Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: Gracje z Ustki (tom 3)
Data wydania: 2026-03-25
Liczba stron: 448
ISBN: 9788384064504
Ależ miło było ponownie odwiedzić Ustkę i Gracje! Ubolewam, ale wszystko wskazuje, że to ostatnia część cyklu. Chociaż po cichu liczę, że autorka kiedyś wymyśli projekt łączący bohaterki obu usteckich serii. Mogłaby być bomba! Ale wróćmy do Gracji.
Nastała nowa ustecka tradycja czy też reguła, że każda Gracja ma swojego trupa. Tym razem – na co wskazuje już sam tytuł – trupem padł wydawca… Czyj? Zuzy! Wyjątkowa kanalia, więc nikt po nim nie płakał, za to potencjalnych sprawców jest wielu. Analizując przebieg relacji miedzy pisarką a jej wydawcą, wszystko wskazuje na to, że to niestety Zuza miała najlepszy motyw. Gracja nie zamierza jednak siedzieć spokojnie – w domu Niny czy też w areszcie – i czekać, aż policja sama odnajdzie sprawcę. Jak przystało więc na detektywki-amatorki z niemałym już doświadczeniem, zaczynają swój prywatny reaserch. Tym razem z nowym pomocnikiem – Szymkiem. Dlaczego tak chętnie im pomaga? O tym na kartach trzeciego tomu serii.
Książki Jadowskiej są lekkie, błyskotliwe, zabawne i emocjonujące. Świetna rozrywka nie tylko podczas urlopu w Ustce, także tego na kanapie. Nie zapominajmy, że serie usteckie to jednak gatunkowo kryminały, chociaż takie z przymrużeniem oka. Mimo wszystko zagadka jest, a jej rozwiązanie nie jest takie oczywiste jak się wydaje na początku. Zatem, zawiła droga dedukcji i rozwiązywanie zagadki zapewnią całą gamę doznań. Czasem także dreszczyk emocji. Ale spokojnie – epizod miłosny za chwilę rozładuje napięcie.
Bonusem w tej części serii jest rozwiązanie zagadki z pierwszego tomu i odkrycie tożsamości trupa spod schodów, który powitał Ninę w jej nowym domu. Miło, że autorka nie zapomniała o tym wątku. Jednak z drugiej strony tworzy on klamrę i w zasadzie ostatecznie zamyka serię Gracji z Ustki, nad czym ubolewam. Polecam wszystkim miłośnikom twórczości Jadowskiej oraz urlopów nad pięknym, błękitnym Bałtykiem.
niedziela, 26 lipca 2026
„Zagadka martwego wydawcy” – Aneta Jadowska
sobota, 20 czerwca 2026
„W korzeniach wierzb” – Agnieszka Kuchmister
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 2023-04-12
Liczba stron: 320
ISBN: 9788327163561
Do zakupu tej książki zachęcił mnie bardzo intrygujący opis na portalu książkowym. Był on na tyle zachęcający, że postanowiłam zrobić wyjątek dla nowej autorki i to mimo pokaźnej kolejki książek z „pierwszego wyboru” do przeczytania. Niestety, oczekiwania minęły się z rzeczywistością.
„W korzeniach wierzb” opowiada historię rodziny, która po drugiej wojnie światowej została przesiedlona ze wschodu na Dolny Śląsk. Rodzice i dwie córki musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Na pewno dla nikogo nie był to łatwy czas – ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Jednakowoż, chyba najlepiej poradziła sobie z tą sytuacją najmłodsza dziewczynka – Lala. I chociaż ojciec uciekał w alkohol, matkę za dnia i w nocy nawiedzały okropne sny przez które postradała zmysły, a starsza siostra dosłownie uciekła ze Złej Wsi do miasta, to Lala potrafiła znaleźć tam jakoś swoje miejsce. Mimo, iż nie zawsze „wygodne”, to jednak jej. Bliskość natury, tajemnice, które kryły się w sąsiednich, przepastnych lasach, wreszcie ogromna wyobraźnia dziewczynki, nadały rytm jej nowej egzystencji.
Opis zachęcał historią opartą na faktach z elementami metafizyki i realizmu fantastycznego. Pomyślałam, że może to być ciekawa mieszanka. Niestety, proporcje i natężenie elementów nie bardzo ze sobą współgrały. Fakty historyczne związane z Dolnym Śląskiem zeszły na bardzo daleki plan. Owszem, czegoś na temat ciemnej strony drugiej wojny światowej można się dowiedzieć, jednak są to bardzo ogólne i raczej powszechnie znane fakty. Metafizyka i fantastyka – pojawiły się owszem, jednak przybrały bardzo pesymistyczny charakter. Fabuła przytłacza, dołuje i męczy. Wszystko jest tam takie ciężkie, siermiężne, naturalistyczne. Egzystencja bohaterów to codzienna męczarnia, bez światełka w tunelu. Wpływa to bardzo negatywnie na odbiór powieści.
Dość zaskakującym elementem fabuły jest wątek kryminalny, który opis książki w zasadzie pominął. Codzienność bohaterów „ubarwia” seria morderstw. Przynajmniej pojawiają się jakieś inne emocje, które przełamują monotonię. Chociaż cały czas są one po tej negatywnej stronie. Brak tu pozytywów dla równowagi. Odnoszę wrażenie, że ta seria morderstw dominuje całą historię i to one wysuwają się na pierwszy plan. Czy to źle? Cóż, po prostu nie tego się spodziewałam.
Reasumując, gdybym miała ocenić tę książkę jako całość, to niestety nie wypadłaby ona zbyt dobrze. Dawno się tak nie umęczyłam przy czytaniu, a liczyłam na jakąś oryginalną odskocznię, która zajmie mnie i pochłonie na całego. Nie wiem nawet komu mogłabym polecić tę powieść, więc nie polecam. Niestety, raczej mało prawdopodobne, że w bliższej lub dalszej przyszłości przeczytam inną książkę autorki.
sobota, 9 maja 2026
„Algorytm” – Krzysztof Koziołek
Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
data wydania: 2025-12-05
Liczba stron: 322
ISBN: 9788397530515
Podejrzewam, że większość czytelników sięgnęła po tę książkę ze względu na nazwisko autora, który przyzwyczaił swoich fanów do określonego stylu i jeśli chodzi o gatunki, to raczej do sensacji i kryminałów. Z tego względu nie dziwni dość niska ocena tej powieści. Zresztą, ja również mam problem, by ocenić tę książkę w skali 1-10. Nie ukrywam, że opowieści o nieprawdopodobnej przyszłości, w której technologiczne wynalazki zdominowały rzeczywistość nie są moją bajką. Jednakowoż, lubiąc zaskoczenia i niespodzianki jakie szykują autorzy, po których książki sięgam najchętniej, postanowiłam mimo wszystko przeczytać „Algorytm”.
W (nie)dalekiej przyszłości życie na ziemi staje się coraz trudniejsze – to jakby nic nie powiedzieć. Niewyobrażalna skala zmian klimatycznych powoduje masowe migracje w celu znalezienia choć trochę lepszego miejsca do życia. Ale ponieważ wszystko ma swoje granice – ląd w końcu również. Tych lepszych miejsc zaczęto szukać na innych planetach. I tak lot na Marsa po lepsze życie zdeterminował działania mieszkańców ziemi. Oczywiście nie każdy mógł się tam przenieść.
Dla głównej bohaterki Zoyi Goulden była tylko jedna szansa. Zostać surogatką na Marsie i po wydaniu na świat czwórki potomstwa, które zasili i zróżnicuje społeczność, dostać azyl. Bonusem była możliwość ściągnięcia na czerwoną planetę dwóch osób. Zoya miała jednak tylko brata. Najpierw trzeba był przejść bardzo restrykcyjne testy. Wyjątkowej dziewczynie jednak się udało. Czy Mars okaże się „rajem” dla „ziemian”?
Miłośnicy powieść futurystycznych i SF pewnie byliby zachwyceni fabułą książki. Ja również doceniam pomysłowość autora, która nieraz mnie mocno zaskoczyła. Dla mnie jednak była to wizja zdecydowanie postapokaliptyczna, a takich doznań raczej wolę unikać w literaturze i filmie. Działają dość pesymistycznie, a czytanie ma być przyjemnością.
Oczywiście najbardziej zaciekawił mnie wątek głównej bohaterki, której mocno kibicowałam. Czyli ta najbardziej ludzka z ludzkich część historii. Także ta… powiedzmy – miłosna. Ciekawym było to, jak odnajduje się w tak różnych i skrajnych warunkach. Z kolei czytanie o hybrydach, botach, sztuczniakach i innych wynalazkach, bywało dość irytujące. Potwierdziłam swoje upodobania czytelnicze w 100%.
Reasumując: miłośnicy SF powinni być ukontentowani „Algorytmem”, gdyż przenikliwa wyobraźnia autora nie zna granic. Ja wolałabym w książce trochę więcej realizmu, elementów organicznych i analogowych. No i zabrakło mi trochę bardziej jednoznacznego zakończenia w odniesieniu do głównych bohaterów, których wątek – dla mnie osobiście – był najciekawszym elementem książki. Najzwyczajniej w świecie chciałabym wiedzieć „co u nich”. To mogłoby dla takich czytelników jak ja, mocno podnieść ocenę całości.
poniedziałek, 13 kwietnia 2026
„Czas zatrzymany” – Maja Lunde
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tytuł oryginału: Lukkertid
Data wydania: 2025-05-21
Liczba stron: 304
ISBN: 9788308085875
Maja Lunde ponownie zaskoczyła oryginalnym pomysłem na fabułę, chociaż odnoszę wrażenie, że zabrakło czasu, chęci, weny… – bo przecież nie umiejętności – na jej realizację i wyszło dość „płasko” i pobieżnie. Jakby autorka chciała w „kilku” słowach streścić kilka wątków. Szkoda, bo przyzwyczaiła mnie – i pewnie całe rzesze czytelników – do zupełnie innego typu powieści.
„Czas zatrzymany” został w pewien zwykły czerwcowy dzień. Nagle, bez uprzedzenia, bez poprzedzających to zjawisko sygnałów. Ludzie po prostu przestali umierać i rodzić się, bo czas się dla nich zatrzymał. Tylko dla nich, wszystko inne np. przyroda żyło nadal swoim normalnym życiem. Co to znaczyło konkretnie? Chorzy – nawet na śmiertelne choroby – przestali odczuwać jakiekolwiek dolegliwości. Seniorzy nie uskarżali się na żadne bóle i mogli normalnie funkcjonować. Kobietom w ciąży płód przestał się rozwijać. Nie organizowano żadnych pogrzebów. Ludzie żyli jakby w zawieszeniu. Początkowe zaskoczenie i radość z czasem zaczęło jednak wszystkich irytować i im ciążyć…
Lubie te dywagacje autorki „co by było, gdyby?”, które tak często można spotkać w jej książkach. Niewiarygodne hipotezy, wyjątkowo kreatywne wizje. Inne, oryginalne, refleksyjne. Jednak o ile kwartet ekologiczny pochłonął mnie bez reszty, tak tym razem miałam wrażenie, że ta odpalona bomba nie wybuchła. Jakby zabrakło punktu kulminacyjnego i zakończenia książki. Gdy do tego dodamy dość pobieżne podejście do postaci i ich indywidualnych historii – tak, jakby tylko wspomniane w książce. Co powodowało, że czytelnik nie miał okazji „zżyć się z nimi” tak jak w innych powieściach Lunde. Czytając je wtedy stawałam się niejako uczestnikiem całej historii. Tym razem byłam obserwatorem – dalekim, stojącym na drugim brzegu.
Ogólnie dość dziwny zabieg literacki. Myślę, że rozczarowujący dla miłośników autorki. Ale cóż – błędy się zdarzają i pewnie wierni fani wybaczą to autorce. Ciekawa jestem kiedy będziemy mogli sięgnąć po kolejną powieść dla dorosłych autorstwa Mai Lunde i jaka ona będzie. Nadal największym sentymentem darzę „Historię pszczół” – to była epicka powieść!
wtorek, 3 marca 2026
„Schronisko, które zostało zapomniane” – Sławek Gortych
Wydawnictwo: W.A.B.
Cykl: Karkonoska seria kryminalna (tom 4)
Data wydania: 2025-06-18
Liczba stron: 416
ISBN: 9788383878720
Niestety, harmonogram zajęć mam dość napięty, więc mogę sobie pozwolić tylko na książkowe wycieczki w okolicę mojej ulubionej Śnieżki. I właśnie wróciłam z „wycieczki” do Karpacza, na którą zabrał mnie Sławek Gortych. Jak zawsze niezapomniane przeżycia i jak zawsze mam ogromną ochotę, by pojechać tam naprawdę i poprzebywać w towarzystwie Ducha Gór – chociaż jeden dzień.
Czwarta część cyklu o karkonoskich schroniskach różni się trochę od poprzednich tomów, gdyż główną rolę odgrywa tu jednak historyczny hotel Sanssouci, znajdujący się w granicach miasta, a nie górskie schronisko. Chociaż te, także są wspominane i w pewnym sensie wykorzystane jako miejsce akcji. Wspomniany hotel poszczycić się może bardzo bogatą lecz wstydliwą przeszłością. Był bowiem siedzibą Ministerstwa Spraw Zagranicznych III Rzeszy, a w książce miejscem zorganizowania konferencji dla dyplomatów, którzy debatowali na temat ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. I właśnie spotkanie 3.04.1944 roku w zaśnieżonym, niezwykle urokliwym i dużo spokojniejszym niż Berlin Karpaczu jest punktem wyjścia do fabuły powieści, która docelowo przeniesie się w czasy współczesne, kiedy to podczas remontu zabytkowego hotelu dojdzie do pewnego odkrycia.
Gdy przypomnimy sobie perypetie Tomka Wilczura z poprzedniej części cyklu, możemy się spodziewać, że ponownie akcja będzie toczyła się dość dramatycznie. Emocjonujące wydarzenia będą łączyć się z kolejnym bohaterem, którego już znamy – czyli z Jackiem Węglorzem, który wplątał się w niemałą aferę. Na szczęście przyjaciele nie zwątpią w jego niewinność i staną na wysokości zadania. Poza tym pojawią się nowe postacie, które sporo – kolokwialnie mówiąc – namieszają w przeszłości dalszej, bliższej i teraźniejszości.
Autor nie tylko opisuje intrygujące historie z dreszczykiem, ale i odkrywa przed czytelnikami wiele historycznych ciekawostek, które są wręcz niewiarygodne i zaskakujące. Cała historia hotelu Sanssouci – zarówno związana z samymi murami jak i z postaciami, które tam bywały na przestrzeni lat, jest tak niesamowita, że ma się ochotę sięgnąć po literaturę faktu, by poznać więcej konkretów. Wprawdzie w posłowiu Autor sporo wyjaśnia, jednak dociekliwi pewnie będą chcieli doczytać co nieco na ten temat. Swoją drogą, ciekawe czy obiekt w końcu zacznie normalnie funkcjonować i w jakiej formie.
Dla miłośników serii o karkonoskich schroniskach dobra wiadomość. Trwają prace nad piątym tomem. A na spotkaniu autorskim Sławek Gortych wspominał, że toczy również rozmowy na temat ekranizacji swojej książki. Ma nawet zamiar zagrać w niej małą rólkę. Ciekawe kim będzie. Jeśli fabuła miałaby się ograniczyć tylko do tej części, widzę go jak Helmuta Langa…
Oczywiście polecam i oczywiście czekam na kontynuację.
poniedziałek, 23 lutego 2026
„Opowieść wigilijna, czyli kolęda prozą” – Charles Dickens, Lisa Aisato
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tytuł oryginału: A Christmas Carol
Data wydania: 2023-11-08
Liczba stron: 152
ISBN: 9788308081983
Obowiązkowa grudniowa lektura dla młodszych i starszych czytelników, by nastroić się przed świętami, a być może i zainspirować. Refleksyjna historia może być impulsem, by inaczej spędzić ten czas. By dostrzec coś, czego się nie widziało lub nie chciało zobaczyć. Zdecydowanie sięgnięcie w grudniu czy też listopadzie jest lepszym pomysłem, niż czytanie jej np. w styczniu lub środku roku.
„Opowieść wigilijna” to chyba najpopularniejsza książka Dickensa, która doczekała się nie tylko licznych ekranizacji ale i wielu wydań, jednak to, które czytałam ostatnio – z ilustracjami Lisy Aisato – jest prawdziwym arcydziełem. Ilustratorka przyzwyczaiła już swoich czytelników i fanów, do bajkowego stylu. Wiedzą oni dokładnie czego można się spodzoewać. Mimo to, każdy nowy obrazek jest zaskakująco urzekający i idealnie przedstawia treść książki. To niesamowite jak na jednej ilustracji uchwycić można opis znajdujący się na wielu stronach. Tę książkę zdecydowanie warto oglądać!
Jest to też idealny prezent dla siebie lubi kogoś bliskiego – bez względu na wiek. Dla miłośnika książek, dla miłośnika klasyki, dla miłośnika malarstwa, dla miłośnika sztuki, dla miłośnika świąt i świętowania i dla miłośnika pięknych rzeczy.
niedziela, 14 grudnia 2025
„Kolaborantka” – Barbara Wysoczańska
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2025-05-21
Liczba stron: 608
ISBN: 9788384022436
Barbara Wysoczańska przechodzi obecnie bardzo produktywny okres twórczy. Niecałe pół roku dzieli wydanie dwóch ostatnich książek, co z pewnością cieszy fanów pisarki. Kolejnej pisarki-historyczki, więc naturalną konsekwencją jej drogi zawodowej jest fakt, iż gatunkiem, w którym czuje się najlepiej jest beletryzowana powieść historyczna. Wysoczańska debiutowała opowieścią z czasów drugiej wojny światowej i ponownie wróciła do tej tematyki, jednak jak zawsze przedstawiła oryginalny i odmienny od wcześniejszych punkt widzenia. I chociaż zdawać by się mogło, że tytuł sporo sugeruje, to tradycyjnie czytelników czekają „niespodzianki”.
Tytułową bohaterką książki jest młoda dziewczyna z dobrego domu o imieniu Stefania, którą poznajemy w momencie, gdy – w poszukiwaniu swojej biologicznej matki – samotnie przyjeżdża do Krakowa. Okazuje się jednak, że wielkie miasto przerasta panienkę z prowincji i ta popada w potężne tarapaty, z których ratuje ją inteligentny i przystojny Adam. W momencie poznania, żadne z nich nie mogło nawet przypuszczać, iż był to moment przełomowy w ich życiu. Gdy po latach spotykają się w zupełnie innych okolicznościach i innym miejscu, mimo iż są zupełnie innymi ludźmi, uczucie odżywa ze spotęgowaną siłą. I tak mogłoby się zacząć jedno z większych romansideł literackich współczesnych czasów. Ale powiedzieć, że byłoby to bardzo niestosowne uogólnienie, to jak nic nie powiedzieć. Wtedy dopiero zaczyna się akcja – wartka, trzymająca w napięciu i pełna zwrotów!
Autorka pisze niezwykle plastycznie i sugestywnie. Niejeden raz czytelnik odnosi wrażenie jakby był w samym środku akcji i współodczuwa dokładnie to, co przeżywają bohaterowie na kartach książki. I tak było też tym razem, ale kilkukrotnie bardziej intensywnie niż dotychczas. Akcja nie tyle intryguje, co trzyma w napięciu i wręcz denerwuje lub stresuje czytelnika. Tym razem nie tylko jest bardziej emocjonująco, ale też te emocje są bardziej skrajne.
Nie możemy zapominać, że europejska historia drugiej wojny światowej odgrywa w tej książce bardzo dużą rolę. I chociaż autorka skupia się głównie na nastrojach panujących w Austrii przed wybuchem wojny oraz później w Krakowie, to powieść przedstawia bardzo dogłębny obraz całego tego tragicznego wydarzenia, szczególnie w odniesieniu do społeczeństwa żydowskiego. Jak podkreślałam wiele razy, wykształcenie i wiedza autorki bardzo wzbogacają fabułę jej książek.
„Kolaborantka” to wyjątkowa powieść o trudnych wyborach, trudnej miłości i trudnych decyzjach w trudnych czasach, które każdorazowo wiążą się z nieprzewidywalnymi konsekwencjami, które trzeba będzie ponieść. To wszystko sprawia jednak, że życie ma zupełnie inny smak i bohaterowie potrafią się nim delektować na całego, nawet gdy są to tylko krótkie momenty. Gorąco polecam.
niedziela, 7 grudnia 2025
„Coraz mniej światła” – Nino Haratischwili
Wydawnictwo: Otwarte
Tytuł oryginału: Das mangelnde Licht
Data wydania: 2022-10-12
Liczba stron: 768
ISBN: 9788381352277
Myślę, że spokojnie można już mówić, iż Nino Haratischwili to prawdziwe zjawisko na współczesnym rynku literackim. Pisarka urodzona w Tibilisi, od lat mieszkająca i tworząca w Niemczech, nie zapomina o swoich korzeniach. Każda jej powieść przybliża czytelnikom ten jednak większości „nieznany i nieodkryty ląd”. Autorka, jako propagatorka kultury gruzińskiej, skupia się w swoich powieściach historycznych na ukazaniu polityczno-historyczno-geograficznych zależności między jej ojczyzną, a państwami sąsiednimi, które oczywiście miały ogromny wpływ na obywateli – relacje międzyludzkie, rozwój społeczeństwa i wybory jednostek, mające bezpośrednie przełożenie na poszczególne grupy czy nawet kasty. Mimo bardzo szczegółowej charakterystyki tych aspektów przekazuje swoją wiedzę merytoryczną o Gruzji zawsze na tle bardzo osobistej historii bohaterów. Zawsze zastanawiam się, czy nie wplata też wątków autobiograficznych. Tak bardzo dogłębnie i wręcz namacalnie przedstawia świat wewnętrzny bohaterów.
Tym razem opowiada o przyjaźni czterech kobiet, które poznały się jako małe dziewczynki na jednym podwórku i razem chodziły do szkoły. Dina, Nene, Ira i Keto – niczym cztery żywioły, tak diametralnie różne, jednak znajdują wspólny język i tworzą spójną całość – jeden organizm, którego poszczególne elementy się uzupełniają. Poznajemy je współcześnie podczas wystawy zdjęć jednej z nich – słynnej fotografki, która już niestety nie żyje. Impreza zorganizowana przez siostrę na część Dino jest okazją, by trzy pozostałe przyjaciółki mogły spotkać się po latach i wyjaśnić sobie pewne kwestie. Poszczególne fotografie sprawiają, że przeszłość znowu zaczyna być żywa – zarówno te dobre jak i złe chwile…
„Coraz mniej światła” to książka na jaką bardzo długo czekałam. Beletryzowana powieść historyczna to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. A mając na uwadze poprzednie przeczytane przeze mnie książki autorki, wiedziałam, iż nowa opowieść będzie niesamowitą przygodą. Fabuła intryguje już od samego początku, a akcja trzyma w napięciu. Autorka powoli rozbudza w czytelniku ciekawość. Przywiązuje czytelnika i niemalże go uzależnia od poznania kolejnych elementów tej ogromnej układanki. Mnogość postaci, ich poszczególne zależności i co się z tym wiąże kolejne wątki poboczne, tworzą bardzo skomplikowaną i misternie tkaną sieć, w którą „wpada” czytelnik. Wprawdzie, w moim odczuciu, opisywany szczegółowo okres dość wczesnej młodości bohaterek bywał chwilami dość nużący, jednak już ich późniejsze przeżycia sprawiają, że tej książki nie da się odłożyć na później. Kolejne setki (stron) znikają w błyskawicznym tempie.
Jak już wspomniałam, historia jest integralną częścią fabuły i nie da się ani na chwilę zapomnieć, że jest to opowieść o gruzińskich przyjaciółkach, z konkretnej społeczności i umiejscowiona w bardzo burzliwym okresie. Jednak autorka porusza również bardzo uniwersalne tematy, takie jak: marzenia o lepszej przyszłości, lepszym życiu i oczywiście o miłości. Nie można zapomnieć, że bohaterki to przede wszystkim kobiety i to o bardzo silnych charakterach i bardzo zróżnicowanych, ale mocnych osobowościach. I muszę przyznać, że ta część książki, która opowiadała o ich dorastaniu i przemianie z dziewcząt w kobiety, która w dużym stopniu dotyczyła ich życia uczuciowego, najbardziej przypadła mi do gustu.
„Coraz mniej światła” to epicka powieść historyczna, którą polecam miłośnikom gatunku oraz twórczości Nino Haratischwili. To niesamowite przeżycie wejść chociaż na trochę w tak osobisty świat autorki i pobyć tam, doświadczając tego co ona na przestrzeni lat. Nie ukrywam, że ta kolejna jej powieść znowu sprawiła, że mocniej poczułam potrzebę, by odwiedzić Gruzję, a te rejony dość mocne mnie fascynują. Jestem niesamowicie ciekawa, jaka będzie kolejna książka Haratischwili. Zazdroszczę tym czytelnikom, którzy „Coraz mniej światła” biorą pierwszy raz do ręki.
niedziela, 23 listopada 2025
„Callas, moja rywalka” – Éric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak Literanova
Tytuł oryginału: La Rivale
Data wydania: 2025-07-02
Liczba stron: 144
ISBN: 9788383678061
Eric-Emmanuel Schmitt to chyba największy meloman wśród pisarzy. Z tego względu bardzo często bohaterami jego książek są szeroko pojęte osobistości związane z muzyką. Autor niejednokrotnie wplata też w fabułę wątki autobiograficzne związane właśnie z muzyką i grą na fortepianie. Tym razem dość nietypową bohaterką książki została Maria Callas. Dlaczego nietypową?
Mimo iż Maria Callas jest bohaterką tytułową i wydawać by się mogło, że to jej Schmitt poświęcił największą uwagę, to już po kilku stronach czytelnika czeka zaskoczenie. Otóż, główną bohaterką książki jest rywalka słynnej śpiewaczki – Carlotta Berlumi i to z jej relacji i opowieści wyłania się portret Callas. Jak można przypuszczać, relacja między obiema paniami od samego początku była dość chłodna i z każdym niemal dniem i spotkaniem stawała się coraz bardziej zimna, nieprzychylna, czy wręcz nienawistna. Możemy podejrzewać, a praktycznie mieć pewność, że działało to tylko w jedną stronę – przeciwko Callas.
Zatem, czytelnik pozna losy głównej bohaterki – Carlotty, na które ogromny wpływ miała postać Marii Callas. Sylwetka divy przybliżona zostanie niejako między wierszami, przypadkiem, wspominając poszczególne elementy biografii Berlumi. Miłośnicy i wierni czytelnicy dobrze wiedza, że Schmitt genialnie potrafi wczuć się w kobiecą duszę i opisać całe spektrum różnych uczuć tak realnie i wręcz namacalnie, jakby ten był kobietą. Ponownie zajrzymy w głąb tej skomplikowanej psychiki i myślę, że niejeden raz się zdziwimy do czego to wszystko doprowadzi.
Mimo iż morał tej opowieści jest dość oczywisty, to i tak skłania do refleksji nad swoim życiem i postępowaniem w stosunku do otaczających nas ludzi. Lubię ten typ narracji – prosty, lecz wysublimowany jak styl autora. Być może rozczaruję teraz innych czytelników, bo ja się trochę zawiodłam, gdy się dowiedziałam, że ta jedna rywalka Callas – Carlotta Berlumi to postać fikcyjna. Jednak inspiracją do stworzenia tej antybohaterki były życiorysy wielu realnych rywalek słynnej śpiewaczki.
Minipowieść o magicznym i brutalnym świecie muzyki, o pasji i obsesji, o bardzo dużej cenie marzeń. Polecam.
sobota, 22 listopada 2025
„Jak Grinch stracił Święta!” – Alistar Heim, Aritstides Ruiz
Wydawnictwo: Kropka
Tytuł oryginału: How the Grinch Lost Christmas!
Data wydania: 2024-11-13
Liczba stron: 60
ISBN: 9788368121537
Na fali przedświąteczno-grinchowego klimatu, postanowiłam od razu przeczytać kontynuację historii napisanej przez Dr. Seuss’a w 1957 r., jednak autorstwa Alaistara Heima. Nie wiem co powodowało nim, by dopisać bardzo spójne z oryginałem dalsze losy Grincha – czy była to potrzeba wewnętrzna, czy może potrzeba rynku. Jednak obie książki, chociaż różnych twórców, tworzą komplet i chyba powinno się je czytać w duecie.
Grincz, po tym jak zakończyła się jego świąteczna przygoda, zmienił trochę nastawienie do świętowania. Celebruje ten czas najbardziej intensywnie i najlepiej ze wszystkich! W końcu to on musi być numer 1. Tak – ma cel i potwierdzi to wygrana w konkursie na najładniejszą choinkę!
Myślę, że po przeczytaniu tej historyjki, wszyscy zrozumieją w końcu, co znaczy dekoracja świąteczna w stylu Grincha. Nie ukrywam, że jest to coś, co i do mnie trafia. Poza tym tytuł dość przewrotny, ale nie bójcie się. Bajki kończą się dobrze.
Tym razem ilustracje kolorowe, rzekłabym z rozmachem – autorstwa Aristidesa Ruiza. Fajnie, że uniknięto „udziwniania” postaci na siłę, co się niestety często zdarza.
Jak już wspomniałam w poprzedniej opinii: obie książki o Grinchu to świetny pomysł na prezent mikołajkowo-gwiazdkowy. Ale koniecznie w komplecie. Polecam.
„Jak Grinch skradł Święta!” – Theodor Seuss Geisel
Wydawnictwo: Kropka
Tytuł oryginału: How the Grinch Stole Christmas!
Data wydania: 2023-11-08
Data 1. wydania: 1957-01-01
Liczba stron: 64
ISBN: 9788367859301
Grinch to już postać kultowa. Szczególnie w Stanach Zjednoczonych, ale i w Polsce od jakiegoś czasu stał się bardzo modny. Pamiętam, że pierwszy raz zobaczyłam go w latach 90-tych, w jednej ze scen filmu „Kevin sam w Nowym Jorku”. Ten zniewalający uśmiech jest niezapomniany! Poza tym, kto nie lubi takich uroczych „czarnych charakterów”? Gargamel, Szpieg z Krainy Deszczowców, Wilk od zająca, Książe Iktorn itd., itp.
Kwestią czasu było zatem, żeby książka o Grinchu trafiła do mojej biblioteczki! Wprawdzie dostałam ją (wraz z kontynuacją) w zeszłym roku pod choinkę, ale uznałam, że przyjemność poznania historii zielonego złośnika zostawię sobie na okres przedświąteczny i tak też zrobiłam.
Zaskoczyło mnie, że jest to historyjka rymowana! Niestety bardzo krótka, bo przeczytałam ją błyskawicznie, jednak ma to też swoje plusy. Niewykluczone, że sięganie po tę książkę będzie nową, przedświąteczna tradycją… Oczywiście, idealnie nadaje się na prezent dla młodszych czytelników, by sami mogli doskonalić czytanie lub nawet dopiero się go uczyć.
Poza tym uważam, że każdy u kogo widok Grincha wywołuje chociaż mały uśmiech na twarzy, powinien sięgnąć po opowieść Dr. Seuss’a, gdyż jak się okazuje – nie taki Grinch straszny, jak go malują. I w tej kwestii również czekają niespodzianki.
Książka bardzo ładnie wydana, chociaż forma graficzna ograniczyła się tym razem do 3 kolorów: zielonego, czerwonego i białego (na okładce), a w środku królują czarno-białe szkice uzupełnione elementami czerwieni. Jest zatem dość oszczędnie, by nie powiedzieć, że ubogo. Ale pewnie dorosłym czytelnikom nie będzie to przeszkadzać. Zarówno treść jak i ilustracje autorstwa Theodora Seuss Geisela.
Polecam jako prezent świąteczny dla miłośników literatury oraz oczywiście Grincha!
środa, 19 listopada 2025
„Stolik dla dwojga” – Amor Towles
Wydawnictwo: Znak Literanova
Tytuł oryginału: Table For Two
Data wydania: 2025-02-26
Data 1. wydania: 2024-05-16
Liczba stron: 464
ISBN: 9788383670195
„Stolik dla dwojga” to zbiór opowiadań! Postanowiłam, że będzie to pierwsza informacja w mojej opinii, gdyż przed kupnem książki nigdzie się na nią nie natknęłam, a uważam ją za „dość” istotną. Niestety fakt, że są to właśnie opowiadania, okazał się największym rozczarowaniem. Po opisie książki, który jak się okazało był kompilacją fabuły poszczególnych opowiadań, spodziewałam się spektakularnego powrotu do bohaterów z debiutanckiej powieści autora. Po części tak było – w ostatniej minipowieści zbioru. Jednak nastawiałam się na coś więcej. Ciekawi mnie tylko, czy to celowy zabieg, czy może „niedopatrzenie”?
Zatem powtórzę: w „Stoliku dla dwojga” znajdziemy 6 opowiadań o zróżnicowanej tematyce oraz mini powieść, którą można potraktować jak dość zwięzłą kontynuację „Dobrego wychowania”.
Utwór „Kolejka” to dość humorystyczny opis perypetii wieśniaka o nazwisku Puszkin, który spod moskiewskiej wsi trafia do Nowego Jorku. Brzmi niewiarygodnie? Owszem!
„Ballada o Timothym Touchetcie” przedstawia losy młodego chłopaka, który postanawia zostać sławnym pisarzem. Wybrał jednak bardzo pokrętną drogę by osiągnąć ten cel.
„Hasta luego” opowiada o zaskakującym spotkaniu dwóch mężczyzn na lotnisku w Nowym Jorku, które było wynikiem odwołanego lotu. Z pewnością będzie to niezapomniany czas dla nich oraz jeszcze kilku innych osób.
„I will survive” to historia przykładnego i poukładanego małżeństwa, które jest takie tylko na pozór. Fakt – zaskakujący finał.
„Szmugler” to opowiadanie o małżeństwie, które w sali koncertowej spotyka staruszka nagrywającego potajemnie grę muzyków. Reakcja męża wywołuje całą lawinę następstw, która wpływa znacząco na wszystkich bohaterów.
„Fragment Di Domenica” to historia pewnego obrazu, który dla spadkobierców został podzielony na kawałki, tak by każdy mógł mieć kawałek dzieła sztuki. Pewnego razu, ktoś próbuje przywrócić mu pierwotny kształt, ktoś inny chce jednak na tym zarobić.
Generalnie, lubię od czasu do czasu sięgać po krótkie formy literackie. Mają swój urok. Są to zazwyczaj dość błyskotliwe historyjki z morałem, które skłaniają do refleksji z uśmiechem na ustach. Tak też było i w tym przypadku. Jednak, gdy czytelnik nastawia się na powieść porównywalną z innym dziełem autora, a otrzymuje coś innego, to w tym wypadku zaskoczenie wcale nie jest miłe. Reasumując, warto poznać powyższe utwory, jednak trzeba sięgać po tę książkę z innym nastawieniem niż moje.
Ostatni utwór to minipowieść „Eve w Hollywood”. I gdyby Amor Towles wydał ją jako osobną pełnowymiarową książkę, rozbudowując nieco poszczególne wątki, byłabym w pełni usatysfakcjonowana jako czytelniczka i fanka autora. Evelyn tym razem spotykamy w pociągu z Nowego Jorku do Chicago. Jednak, gdy zbliża się jej stacja końcowa, postanawia zrobić coś szalonego. Wykupuje bilet do Los Angeles i jedzie dalej. Po nowe doznania, po nową przygodę. Robi to, bo tak czuje, bo jest silna, niezależna, błyskotliwa, inteligentna i sama o sobie decyduje. Czy takiej kobiecie może coś przeszkodzić w realizacji zamierzonego celu?
Po dość długiej przerwie, jaka minęła od przeczytania „Dobrego wychowania”, traktowałam historię Eve jako odrębną historię. Pierwsza powieść zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tym razem było poprawnie, lecz zabrakło mi tego „błysku”. Może jednak nie warto dwa razy wchodzić do tej samej rzeki? Może „Dobre wychowanie” nie powinno było doczekać się (poniekąd) kontynuacji?
Zastanawiam się nad ideą „Stolika dla dwojga”. Skąd takie zestawienie utworów? Hołd dla miasta? Bo to co łączy opowiadania to w zasadzie, poza formą literacką, tylko Nowy Jork. Z kolei ostatni utwór rozpoczyna się wyjazdem z niego i opisuje realia zupełnie innej społeczności – Los Angeles – gwiazd, sław, ludzi show-biznesu, których wszyscy znają z wielkiego ekranu…
Cóż, polecam wiernym miłośnikom twórczości Amora Towlesa i czekam na dzieło porównywalne z „Dżentelmenem w Moskwie”!
piątek, 17 października 2025
„Antykwariat cudzych wspomnień” – Weronika Wierzchowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2024-01-16
Liczba stron: 408
ISBN: 9788383521701
Czasami sięgam po książki nieznanych autorów, bo po prostu coś mnie do nich przyciąga. W tym wypadku była to obłędnie kolorowa okładka oraz tytuł. Zachęcona do przeczytania okładkowego opisu, poczułam, że chcę kupić tę książkę – mimo, że na półce czeka cała masa innych. Muszę stwierdzić, że powieść jest bardzo zaskakująca i mocno przewyższa „reklamę”.
Antykwariat to rodzinna firma prowadzona od trzech pokoleń. Założycielem był dziadek Teofil, po nim odziedziczyła go córka Anna, która z kolei zostawiła go swojej córce Agnieszce i to właśnie ona jest główną bohaterką książki. Bohaterkę poznajemy na różnych etapach życia, począwszy od bardzo wczesnego dzieciństwa. Każdy opisywany epizod z jej życia wiąże się bezpośrednio z cennym dla niej przedmiotem z przeszłości. Nierzadko są to prawdziwe antyki, jednak dla Agnieszki mają przede wszystkim wartość sentymentalną, gdyż wiążą się z różnymi bliskimi jej osobami lub wydarzeniami. I tak przy okazji „obcowania” z nimi, w przypływie jakichś silniejszych emocji, dziewczyna we śnie poznaje historię danego przedmiotu i jego pierwszej właścicielki. Bo tak się złożyło, że wszystkie te rzeczy należały kiedyś do bardzo silnych, damskich osobowości – nieważne czy to szylkretowa spinka, czy wojskowe amerykańskie glany albo srebrne pióro.
I tak, kolejne rozdziały ukazują życie Agnieszki w kilkuletnich odstępach. Wczesne dzieciństwo przechodzi w późniejsze, następie jest nastolatką przechodzącą etap buntu; studentką z wielką pasją i ideałami; młodą kobietą, która zakłada rodzinę i w końcu sama staje się matką. Te wszystkie wątki biograficzne uzupełniane są historyjkami z przeszłości – bliższej i dalszej. Czasem takimi sprzed zaledwie kilkudziesięciu lat, a czasem sprzed kilku lub kilkunastu tysiącleci!
Z każdej podróży w czasie Agnieszka zachowuje coś dla siebie, co ją inspiruje lub wspiera i niejako kieruje ją na właściwe tory w szczególnie trudnych chwilach. Przeszłość płynnie uzupełnia przyszłość. Z punktu widzenia czytelnika jest o tyle ciekawiej, że książka zyskuje jakby kolejne główne bohaterki, które grają w fabule pierwsze skrzypce i którym autorka spokojnie mogłaby poświęcić pełnowymiarową książkę.
„Antykwariat cudzych wspomnień” to w pewnym sensie powieść historyczna z duszą i wątkami feministycznymi. Oparta na wielu faktach i inspirująca do poszerzania swojej wiedzy w konkretnym temacie. Siłą rzeczy, autorka najbardziej bazuje na polskiej historii XX wieku, co akurat dla mnie jest zawsze zaletą. Oryginalny pomysł na fabułę zasługuje na szczególne uznanie. Bojowniczkom o „prawa kobiet” powinien przypaść do gustu motyw „silnej i wyjątkowej kobiety swoich czasów”, która je wyprzedzała czasem o całe dekady, nierzadko jednak zyskiwały (na szczęście!) uznanie już w swojej epoce, co było bardzo budujące.
Muszę zwrócić większą uwagę na inne powieści autorki. Kto wie, może kiedyś wrócę do twórczości Weroniki Wierzchowskiej… To pierwsze spotkanie pozostawiło bardzo przyjemne odczucia i zasiało chęć na więcej. Polecam.
niedziela, 12 października 2025
„Bez miłości” – Zofia Mąkosa
Wydawnictwo: Książnica
Cykl: Pomiędzy (tom 2)
Data wydania: 2025-06-04
Liczba stron: 336
ISBN: 9788327168634
W drugim tomie zwyczajowo następuje kontynuacja wątków zapoczątkowanych w pierwszej części cyklu. Tak więc, Weronika decyduje się na małżeństwo z rozsądku, wchodząc tym samym do niemieckiej rodziny, co obiektywnie może mieć sporo plusów, mimo oczywistych minusów. Jednak przez swój charakter i upór odnajduje swoje miejsce i z każdym dniem jej pozycja umacnia się. Wątek dotyczący Joanny również związany jest ze sferą uczuciową. Zauroczenie Stanisławem nie chce osłabnąć, jednak rozsądek nakazuje się rozglądać za innymi „apsztyfikantami”. Młoda kobieta wykorzystuje okazję by sprawdzić swoje uczucia. Jednocześnie stawia na samorozwój i zdaje maturę. Poza tym kontynuuje swoją działalność wywiadowczą…
Niebywałą zaletą cyklu jest możliwość obserwowania zmian historycznych i codziennego życia społecznego z początku ubiegłego stulecia na terenach przygranicznych. Powieści pisane przez historyczki mają tę zaletę, że w bardzo przystępny sposób można przyswoić wiele faktów ale i ciekawostek historycznych. Minusem może być fakt, że trochę brakuje lekkości pióra. Przy pierwszym tomie chyba tak tego nie odczuwałam (a może już zapomniałam…). Jednak teraz miałam wrażenie, że obserwuję bohaterów z bardzo daleka i dochodzi do mnie tylko ta powierzchowna warstwa.
Czytając powieści niektórych moich ulubionych autorek, odczuwam emocje, które towarzyszą bohaterom, niemal tak jakbym znajdowała się w samym środku fabuły i trzymała ich za rękę. W tym przypadku czułam się jakbym czytała relację albo sprawozdanie i to dość rzeczowe. Autorka punktuje, wymienia, stwierdza. Dość chłodno. Nie wiem skąd ta zmiana. Brak serca do kolejnej części cyklu? Może ogólnie… do kolejnej książki? Niestety, nie była to porywająca lektura. Ot, po prostu przeczytana/odczytana książka. Oczywiście, jeśli się pojawi, sięgnę po kolejny tom serii, by móc zamknąć otwarte wątki z drugiej części, jednak jakoś wiele sobie po nim nie obiecuję. Szkoda.
niedziela, 5 października 2025
„Drabina” – Eugenia Kuzniecowa
Wydawnictwo: Znak
Tytuł oryginału: драбіна
Data wydania: 2024-02-05
Liczba stron: 304
ISBN: 9788324068272
Debiut Eugenii Kuzniecowej bardzo przypadł mi do gustu. Jej kolejna książka też zrobiła na mnie duże wrażenie, chociaż jest zupełnie inna. Fajnie, że autorka nie powiela schematów. Mimo małego doświadczenia, ma swój wyczuwalny styl, który bardzo dobrze się przyswaja. Tym razem tematyka trudniejsza, ale dzięki humorowi i lekkości pióra, nie tak przytłaczająca jakby można było się spodziewać.
Tolik zawsze marzył o swoim domu w Hiszpanii i kiedy to marzenie udało mu się zrealizować, wybuchła wojna w Ukrainie. Zanim tak naprawdę poczuł, że ma to swoje miejsce, do domu przyjechali nowi lokatorzy – jego mama, siostra z koleżanką, ciotka i wuj oraz dwa koty i pies. Oczywiście, nie negował ani przez chwilę konieczności pomocy bliskim – to było naturalne, że z nim zamieszkają, jednak nie ukrywajmy: okoliczności obiektywnie zaczęły być mocno uciążliwe. Do tego stopnia, że Tolik do swojego pokoju zaczął wchodzić po drabinie, by mieć chociaż trochę prywatności.
Lubię książki, których fabuła bazuje na doświadczeniu i konkretnej wiedzy, a kto lepiej napisze powieść dotyczącą spraw Ukraińców niż właśnie Ukrainka. Z tego co widzę, najnowsza powieść, autorki, która wyjdzie w listopadzie, również dotyczy spraw Ukrainy. Myślę, że to bardzo dobre posunięcie. Propagowanie wiedzy na temat pewnych zjawisk i problemów społecznych to jedna z funkcji literatury. Lubię kiedy powieści mają drugie dno i nie są tylko i wyłącznie fikcją literacką. Coś czuję, że Kuzniecowa swoim posunięciem zajęła pewną niszę na rynku literackim.
„Drabina” nie skupia się jednak na okrucieństwie i brutalnej stronie wojny. Informacje z frontu przemycane są bardzo oszczędnie w tle historii. W powieści przedstawiono jednak „dramat” jednostki – czy raczej jednostek, gdyż każdy z bohaterów przeżywa nową dla niego sytuację w zupełnie odmienny sposób. To wszystko skonfrontowane jest również z postawą głównego bohatera – introwertyka, który nie ukrywa, że boi się walczyć. Wszyscy muszą jakoś odnaleźć się w tej nowej sytuacji, znaleźć swoje miejsce i odnaleźć także cel swoich działań. Wkrótce, za jakiś czas, gdy już codzienny widok na hiszpańską winnicę po sąsiedzku, chociaż w pewnym stopniu „zaleczy” skołataną psychikę.
Czego nauczą się o sobie i o relacjach z bliskimi? Jakie korzyści przyniesie im ta – kolokwialnie mówiąc – niekorzystna sytuacja? Tego wszystkiego dowiecie się z powieści pt. „Drabina”. Humor i dowcip w odpowiedniej – wyważonej – dawce sprawi, że lektura mimo wszystko będzie przyjemnością. Polecam!
piątek, 3 października 2025
„Sekta egoistów” – Éric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak Literanova
Tytuł oryginału: La secte des egoistes
Data wydania: 2015-11-02
Data 1. wydania: 1994-01-01
Liczba stron: 208
ISBN: 9788324035304
Jakiś czas temu kupiłam kilka książek Schmitta, których jeszcze nie przeczytałam – „hurtowo”, od jednego sprzedawcy. Przy wyborze kierowałam się tylko tytułem, którego jeszcze nie znałam.
Co jakiś czas – między dłuższymi lekturami – sięgam po jakiś „przerywnik”. Przerywnik, gdyż w większości są to raczej krótkie utwory. Tym razem wybór padł na „Sektę egoistów”, czyli debiut autora. Dobrze, że nie była to jego pierwsza książka, którą przeczytałam. Mogłabym nie poznać kolejnych – już wspaniałych historii.
„Sekta egoistów” opisuje fascynację autora i narratora w jednej osobie, znalezioną przez przypadek wzmianką o nietypowym nurcie filozoficznym stworzonym przez tajemniczego założyciela Sekty Egoistów. Nurt ten zakłada, że najważniejszym jest poznanie samego siebie i to na tym powinien skupić się człowiek. Być może, w innych okolicznościach, bohater informacje te puściłby mimo… oka, ale tym razem trafiły na podatny grunt. Był on już tak znużony żmudnymi badaniami do pracy doktorskiej, że zrobiłby wszystko dla jakiejkolwiek odmiany. Nawet nie zauważa, kiedy nowe „badania” nad sektą egoistów stają się jego obsesją i całkowicie dominują codzienność.
Niewiarygodne, jak ta debiutancka powieść różni się od kolejnych książek autora. Niestety, jest mocno nużąca i męcząca. Pomijam już dość specyficzną, filozoficzną tematykę. Brak tu typowych dla Schmitta zaskoczeń, polotu i lekkości pióra. Przeczytałam, bo z zasady kończę zaczęte książki. Poza tym Schmitt należy do moich ulubionych pisarzy – niestety przyjemności niewiele. Wytrwałam przez ciekawość i nadzieję na pointę. Niestety, nastąpiło rozczarowanie. Ale… przymknę oko.
poniedziałek, 22 września 2025
„Klątwy i pierniczki. Opowiadania ze świata Thornu” – Aneta Jadowska
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Seria: Imaginatio [SQN]
Data wydania: 2025-06-04
Liczba stron: 528
ISBN: 9788383309408
Proza Anety Jadowskiej kojarzy mi się z jesienią, trochę mroczną aurą, no i oczywiście z Halloween. I by sobie chociaż trochę osłodzić tę najgorszą porę roku (nie – nie jestem żadną jesieniarą!), która na szczęście jest jeszcze bardzo słoneczna – sięgnęłam po najnowszy zbiór opowiadań ze świata Thornu czyli po „Klątwy i pierniczki”. Był to strzał w dziesiątkę!
Ciągle jeszcze nie odważyłam się przeczytać pełnowymiarowej powieści fantastycznej Jadowskiej, chociaż tym razem opowiadania dość mocno ją przypominają, gdyż teoretycznie są to ciągle oddzielne historie, ale istnieje pomiędzy nimi pewne powiązanie, a czasem i konkretne odniesienia lub wspomnienie minionych zdarzeń. To wszystko tworzy bardziej spójną formę.
W „Klątwach i pierniczkach” główny prym wiedzie tym razem Dora Wilk i jej najbliższa rodzina, czyli ukochany diabelski Miron i ich przybrana córka Salcia, która dorasta na oczach czytelników. Ponownie spotkamy również charyzmatycznego i demonicznego Romana oraz Katię, z którymi Dora bardzo lubi współpracować. Będą również nowe postacie i nowe epizody, w których Dora niczym superbohaterka odegra ważną rolę. Będą zagadki kryminalne, będą śledztwa, trochę trupów i cała masa magii. Tej uroczej, nieco lukrowanej, która sprawia, że nawet dorosłe czytelniczki przeniosą się chociaż na trochę w nierealny świat baśniowy.
I właśnie dlatego lubię te czarowne opowieści Anety Jadowskiej. Niezwykle pozytywna rozrywka, która trzyma w napięciu ale i wywołuje uśmiech. Czekam na kolejny zbiór opowiadań. Biorę w ciemno!
poniedziałek, 1 września 2025
„Sen o drzewie” – Maja Lunde
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Cykl: Kwartet klimatyczny (tom 4)
Tytuł oryginału: Drømmen om et tre
Data wydania: 2024-06-19
Liczba stron: 544
ISBN: 9788308084458
Powieść „Sen o drzewie” zamyka cykl klimatyczny. Maja Lunde kazała czytelnikom bardzo długo czekać na ten tom. W międzyczasie zmieniała bowiem koncepcję fabuły, która w pierwszej wersji za bardzo mogłaby się kojarzyć z aktualnymi wydarzeniami związanymi z pandemią. Powstała więc powieść o „drzewie”, w której śmiertelna choroba dziesiątkująca pewne społeczeństwo, jest zaledwie elementem tła. Szczerze… ostateczna wersja czwartej części cyklu nie przypadła mi do gustu tak jak trzy poprzednie – szczególnie jak dwie pierwsze. Zabrakło pomysłu? Energii? Zapału? Ale po kolei…
Główny wątek fabuły dzieje się na początku XXII wieku na jednej z norweskich wysp, na którą – ze względu na surowy arktyczny klimat – przeniesiono bank nasion stworzony przez rosyjskiego naukowca dwa wieki wcześniej. Mieszkańcy wyspy są samowystarczalni. Żyją w jednej wielkiej komunie, praktycznie całkowicie odizolowani od reszty świata. Gdy pewnego razu okazuje się, że kolejne osoby zaczynają chorować na śmiertelną chorobę, strażniczka banku nasion – babcia głównego bohatera Tommego – postanawia odizolować swoich najbliższych, by mieli szasnę przeżyć. Wkrótce okaże się, że troje jej wnuków i ich dwie rówieśniczki to jedyni mieszkańcy Svalbardu.
Maja Lunde przedstawia tym razem wizję społeczeństwa żyjącego w bardzo trudnych warunkach, które są wynikiem obecnych zmian klimatycznych i których powoli zaczynamy doświadczać. Dość ogólnie stwierdzę, że jest to wizja przytłaczająca i niestety nie ma ona działania mobilizującego. Zresztą, odnoszę wrażenie, że tym razem autorce nie udało się swoją powieścią „porwać tłumów” i skłonić do jakiegoś działania. A przecież – raczej – taki właśnie zamiar towarzyszył powstaniu kwartetu klimatycznego.
Niestety, ciężko mi jest napisać coś dobrego o tej powieści. Sięgnęłam po nią ze względu na ciągłość serii oraz nazwisko autorki. Cóż – może wypadek przy pracy? Wyjątek potwierdzający regułę. Niestety, jest to „inna” książka niż poprzednie i nie jest to pozytywne określenie.
Brakowało mi tym razem trzech różnych ale i równorzędnych płaszczyzn czasowych, które idealnie się uzupełniały. Wprawdzie wspominana jest historia XX-wiecznego naukowca, który zapoczątkował opisywane badania nad roślinami oraz później przenosiny banku roślin na wyspę – jednak są to typowe retrospekcje, jakich pełno w każdej książce. Poza tym, brakowało mi też tej trójki głównych bohaterów swoich czasów, którzy byli w pewnym sensie osią poszczególnych fabuł w poprzednich częściach cyklu. A właśnie ta oryginalna konstrukcja książek Lunde miała znaczący wpływ na ogólny odbiór powieści. Cóż… może trzeba było pozostać przy trójce i ograniczyć się do trylogii?
Wydźwięk książki zdecydowanie ponury i pesymistyczny, co wpływało na „radość” z czytania lub raczej w tym przypadku jej brak. Zakończenie zdecydowanie rozczarowuje. Na szczęście, na półce czeka nowa powieść Lunde i mam nadzieję, że zatrze ona ten niesmak.
sobota, 26 lipca 2025
„Colette” – Valérie Perrin
Wydawnictwo: Albatros
Tytuł oryginału: Tata
Data wydania: 2025-05-21
Liczba stron: 576
ISBN: 9788383616360
Do tej pory wszystkie książki Valerie Perrin porywały mnie praktycznie od pierwszej strony. Nauczona doświadczeniem, w zasadzie w ciemno, sięgałam po kolejne nowe pozycje. Z „Colette” z początku było dość opornie i wręcz męcząco, co dość mocno mnie zdziwiło. Jednak w pewnym momencie historia porwała mnie na całego i nie mogłam doczekać się dalszego ciągu opowieści, a ta z rozdziału na rozdział zaczęła być coraz bardziej zaskakująca. Można by rzec, że Valerie Peririn zaczęła doskonalić się w suspensie (!), co nie jest typowe dla gatunku jaki reprezentuje.
Tytułowa „Colette” jest ciotką głównej bohaterki Agnes. Obie kobiety były ze sobą dość mocno zżyte. Od najmłodszych lat Agnes spędzała każde wakacje u cioci i obie bardzo lubiły ten czas. W późniejszym etapie życia, kiedy Agnes ze względu na sprawy zawodowe mieszkała w Stanach Zjednoczonych, regularnie w każdy wtorek rozmawiała z Colette przez telefon. Po śmierci ciotki Agnes mocno odczuła tę stratę. Ogólnie zaczął się dla niej dość ciężki okres zakończony rozwodem i niemocą twórczą. I żeby tego wszystkiego było mało, to otrzymała dziwny telefon z żandarmerii z rodzinnego miasta Colette, zawiadamiający o śmierci jej ciotki. Tylko że ciotka nie żyła od 3 lat.
Mimo niedorzeczności całej sytuacji Agnes postanawia wrócić w strony z młodzieńczych lat i sprawdzić kto został pochowany wtedy, a kto zmarł teraz. W tym amatorskim śledztwie wesprą ją przyjaciele z dzieciństwa oraz detektyw, z którym współpracowała podczas kręcenia swoich filmów. Po raz kolejny potwierdzi się, że życie pisze najlepsze scenariusze – często wręcz niewiarygodne. Agnes odkryje wiele tajemnic – nie tylko Colette, ale i całej swojej rodziny – oraz (co zaskoczy ją najbardziej) również jej samej…
„Colette” to powieść wielowątkowa, bardzo rozbudowana, można by rzec epicka. W zasadzie to osobista historia prawie każdego bohatera mogłaby posłużyć za kanwę oddzielnej książki. Jednak autorka postanowiła bardzo subtelnie połączyć ze sobą losy wielu bohaterów. Przenikają się one na przestrzeni lat, tworząc swoistą, wielowarstwową pajęczynę w taki sposób, że nie wszystko jest widoczne od pierwszego momentu. Nierzadko trzeba się przebić przez gąszcz nitek, by dojść do sedna. I odkrycie właśnie tej istoty czyli w zasadzie finał powieści bardzo mocno zaskakuje.
A swojej najnowszej powieści autorka zestawia ze sobą bardzo wiele kontrastowych problemów i motywów. Nie tylko opisuje historię utalentowanego, genialnego dziecka z nizin społecznych, które potrafi ze słuchu zagrać na fortepianie utwory mistrzów. Dzięki wsparciu życzliwych osób udaje mu się zostać w przyszłości wielkim muzykiem i osiągnąć niebywały sukces.
Przeciwstawnie pokazuje jak mogą potoczyć się losy, kiedy dziecko nie tylko nie otrzymuje tego wsparcia od otoczenia, ale i zostaje skrzywdzone przez dorosłego. I mimo, iż temat molestowania nieletnich nie jest typowym dla literatury pięknej, to w narrację Perrin wpisuje się jak ulał i uzupełnia całą historię. Zresztą sporo uwagi poświęca również przemocy wobec kobiet i brutalności mężczyzn.
Tłem historycznym niektórych wątków jest holocaust i sytuacja Żydów we Francji w latach 40-tych. Perrin sięga więc po fakty historyczne i pomiędzy nie wplata losy swoich bohaterów.
Ale przede wszystkim wskazuje, iż każdy człowiek ma bardzo bogatą historię osobistą, której na pierwszy rzut oka nie widać. Każdy ma jakieś tajemnice, które po odkryciu zmieniają postrzeganie tej osoby. Warto poznać swoje historie rodzinne, by odkryć kim się jest, o czym dowiaduje się Agnes – główna bohaterka książki. Mimo wszystko jest to oczyszczające i pozwala pójść naprzód swoją drogą.
Mimo trudnego początku, ogólnie jestem zachwycona książką „Colette” – zaangażowana literatura piękna, której towarzyszą dźwięki fortepianu to coś, co polecę każdemu czytelnikowi. Jestem niesamowicie ciekawa, co teraz Valerie Perrin szykuje dla swoich czytelników. Nawet nie będę próbowała zgadywać.
niedziela, 6 lipca 2025
„Sekret prawie byłego męża” – Aneta Jadowska
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: Gracje z Ustki (tom 2)
Data wydania: 2025-03-12
Liczba stron: 350
ISBN: 9788383309378
Ponieważ w tym roku nie udało mi się pojechać do Ustki, postanowiłam odwiedzić Gracje chociażby na kartach książki i poczuć przynajmniej w małym stopniu klimat mojego ulubionego, nadbałtyckiego kurortu. Usteckie trylogie to lektura idealna na lato i urlop. Nie mogłam się więc doczekać, kiedy w końcu sięgnę po drugi tom, drugiej trylogii z Ustki.
„Sekret prawie byłego męża” Agaty przysporzył trzem Gracjom sporo kłopotów. Z racji relacji oczywiście najbardziej dotknął Agatę – autorkę kryminałów, która odniosła ogromny zawodowy sukces. A ponieważ w życiu panuje równowaga, to niestety sfera prywatna – od czasu gdy na pełen etat zaczęła zajmować się pisarstwem – dała jej mocno w kość. To co stało się podczas jej wizyty w stolicy na tyłach domu Niny, było punktem kulminacyjnym jej przeprawy z prawie byłym mężem. Od teraz na dwoje babka wróżyła: albo totalne zwycięstwo, albo klapa na całego. Na szczęście Agata nie była z tym wszystkim sama, przyjaciółki stanęły za nią jak mur! Razem postanowiły rozwiązać zagadkę kryminalną i wesprzeć swoim talentem detektywistycznym lokalną policję. Kto zna się na sprawach kryminalnych lepiej niż trzy Gracje literatury ? Przecież nie Straszewicz i Garstka. Swoją drogą, ten pierwszy sporo zyskuje w drugim tomie. Podoba mi się to!
Nadmorskie komedie kryminalne autorstwa Jadowskiej to świetna rozrywka, lekka lektura, pełna humoru, ale i wywołująca dreszczyk emocji. Nie zapominajmy w końcu, że fabuła opiera się jednak na tajemniczym morderstwie. Cudowne, ciekawe i inteligentne postacie między którymi iskrzy – zarówno w kontekście przyjaźni jak i miłości. Chyba każdy, czytając marzy, by trafić kiedyś na taką (lub dokładnie tę) ekipę! By mieć koło siebie tak oddanych przyjaciół. Jedyny zarzut do książki to to, że tak szybko się skończyła. Akcja toczy się tak wartko i tak wciąga czytelnika, że nawet nie zauważa kiedy dochodzi o ostatniej strony. Ciekawe ile czasu autorka będzie kazała czekać na ostatni tom serii. Czyżby pierwsze skrzypce miała w nim zagrać Zuza?


















