w ciągu ostatnich lat przełożył z języków: rosyjskiego, ukraińskiego i bułgarskiego prawie 20 książek, zdobywając pozycję jednego z najlepszych tłumaczy literatur słowiańskich.”
Nie czuję się – póki co – specem od najsłynniejszego utworu Michaiła Bułhakowa, ale kilka niuansów w tym przekładzie udało mi się wyłapać. Dotyczyły one głównie nazw osób i miejsc oraz związanych z życiem codziennym w Rosji, jak np. nazwy potraw. Pojawiło się również kilka przypisów, tłumaczących pochodzenie pewnych nazw. Czy jest to lepsze tłumaczenie czy gorsze? Raczej nie rozpatrywałabym tego w tych kategoriach – po prostu miejscami inne. Czasami jednak zdarzało się, że te najbardziej kultowe cytaty brzmiały odmiennie od najpopularniejszej wersji i w tej kwestii coś już mi nie „grało”. Jednak podejrzewam, że to siła przyzwyczajenia.
Do sięgnięcia po „Mistrza i Małgorzatę” nie trzeba chyba nikogo przekonywać, więc w tej opinii nie będę zachwalać samej powieści. Odniosę się jednak to tego, jak tym razem odebrałam tę książkę. Czytałam ją pierwszy raz po tym, jak zapoznałam się z Dziennikami Mistrza i Małgorzaty pisanymi przez Bułhakowa i jego trzecią żonę. Muszę przyznać, że tym razem wątki autobiograficzne były bardziej zauważalne podczas czytania niż poprzednio. Udręczony Mistrz (ale nie tylko) cały czas jawił mi się jako Bułhakow. Było to zdecydowanie ciekawe i nowe dla mnie zjawisko. Zasugerowana treścią wspomnień chyba też bardziej zwracałam uwagę na fragmenty i detale dotyczące życia codziennego w Moskwie (i Rosji), którego jak wiadomo „umysłem nie da się pojąć”.
Póki co mamy pięć polskich przekładów „Mistrza i Małgorzaty” – jak na razie zapoznałam się z dwoma – pióra Witolda Dąbrowskiego i Ireny Lewandowskiej oraz Jana Cichockiego. Przede mną jeszcze trzy „wersje”. Czyli wiem już, co przez najbliższe trzy lata będę czytać na początku marca.













